Recenzja komiksu "Mroczne czasy: Wyjście z głuszy, tom 5"

Autor: Roan
Korekta: Hagath
27 stycznia 2014

Doczekaliśmy się polskiego wydania kolejnego tomu komiksu z serii Mroczne czasy, przedstawiającego wydarzenia w odległej galaktyce po zakończeniu wojen klonów (pomiędzy nową i starą trylogią filmową). W poprzednim tomie zatytułowanym Niebieskie żniwa zapoczątkowano co najmniej 3 wątki, które mają okazję się rozwinąć w Wyjściu z głuszy. Pierwszy z nich jest związany z głównym bohaterem serii, Dassem Jennirem, Jedi, który uniknął śmierci po wydaniu rozkazu 66. Drugi dotyczy jego przyjaciół, załogi statku Uhumele, osobliwego zbioru rozmaitych ras inteligentnych, które wcześniej towarzyszyły Jennirowi w podróży przez nową, imperialną galaktykę. Trzecim wątkiem jest historia Dartha Vadera, który wciąż szuka swojej drogi po ciemnej stronie Mocy.

Po rozbiciu gangów terroryzujących turystyczny kurort na planecie Telerath, Jennir zmierza do układu Vondarc. Postanawia zabrać tam Ember, dziewczynę która sporo namieszała na Telerath i zapracowała na niechęć współmieszkańców. W wyniku spotkania z imperialnym krążownikiem oboje zostają zmuszeni do przymusowego pobytu na jałowej planecie Prine. W tułaczce parze towarzyszy także droid H2. Wkrótce bohaterowie będą musieli zmierzyć się z kilkoma zagrożeniami, a największym z nich będzie ich własna przeszłość…

Główny wątek fabularny Wyjścia z głuszy jest całkiem interesujący. Na szczególną uwagę zasługują interakcje między członkami drużyny, złożonej z Jennira, Ember i H2. On – wyklęty Jedi usiłujący ocalić dawne wartości. Ona – egocentryczna sutenerka o urodzie niewinnego podlotka. Ono – charakterny towarzysz w postaci latającego, metalowego grzybka. Ten dosyć egzotyczny misz-masz to prawdopodobnie jedna z ciekawszych drużyn, samoistnie zawiązanych w uniwersum odległej galaktyki. Jak nietrudno się domyślić, najwięcej radości z czytania komiksu dostarczy nam ludzka para. Już kiedy się poznali w Niebieskich żniwach było wiadomo, że praca to nie jedyne, co złączy ich losy. Zaiskrzyło. Ale dopiero Wyjście z głuszy pozwoliło w pełni rozwinąć ten wątek.

Mimo, że ten romans jest naprawdę interesujący, za najbarwniejszą postać w drużynie trzeba uznać H2. Ten robot przeszedł ogromną przemianę pomiędzy Żniwami a Wyjściem. Być może warto przypomnieć, że Jennir wszedł w jego posiadanie, zabijając poprzedniego właściciela – Dezono Qua (wydarzenia opisane w 1 tomie serii: Ścieżka donikąd). H2 przez długi czas jakby nie mógł się pogodzić z takim stanem rzeczy i demonstrował swoje niezadowolenie przy każdej nadarzającej się okazji. Teraz to już przeszłość i H2 przywiązał się do swojego nowego pana. Ten niepozorny niczym R2-D2 robocik, w istocie swej bardzo przypomina filmowego astromecha. Ta postać to jedna z najlepszych kreacji mechanicznego bohatera w Expanded Universe.

Jak już było wspomniane, wątek Jennira nie jest jedynym z tym komiksie. Symultanicznie do jego tułaczki po pustyni Prine, załoga Uhumele rozpoczyna poszukiwania dawnego towarzysza podróży pod wpływem innego Jedi – verpina Beyghora Sahdetta. Czy natrafią na świeży trop, który zbliży ich do odnalezienia Jennira? To się okaże w trakcie czytania, w międzyczasie warto zwrócić uwagę na rysunki. Nosaurianin, tintinn, yarkora, togorianin, krwawy rzeźbiarz, verpin – różnorodność ras umieszczonych w tej historii dała spore pole do popisu dla umiejętności rysowników. Douglas Wheatley zdecydowanie lubuje się w rysowaniu istot organicznych. Po prostu widać, że umie to robić dobrze. Gorzej wypadają istoty w pancerzach; na przykład okładkowy Vader pozostawia wiele do życzenia. Niemniej, oceniając całokształt graficzny komiksu, prezentuje on bardzo przyzwoity poziom.

Pisząc o tym komiksie nie można nie wspomnieć na temat wątku Vadera oraz powiązanym z nim wątku tajemniczego intruza polującego na Jennira. Można mieć co do tego motywu mieszane odczucia. Z jednej strony ten niezależny antagonista może zaintrygować czytelnika, a jego uzasadnienie fabularne jest logiczne i nienaganne. Z drugiej zaś strony coś nie gra w sytuacji, gdy randomowy przeciwnik pojawiający się po raz pierwszy w uniwersum (i być może ostatni) wzbudza więcej emocji niż ikona zła – Darth Vader. Nawet Imperator wypada tutaj jakoś mało wyraziście. Poza tym sporo scen wydaje się nawiązywać do Mrocznego widma, co samo w sobie może nie jest najgorsze, ale czasem powoduje wrażenie pójścia na łatwiznę.

Podsumowując, wystawiam ocenę 6,5/10. Zastanawiałem się, czy nie podnieść jej nieco, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że odczuwam pewien niedosyt po zapoznaniu się z tą historią. Chyba oczekiwałbym czegoś więcej. Może było to celowe działanie, bo mam ochotę dowiedzieć się, jaki będzie ciąg dalszy. Niewykluczone, że jeżeli kolejny tom utrzyma poziom Wyjścia z głuszy, dostanie ode mnie 7/10. Trudno jest czasem oceniać tomy poszczególnych serii w oderwaniu od całości. Szczególnie trudnym zadaniem byłaby ocena tego tomu, bez uwzględnienia Niebieskich żniw. Te historie tworzą funkcjonalną całość. Niewykluczone, że wraz z pojawieniem się w Polsce tomu 6 ta całość się powiększy. No ale żeby się o tym przekonać, będziemy musieli jeszcze trochę poczekać…

Star Wars (Egmont) - Mroczne czasy #5: Wyjście z głuszy

Scenariusz: Randy Stradley
Rysunek: Douglas Wheatley
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2013
Tytuł oryginalny: Star Wars: Dark Times: Out of the Wilderness
Liczba stron: 120
Format: 150x230 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-6160-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus