"Hellboy w piekle. Karta śmierci" – recenzja komiksu

Autor: Jerzy Łanuszewski
28 czerwca 2017

Cisza po burzy

Ziemski żywot Hellboya zakończył się w tomie Burza i pasja; jego piekielną wędrówkę wieńczy album Karta śmierci. Bohater Mike’a Mignoli tym razem ma odejść już na dobre. Czy artyście udało się godnie go pożegnać?

Pierwsza część cyklu Hellboy w piekle nie zachwycała, druga, mimo że nie pozbawiona wad, jest komiksem dużo lepszym, sprawiającym, że cała krótka seria nabiera większej wartości. Początek był zbyt chaotyczny, wyglądał, jakby Mignola nie do końca wiedział, co chce opowiedzieć, a przynajmniej – w jaki sposób chce to zrobić. To drugie podejrzenie potwierdził sam autor w posłowiu do Karty śmierci. Planował cykl dużo dłuższy, liczyć miał dwadzieścia rozdziałów. Skończyło się na połowie tego. Przez to widać więc, że kompozycja fabuły jest nieco nieuporządkowana. Także tempo narracji pozostawia trochę do życzenia.

Ale te potknięcia nie mają większego znaczenia. Karta śmierci dostarcza emocji porównywalnych z tymi, jaki zapewnił, wspomniany wcześniej, tom Burza i pasja. Przez cały czas czytelnik ma świadomość nieuniknionego końca ścieżki Hellboya i kiedy finał następuje, jest taki jaki powinien być. Wielki, choć jednocześnie bardzo intymny. Spektakularny, ale przedstawiony w sposób kameralny. Mimo chaotyczności wcześniejszych rozdziałów, sama końcówka opowieści jest odpowiednio poprowadzona, a ostatnie strony, mówiąc potocznie, chwytają za serduszko.

Sceneria, w której dzieje się Karta śmierci ma olbrzymie znaczenia dla fabuły. Kreślony przez Mignolę obraz piekła bardzo silnie oddziałuje na odbiorcę. Niby autor czerpie ze znanych wzorców, ale jednak cały czas je jakoś przekształca. Jego zaświaty to przestrzeń niesamowita, oniryczna, wypełniona tajemnicami. Piekło jawi się jako miejsce na poły opustoszałe, pokryte walącymi się zabudowaniami. Demony i dusze zmarłych snują się tutaj pozornie bez celu, a sam Hellboy stara się dojść, o co w tym wszystkim chodzi. Spotyka postaci, z którymi miał wcześniej do czynienia za życia, a także wiele nowych, mających w jakiś sposób wpływ na jego decyzje. Piekło niemalże pozbawione jest elementów gore, jest za to smutek, melancholia i poczucie zagubienia. Artysta jak zwykle czerpie pełnymi garściami z gotyku, ale (wciąż jak zwykle) widać, że za pomocą znanych motywów tworzy własną, oryginalną opowieść.

Charakterystyczne rysunki Mignoli tutaj są jeszcze bardziej uproszczone. W Zstąpieniu to uproszczenie drażniło, tutaj już widać, że pasuje. Mniejsza szczegółowość podkreśla oniryzm i niedookreśloność piekielnych czeluści. Mignola to świadomy artysta. Wie, co robi.

Pisząc o warstwie graficznej Hellboya nie można pomijać kolorysty – Dave’a Stewarta, który jak zwykle spisuje się na medal. Bure kolory większości postaci i elementów krajobrazów są znakomicie skontrastowane przez intensywne czerwienie. Barwa zawsze odgrywała ważną rolę w kreacji światów Mignoli i w serii Hellboy w piekle twórca równie mocno na niej polega.

Zakończenie historii piekielnego chłopca wyszło naprawdę dobrze. Karta śmierci nie jest komiksem idealnym, lecz nie można zaprzeczyć, że bardzo silnie oddziałuje na czytelnika. Album spełnia swoje zadanie – domyka cykl i robi to w niezłym stylu. To finał, na jaki Hellboy zasłużył.

Hellboy - Hellboy w piekle #2: Karta śmierci

Scenariusz: Mike Mignola
Rysunek: Mike Mignola
Kolor: Dave Stewart
Okładka: Mike Mignola
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2017
Tytuł oryginalny: Hellboy in Hell: Death Card
Wydawca oryginalny: Dark Horse
Rok wydania oryginału: 2016
Liczba stron: 152
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788328118478
Wydanie: I
Cena z okładki: 59,99 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus