Czerwony diabeł nie traci formy - recenzja komiksu "Hellboy: Dziki Gon"

Autor: Paweł Olejniczak
30 listopada 2013

Przybycie chłopca z piekła w ostatnich dniach wojny wywołało spore zamieszanie w najwyższych kręgach rządzących światem elit. Jego obecność miała zmienić historię i doprowadzić do końca świata, jednak interwencja odpowiednich służb zapobiegła nieszczęściu. Niestety, nawet po wielu latach siły chcące zniszczyć Ziemię nie spoczęły na laurach i bez ustanku depczą Hellboyowi po piętach. Mimo że ten zrezygnował z korony i nie chciał przyłożyć ręki do mrocznych knowań, jego przeznaczenie jest nieubłagane. Na nic nie zdaje się niechęć działania, gdy jako przeciwwagi używamy losu i przeznaczenia.

Pomimo prób ukrycia się i odsunięcia się od ludzi oraz innych stworów, Hellboy nadal jest celem numer jeden dla wszelkich grup pragnących rządzić światem, bądź go zniszczyć. Teraz, gdy zbudziła się pradawna królowa, która chce powołać armię by przejąć kontrolę nad Wielką Brytanią i wywołać piekło na ziemi, los zaczął pędzić ku niemu z prędkością lokomotywy. I to takiej pozbawionej maszynisty. Hellboy jako jedyny może przeciwstawić się władczyni upiorów, jednak podejmując działania ryzykuje, że znajdzie się bliżej roli niszczyciela świata niż kiedykolwiek wcześniej. By pokonać potężną istotę, sam musi sięgnąć po niewyobrażalną moc zniszczenia, jednak nie ma gwarancji, że tym razem nie przekroczy granicy totalnej destrukcji. Jakiego wyboru dokona i co będzie musiał poświęcić?

Kolejny tom niesamowitej serii stworzonej przez jedną z ikon amerykańskiego komiksu, Mike’a Mignolę, zachwyca i wciąga tak jak poprzednie części. Tajemnicza historia, wielka intryga i interesujące postaci są niewątpliwymi zaletami tej opowieści. Autor nie daje swojemu bohaterowi ani chwili odpoczynku – rzuca nim z jednego zakątka świata w drugi, by walczył z kolejnymi stworami i rozwiązywał niezliczone zagadki. Szybka akcja łączy się tu z zawiłym scenariuszem, wzbogaconym ludowymi wierzeniami wielu kultur, elementami okultyzmu, a także historią. Spore wyczucie z jakim Mignola miesza te składniki sprawia, że czytelnik pogrąża się bez reszty w świecie Hellboya, chłonąc kolejne jego przygody.

Hellboy już od pierwszych tomów zachwycał nie tylko scenariuszem, ale też oryginalną i idealnie pasującą do atmosfery komiksu kreską. Rysunki Mike’a Mignoli są na tyle niepowtarzalne, że nie sposób pomylić ich z dziełami innych artystów. To one nadały serii niesamowitego klimatu i urzekały stale powiększające się grono fanów. Nie można się zatem dziwić, że wraz z wiadomością, iż Mignola zajmie się tylko tworzeniem scenariuszy komiksów, natomiast stronę graficzną serialu przejmie Duncan Fegredo, pojawiły się u nich obawy o utrzymanie wysokiej jakości komiksu, głównie pod względem niepokojącego nastroju. Szybko okazało się jednak, że nowy rysownik bez problemu dopasował swój styl do poprzednich tomów i stał się godnym kontynuatorem wielkiego mistrza. Album Dziki gon potwierdza to, udowadniając jednocześnie, że Fegredo coraz swobodniej czuje się w tematyce Hellboya będąc konsekwentnym w nastroju budowaniu napięcia, niekiedy tylko bazując na pomysłach scenarzysty.

Dziki gon rozwija poruszane w poprzednich tomach tematy, z jednej strony odpowiadając na wiele pytań, z drugiej, stawiając kolejne. Stanowi logiczną kontynuację wcześniejszych części i intryguje zarówno przebiegiem akcji, jak i zachęca do sięgnięcia po kolejne albumy. Polecam zatem Hellboya wszystkim fanom opowieści grozy, ale też każdemu, kto docenia dobrą fabułę oraz oryginalne i nastrojowe rysunki.

Hellboy - 11 - Dziki gon

Scenariusz: Mike Mignola
Rysunek: Duncan Fegredo
Kolor: Dave Stewart
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2012
Tytuł oryginalny: Hellboy: The Wild Hunt
Wydawca oryginalny: Dark Horse Comics
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 192
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-4706-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 59,99 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus