Recenzja komiksu "Łajdak u piekła bram"

Autor: Mirosław Skrzydło
Korekta: Bartosz Czartoryski
12 września 2010

W przedmowie do pierwszego tomu cholernie odważnego i obrazoburczego komiksowego cyklu "Kaznodzieja", Joe R. Lansdale (scenarzysta świetnej horror komedii "Bubba Ho-tep") napisał: "(...) opowieść Gartha zawsze pozostanie taka sama, jak na początku - ponura i szara z plamami czerni". Podobne zdanie można powiedzieć także i o innych opowieściach  irlandzkiego łotra - Gartha Ennisa. Piąty z wydanych w naszym kraju obszernych tomów Hellblazera ("Łajdak u Piekła bram") jest tego najlepszym przykładem.   

Garth Ennis w mistrzowski sposób opanował sztukę bezpardonowego opowiadania o naszych słabościach, lękach i ułomnościach. Każdy człowiek w głębi swej natury jest zły, barbarzyński i zdolny do najbrutalniejszych, niezgodnych z jakimikolwiek dogmatami, czynów. Taka myśl nasuwa się po bliższym poznaniu mrocznych dzieł surowego Irlandczyka. Groza w jego wykonaniu to skondensowana pigułka zawierająca w sobie odpowiednią dawkę okropieństw, potoku krwi, zdegenerowanych postaci oraz odrażających demonów. Z drugiej strony mamy do czynienia z wirtuozem w konstruowaniu scen komicznych, jakby żywcem wyjętych z najlepszych czarnych komedii. Zbierając to w całość i dodając do tego jeszcze wzorowo naszkicowaną warstwę obyczajowo-dramatyczną jego opowieści, Gartha Ennisa śmiało możemy nazwać artystą totalnym.   

Album "Łajdak u piekła bram" powinien zadowolić największych przeciwników kunsztu pisarskiego twórcy "Kaznodziei". Tym razem nie uświadczymy żadnych scen stricte komediowych (takich, jak choćby kapitalne przyjęcie urodzinowe z okazji czterdziestych urodzin, jakie Constantinowi urządzili jego nieliczni przyjaciele w albumie "Strach i wstręt"). Zastąpił je ponury klimat i nieprawdopodobna seria dramatycznych rozwiązań fabularnych, których lawina spada wprost  na Johna i jego oddanych kompanów. Lucyfer, który wcześniej dał się oszukać (i to aż dwukrotnie) walecznemu egzorcyście, szykuje się do zadania śmiertelnego ciosu. Nikt z najbliższego otoczenia Constantine'a nie może czuć się bezpieczny; nie wszyscy zdołają ujść z życiem. Czy John po raz kolejny zdoła uciec przed furią Pana Ciemności, czy może sprawdzi się powiedzenie "do trzech razy sztuka"? Odpowiedzi na to i inne pytania udzieli ostateczne spotkanie Lucyfera z wyczerpanym "Demonicznym Detektywem", które Ennis umieścił prawie na dwudziestu stronach recenzowanego tomu.

Warstwa obyczajowa piątego, spolszczonego tomu "Hellblazera" (oryginalne zeszyty 78-83, plus seria "Heartland" 1) jest bardzo bogata i porusza wiele problemów współczesnego Świata. Mamy zatem - brutalny konflikt na tle rasowym, obłudnego księdza romansującego z ponętną dziewczyną, czy ukazującą irlandzką ziemię z wszystkimi jej grzechami nowelę "Kraj ojców". I właśnie w tej tematyce, którą Garth wyssał z mlekiem matki, twórca "Kaznodziei" sprawdza się najlepiej. Pozostałe kwestie czysto społeczne w wykonaniu Ennisa nie mają szans wymknąć się z ciasnej klatki schematyczności. Na szczęście autor "Pielgrzyma" nadrabia to nieszablonowo zarysowanymi postaciami oraz zaskakującymi woltami.   

Warto również powiedzieć parę słów o ilustracjach Steve'a Dillona oraz misternych okładkach Glenna Fabry. Steve Dillon jak nikt inny sprawdza się jako rysownik ponurych opowieści wychodzących spod pióra Irlandczyka. Choć, jak można zauważyć, w oszczędny sposób kreśli drugie tło, a większość rysowanych przez niego postaci jest nazbyt do siebie podobna (zwłaszcza kobiety), to trzeba przyznać, iż brawurowo udaje mu się oddać dramat  i upadek poszczególnych bohaterów. Oderwane kończyny, wybite zęby, cierpienie malujące się na zniszczonych przez czas twarzach, wszechobecne siniaki - to karty atutowe brytyjskiego artysty. Okładki Glenna Fabry hiperbolizują ból egzystencjalny i emocje towarzyszące danym bohaterom (głównie Johnowi).

Na koniec - dołączam się do grona komiksiarzy uparcie marzących o polskim wydaniu wszystkich tomów "Hellblazera", począwszy na zeszytach autorstwa Neila Gaimana, Granta Morrisona, Jamie'go Delano, Petera Milligana, a skończywszy na świetnie wyważonych tomach cenionego Mike'a Careya. Każdy z tych poczytnych autorów w inny sposób postrzega i przedstawia postać cynicznego egzorcysty, a owa różnorodność czyni Johna Constantine'a jednym z najciekawszych i najlepiej rozbudowanych bohaterów uniwersum Vertigo. 

Hellblazer - 11 - Łajdak u piekła bram

Scenariusz: Garth Ennis
Rysunek: Steve Dillon
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 6/2010
Tytuł oryginalny: Rake at the Gates of Hell
Wydawca oryginalny: DC Comics – Vertigo
Liczba stron: 224
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788323736332
Wydanie: I
Cena z okładki: 69,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus