Preludium komiksowego arcydzieła - recenzja komiksu "Fistaszki zebrane: 1950 - 1952"

Autor: Mirosław Skrzydło
27 listopada 2009

Czy można ledwie na czterech, ubogich w elementy, planszach zaprezentować fragment życia każdego z nas, swoistą kwintesencję egzystencji? Czy grupa z pozoru normalnych dzieciaków, rozmawiających o z pozoru trywialnych kwestiach, może zachwycić setki milionów ludzi na całym świecie? Czy milutki piesek rasy beagle o pogodnym imieniu Snoopy, może stać się ikoną popkultury, jednym z najważniejszych symboli sukcesu Stanów Zjednoczonych? Odpowiedź na te pytania jest jedna: Tak!, a udziela ich człowiek legenda - Charles M. Schultz w kultowych Fistaszkach.

Tym co różni Fistaszki od innych zbliżonych serii jest autentyzm wszystkich, powtarzam wszystkich 17 897 historyjek, publikowanych przez bagatela 50 lat (1950-2000) w ponad 350 gazetach na całym Świecie. I chociaż ktoś może zarzucić mi wydawanie zbyt pochopnych wniosków (w końcu nie lada wyczynem jest zapoznaniem się z taką masą opowieści), to kwestią bezdyskusyjną jest, iż mamy do czynienia z arcydziełem, kamieniem milowym całej sztuki komiksowej.

Fistaszki to perypetie grupy zaskakująco mądrych, wrażliwych i przenikliwych dzieciaków. To z całą pewnością nietypowa banda zdziwaczałych, żyjących we własnym świecie, szalonych indywiduum, których aż trudno nie lubić. Poznajemy zatem zakompleksionego, wiecznie nieszczęśliwego Charliego Browna oraz utalentowanego pianistę Schroedera i pozostałych niesfornych dzieciaków. Gwiazdą serii jest pogodny piesek o przyjaznym imieniu Snoopy (na razie w formie zwyczajnego kundla), który wykazuje całą paletę zupełnie ludzkich uczuć.

Błyskotliwa komiksowa seria amerykańskiego prekursora, dla dorosłego czytelnika jest doskonałą okazją retrospekcji własnego życia i cofnięcia się do okresu dzieciństwa. Bo czyż Ryszard Kapuściński nie miał racji, mówiąc że dzieciństwo jest jedyną porą, która trwa w nas całe życie? Czytając krótkie historyjki stworzone przez nieodżałowanego Charlesa M. Schultza, powracamy do lat beztroskości, pierwszych platonicznych miłości, lęków, radości i dawnych przyjaźni. W tym właśnie kryje się prawdziwa magia tego wiekopomnego dzieła.

Schultz był introwertycznym myślicielem, który od przebywania wśród oddanych fanów, wolał zamykać się w swej pracowni i w samotności tworzyć nowe opowieści. Otwarcie przyznawał się do swej niewiedzy. Nie mam bladego pojęcia (...), jaka jest moja filozofia. Nie mam pojęcia, dlaczego tu jesteśmy, ani co się z nami dzieje po śmierci. Szczerze mówiąc, ja nic nie wiem. Te i podobne zdania, świadomie głoszone przez twórcę Snoopiego, świadczą o jego inteligencji, a zarówno o skromności oraz odpowiednim zdystansowaniu do życia i masowej popularności.

Fistaszki zebrane: 1950-1952 to pierwszy tom, prawie 50-letniej sagi Charlie Browna i spółki. W sumie seria składa się z 25 ponad 300-stronnicowych albumów i wielka szkoda, że w Polsce pojawiły się ledwie dwa, pierwsze tomy. Miejmy nadzieję, że częstotliwość wydawania kolejnych albumów będzie o wiele krótsza, niż rok. Inaczej będziemy musieli czekać na zebranie całej kolekcji (rzecz jasna w języku polskim) okrągłe ćwierćwiecze, a jak dla mnie to stanowczo za długo.

Jednakże samo wydanie wzbudza euforię. Oprócz setek zabawnych historyjek, otrzymujemy świetny wstęp Kamila M. Śmiałkowskiego, rzetelny artykuł o samym Schultzu oraz wyczerpujący wywiad z twórcą Fistaszków.

Nie skłamię, gdy powiem, że to pozycja obowiązkowa w kolekcji każdego komiksomaniaka.

Fistaszki - Fistaszki zebrane: 1950 - 1952

Scenariusz: Charles M. Schulz
Rysunek: Charles M. Schulz
Tłumaczenie: Michał Rusinek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania polskiego: 10/2008
Tytuł oryginalny: The Complete Peanuts: 1950 to 1952
Liczba stron: 360
Format: 210x165 mm
Oprawa: twarda
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-10-11501-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 49,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus