Folklorystyczna woltyżerka - recenzja komiksu "Hellboy: Dziki gon"

Autor: Zachary Zepsuty
13 października 2012

O potędze danej serii komiksowej może świadczyć ilość uznanych pisarzy, kreślących pochlebne wprowadzenia do konkretnych tomów. Genialność cyklu Hellboy, potwierdzają między innymi: Alan Moore, Clive Barker, P. Craig Russel czy Robert Bloch. W jedenastym tomie Mark Chadbourn następującymi słowami opisuje Czerwonego Diabła: "Hellboy to nasz człowiek, mitologiczny bohater. Będzie z nami tak długo jak Artur i Robin Hood, bo to chłopak z tej samej bajki”. Czy wizerunek znajdzie swoje potwierdzenie podczas lektury Dzikiego gonu?

Na początku spieszę ostrzec wszystkich adeptów sztuki komiksowej, którzy zamierzają zacząć przygodę z Hellboyem od recenzowanego albumu. Taki zabieg nie ma większego sensu, gdyż większość wydarzeń rozgrywających się w Dzikim gonie bezpośrednio wynika z fabuły poprzednich tomów. I tak na ten przykład, ktoś nie obeznany z nowelą Wisielec z drugiego tomu cyklu (Spętana trumna – tom 1), nie pojmie agonii uwięzionego w pokracznym ciele człekokształtnej świni, demona Gruagacha. Natomiast wspomniany w opowieści mit o Makomie, nawiązuje do mocno osadzonej w afrykańskich wierzeniach, symbolicznej historii Makoma z albumu Hellboy: Wyspa i inne opowieści.

Hellboy otrzymuje zaskakujący list od niegdyś widzianych sędziwych dżentelmenów. Piekielny Chłopiec ma uczestniczyć w ceremonialnym polowaniu na przebudzające się z długiego snu giganty. To krwawe mordobicie, doprowadzi sztandarowego bohatera Mignoli w szpony świata, jakby żywcem wydartego z legend arturiańskich. Hellboy nie tylko spotka na swej drodze - posępną czarodziejkę Morganę Le Fay, fantasmagoryczne istoty z brytyjskich mitów oraz potężny miecz króla Artura, ale również dowie się nowych faktów na temat swego pochodzenia. Równocześnie dochodzi do ponownych narodzin Królowej Krwi, której śmiertelny bój z popularnym "Czerwonym" jest bardziej, niż pewny.

W doskonałej serii Mike'a Mignoli zadziwia - ewolucja wykreowanego uniwersum i niespotykana ilość charakterystycznych postaci, stanowiących kolorowy wachlarz - fantastycznych istot (gnomy, czy duchy), postaci historycznych (Rasputin) oraz maszkar i demonów z rasowych opowieści grozy (zombie, wampiry). Przede wszystkim Hellboy to pasjonująca historia bohatera z krwi i kości, rozdartego między diaboliczną naturą, a głębokim przeświadczeniem ratowania ludzkości przed wszelakiego rodzaju kreaturami. Końcowego odbioru nie umniejszają nawet, bardziej szczegółowe, acz utrzymujące wysoki poziom ilustracje Duncana Fegredo oraz zniknięcie z cyklu Abe'a, Liz i pozostałych ekscentrycznych członków B.B.P.O.

Dziki gon to taka hipnotyzująca, folklorystyczna woltyżerka, podkreślająca perfekcyjną wiedzę Mignoli w tej, bądź co bądź trudnej, tematyce. Recenzowany album stanowi udane preludium istnej demonicznej wojny, która ma rozegrać się na kartach dwunastego tomu serii. Tam też poznamy ostateczne przeznaczenie sprowadzonego na Ziemię diabła i doświadczymy domknięcia wielu pobocznych wątków. Jest zatem na co czekać. Do tego czasu pozostaje nieustanne czytanie dotąd wydanych albumów; gdyż seria Hellboy to nie po raz wtóry odgrzana potrawa z podrzędnego baru, tylko wielodaniowy zestaw z drogiej restauracji, pełen smakowitych niespodzianek i mięsnych rarytasów. Po prostu - palce lizać!

Ocena: 8/10

Hellboy - 11 - Dziki gon

Scenariusz: Mike Mignola
Rysunek: Duncan Fegredo
Kolor: Dave Stewart
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2012
Tytuł oryginalny: Hellboy: The Wild Hunt
Wydawca oryginalny: Dark Horse Comics
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 192
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-4706-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 59,99 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus