Recenzja komiksu "GadKaszmatka"

Autor: Michał Misztal
10 września 2012

Kiedy Dominik Szcześniak, autor albumu GadKaszmatka, kibicował sam sobie na stronie "Ziniola", napisał, że "komiks opowiada o czterech kolesiach, którzy spotykają się po to, by prowadzić mniej lub bardziej produktywne pogawędki, wybrać się do sklepu, czy też posiedzieć na ławce. Nic szczególnego", dodając w kolejnym akapicie: "GadKaszmatka albumowa będzie moim opus magnum. Komiksem życia. Nie tylko przez wzgląd na twardą oprawę i sporą objętość". Kiedy sam scenarzysta i rysownik stwierdza, że treść jego komiksu nie jest niczym szczególnym, jednocześnie nazywając go swoim opus magnum, czytelnik może nie do końca wiedzieć, o co właściwie chodzi, zwłaszcza, jeżeli wcześniej nie czytał niczego napisanego przez redaktora naczelnego "Ziniola". Bo w moim odczuciu głównym atutem jego scenariuszy są właśnie dobre, naturalnie brzmiące dialogi, w których słychać, że autor ma ucho do wyłapywania ciekawych zwrotów i swoistego dokumentowania żywego języka. Z tego powodu zapowiedź komiksu o ławkowych pogawędkach wcale mnie nie zniechęciła, nawet pomimo użytego w ramach kibicowania zwrotu "nic szczególnego".

Choć pierwszy epizod, w którym czwórka śmiałków opuszcza swoją kryjówkę, by odnaleźć i zabić gnębiącego ich lud gada Kaszmatkę, może być nieco mylący, dalsza część albumu jest już zgodna z wcześniejszymi zapowiedziami: główni bohaterowie siedzą na ławce, włóczą się po swoim osiedlu, chodzą po sklepach i... rozmawiają. Jak to znajomi z podwórka widzący się na co dzień, zgodnie z tytułem komiksu, gadają o wszystkim i o niczym, a w takiej stylistyce Dominik Szcześniak czuje się jak ryba w wodzie. Pokazuje swoje postacie rozmawiające w różnych okresach czasu, dzięki czemu, jak wspominałem już wcześniej, momentami GadKaszmatka staje się dokumentacją tego, w jaki sposób i o czym rozmawiało się zarówno całkiem niedawno jak i całe lata temu. Nie mogłem nie uśmiechać się pod nosem czytając o podwórkowych interesach polegających na wymianie komiksów z Kajkiem i Kokoszem za obrazki z gumy Turbo, tak samo jak widząc w dymkach kilka zwrotów, które znałem kiedyś, ale o krórych zdążyłem zapomnieć. Czyta się te rozmowy bardzo dobrze i chociaż to "nic szczególnego", potrafi wciągnąć.

Poza napisaniem scenariusza, Dominik Szcześniak zdecydował się też powrócić do rysowania. Ilustracje to ta gorsza strona komiksu, głównie dlatego, że spora jego część to po prostu gadające głowy i monotonne tła w postaci powtarzających się kadr po kadrze drzew. Minimalizm jest w tym albumie jak najbardziej na miejscu, jednak autor nie znalazł sposobu, żeby używać takiej kreski przez ponad 150 stron i nie nudzić. Powrót po dłuższej przerwie nie wypadł bardzo źle, jednak Szcześniak musiałby się jeszcze trochę rozkręcić, żeby jego rysunki broniły się same, bez wsparcia w postaci dobrze napisanego scenariusza.

GadKaszmatka to dobry album. Ktoś mógłby nazwać go przegadanym, ale to chyba tak, jakby nazwać horror zbyt strasznym. Ten komiks miał taki być i nie oczekiwałem po nim niczego innego. Nie chciałbym tylko, żeby sprawdziły się słowa Dominika Szcześniaka i żebym rzeczywiście miał do czynienia z opus magnum tego autora. Wierzę, że na swoje opus magnum ciągle ma jeszcze czas.

GadKaszmatka

Scenariusz: Dominik Szcześniak
Rysunek: Dominik Szcześniak
Wydawnictwo: Ważka
Rok wydania polskiego: 5/2012
Liczba stron: 184
Format: 175x250 mm
Oprawa: twarda
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 46 zł


blog comments powered by Disqus