Recenzja komiksu "32 grudnia"

Autor: Tomasz Kleta

32 grudnia Enki Bilala był niewątpliwie jednym z najbardziej wyczekiwanych komiksów na rynku francuskojęzycznym, ukazał się aż po pięciu latach od wydania pierwszego tomu drugiej, nie posiadającej tytułu trylogii autora. Nasza cierpliwość nie została wystawiona na próbę, bo ledwie rok temu poznaliśmy Sen potwora. Jednak perspektywa oczekiwania na dokończenie przez ładnych parę lat jakoś nie nastawiła mnie pozytywnie do tego komiksu.

Sen potwora w porównaniu z wcześniejszymi pracami Bilala, nawet z Trylogią Nikopola przedstawiał się szokująco doskonale. Zarówno strona graficzna, jak i scenariusz były czymś nowym i wyróżniającym się solidnie na tle współczesnego komiksu. Od czasu przeczytania tego albumu odnoszę wrażenie, że Bilala można już określać mianem artysty. Plansze w całości są malowane, tak że poszczególne kadry stają się małymi obrazami. Wielce frapująca była też fabuła, naznaczona jugosłowiańskim pochodzeniem artysty. Oto trójka dzieci urodziła się w jednym szpitalu w Sarajewie w czasie wojny, leżąc obok siebie nawiązały jakąś nić porozumienia. Teraz po z górą trzydziestu latach jeden z nich, Nike wyrusza na poszukiwanie pozostałej dwójki. Wraz z rozwijającą się fabułą poznajemy też jego wspomnienia, posiada on bowiem niezwykłą pamięć, zdolną odtwarzać szczegółowo wstecz całe życie aż do chwili narodzin. Bilal poruszał się zarówno w tematyce wspomnień, przeszłości, ukazywał piętno jakie odcisnęła na nim wojna domowa, drążył problem fundamentalistów i terroryzmu, jakby proroczo wobec wydarzeń z Nowego Jorku. Rozpoczął też dywagacje o tożsamości, ukazując kopiowanych ludzi, androidy do złudzenia przypominające oryginały.

Nie bez powodu piszę o Śnie potwora, bo 32 grudzień jest konsekwentną kontynuacją, wręcz liniową, bo rozpoczyna się w chwili, w której zakończył się pierwszy album. Dalej poruszamy się wokół poszukiwań Nike'a. Za to zmienia się znów styl Bilala. Może nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka, ale rysunki są jeszcze doskonalsze. Mam wrażenie nawet, że wreszcie udało mu się wprowadzić w kadry ruch, ujęcia są dynamiczne, tylko twarze pozostają wciąż odpychająco statyczne. Tym razem każdy kadr był dla Bilala odrębnym obrazem, malował je osobno na sztalugach i efekt jest wprost zachwycający. Ciężko opisać to z czym mamy do czynienia w 32 grudnia, bo wybiega to całkiem poza ramy sztuki komiksowej. To już jest sztuka przez duże S. Zastanawiam się jak daleko pójdą te artystyczne poszukiwania autora i czy następny album będzie jeszcze można nazwać komiksem. Brudna, rozmyta i zatłoczona kreską estetyka Bilala daje takie poczucie mroku z jakim nigdzie w komiksie nie mamy do czynienia. Niesamowicie udaje się to na planszach rozrysowanych w całości w bieli, co współgra z elementem scenariusza, ale niezwykłe jest to, że i tu pozostało to poczucie mroczności.

Inaczej sprawa ma się ze scenariuszem 32 grudnia. W Śnie potwora zachwycało połączenie obrazu i słowa w jedną spójną całość, podporządkowaną wizji autora. Teraz jednak tekst Bilala biegnie jakby obok rysunku, jedynie od czasu do czasu łącząc się z warstwą graficzną. Wydaje mi się, że powoli dochodzi do rozłączenia tych dwóch elementów, które zdają się już móc egzystować oddzielnie. Nie jest to bynajmniej zarzut, jedynie refleksja, że tak jak obraz Bilal przesunął w stronę sztuki malarskiej, tak tekst zbliża się do czystej literatury.

Z tematów poruszanych w Śnie potwora pozostał problem tożsamości i pamięci, wspomnienia przeniesione są jednak na inną płaszczyznę i wykorzystane całkiem odmiennie. Znikła religia, całkiem nieobecna, organizacja Obscurantis Order odsunęła się w cień, a Warhole, terrorysta przemienia się w artystę. Bo Bilal tym razem udaje się na poletko sztuki, z zamiarem demaskowania jej niszczycielskiej, demonicznej siły. Sztuka jest tu pisana krwią i to dosłownie, staje się krańcowo zła i niepożądana. A kulminacja jej krytyki rozgrywa się w górującym nad miastem wieżowcu, gdzie krwawe przedstawienie pojawia się na widoku dla wszystkich mieszkańców. Nakładając to na wydarzenia z 11 września 2001, co powinniśmy zrobić, bo Bilal nie ukrywał, że tworzył pod znaczącym wpływem tragedii tamtego dnia, dostajemy coś na kształt mrocznego ostrzeżenia przed sztuką. Jakby to ona miała stać się kolejnym złem nowego wieku. Poza artystycznymi rozważaniami autora mamy też wzrost znaczenia androidów, tych kopii ludzi, które zresztą w scenach krwawego tworzenia pseudodzieła sztuki mają swój udział. Ale ich doskonałość zagraża też tożsamości bohaterów. Tu docieramy do najsłabszego ogniwa w nowej kreacji Bilala, otóż gubi się jakoś fabuła, mimo że dość prosto skonstruowana, liniowa, podzielona na perspektywy każdego z trojga nietypowego rodzeństwa. Jakby wraz z narastaniem ładunku artystycznego i intelektualnego czysta akcja, same wydarzenia miały coraz mniejsze znaczenie. Powoduje to, że jeszcze ciekawsze stają się poszukiwania Enki Bilala, które, w co nie wątpię, pójdą jeszcze dalej w kolejnym albumie. Pytanie tylko, kiedy go ujrzymy.

Tetralogia potwora - 2 - 32 grudnia

Scenariusz: Enki Bilal
Rysunek: Enki Bilal
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2003
Tytuł oryginalny: 32 Décembre
Wydawca oryginalny: Humanoïdes Associés
Rok wydania oryginału: 2003
Liczba stron: 60
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-9033-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 19,90 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus