Na granicy jawy i snu - recenzja "W poszukiwaniu Piotrusia Pana"

Autor: Rafał Pawłowski
15 listopada 2009

Takich Alp już nie ma, pochłonęła je cywilizacja - pisze o górskim regionie Valais we wstępie do albumu W poszukiwaniu Piotrusia Pana jego autor, szwajcarski scenarzysta i rysownik Bernard Cosey. - Nie ma też już takich komiksów - można dodać po lekturze jego graficznej powieści. Trafia ona do Polski po blisko ćwierćwieczu od swojej premiery i porywa nas w podróż do świata "przed lodowcem".

Bohaterem W poszukiwaniu Piotrusia Pana Cosey uczynił angielskiego pisarza Melvina Woodwortha, który, chcąc rozwikłać tajemnicę śmierci przyrodniego brata i jednocześnie odnaleźć wenę twórczą, przybywa do położonej wysoko w szwajcarskich Alpach wioski. Mamy rok 1930, lecz mieszkańcy gór od wieków żyją według własnego kodeksu wymykającego się regułom  współczesnej cywilizacji. Solidarni, uczynni, otwarci na obcych lecz jednocześnie nieufni wobec wszelkich przedstawicieli aparatu państwowego. Nie zawahają się pomóc fałszerzowi monet (bo to "swój") i głośno kwestionować prognoz miejskiego naukowca, który twierdzi, że przez najbliższe 10 lat nic nie grozi im ze strony pękającego lodowca. Woodwortha przyjmują gościnnie, a sympatyczny Anglik serbskiego pochodzenia, podchodzi do nich i ich krainy z otwartością, która pozwoli mu odkryć sekrety niedostępne "miastowym".

W mottach poszczególnych rozdziałów Cosey sięga po cytaty z, przywołanej w tytule, powieści Piotruś Pan Jamesa M. Barrie'ego. Te bezpośrednie odwołania do okresu dzieciństwa i sfery marzeń stanowią klucz do osobowości głównego bohatera. Cierpiący na niemoc twórczą pisarz żyje pod presją zobowiązań wobec wydawcy, ma również poczucie osobistego długu wobec ojca, który wymarzył sobie, że jego synowie nie zaznają w życiu biedy. Wyjeżdżając do szwajcarskiego kurortu pragnie odnaleźć tam coś na kształt filozoficznego kamienia, który przemienił jego brata w rozchwytywanego pianistę. Rzeczywistość okaże się jeszcze bardziej bajkowa. Oto w spowitych mrokami górach Woodworth spotka swoją dobrą wróżkę, kogoś na kształt powieściowego Dzwoneczka z Piotrusia Pana. By ją odnaleźć, będzie musiał jednak zaryzykować i przeciwstawić się filozofii rozumu nakazującej ucieczkę przed grożącym osunięciem lodowcem. 

Operująca oszczędnym, nawiązującym momentami do rycin i fotografii z przełomu XIX i XX wieku, rysunkiem opowieść prowadzona jest niespiesznym tempem odmierzanym kolejnymi odgłosami pękającego lodu. Z każdym dniem pobytu w alpejskiej wsi poluźniają się więzi łączące bohatera z zewnętrznym światem, a na poły baśniowa kraina Valais odkrywa przed nim swoje podwoje, by ostatecznie umożliwić mu przejście na "drugą stronę" - do świata, gdzie spełniają się marzenia.

Czy szczęśliwe rozwikłanie perypetii bohatera Coseya ma charakter realistyczny, czy też jest tylko swoistą licentia poetica, będącego narratorem, Woodwortha? - to pytanie, w którym zasadza się cały urok W poszukiwaniu Piotrusia Pana. Na granicy jawy i snu wybór bowiem należy do Nas. Tkwiąca we mnie cząstka Piotrusia Pana podpowiada, że takie zakończenia się zdarzają.

Plansze Europy - 14 - W poszukiwaniu Piotrusia Pana

Scenariusz: Cosey
Rysunek: Cosey
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 9/2009
Tytuł oryginalny: A la recherche de Peter Pan
Wydawca oryginalny: Lombard
Rok wydania oryginału: 1984
Liczba stron: 119
Format: A4
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-3619-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 75 zł


blog comments powered by Disqus