Recenzja komiksu "Ikar"

Autor: Jerzy Szyłak
26 marca 2009

www.gildia.pl
Ikar.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 55,30 zł 79,00 zł
dodaj do koszyka

Komiks Jiro Taniguchiego i Moebiusa (jako autor scenariuszy) jest tak przepiękny, że w jego lekturze nie powinno przeszkadzać to, iż dzieje się w nim strasznie mało, tak mało, że Francuzi bez trudu zmieściliby tę opowieść na standartowych czterdziestu ośmiu stronach (włącznie ze stroną tytułową i redakcyjną).

Scenariusz Moebiusa to bardziej pomysł niż historia: oto w bliżej nieokreślonej, ale niezbyt odległej przyszłości rodzi się chłopiec, który potrafi latać. Pieczę nad dzieckiem przejmują wojskowi i naukowcy, którzy pragną wykorzystać jego umiejętności do własnych celów. Chłopiec dorasta w całkowitej izolacji. I to już wszystko. Historia rozwija się niespiesznie, zmierzając do łatwo dającego się przewidzieć finału. Z postaciami, które nadzorują Ikara, spotkaliśmy się już wielokrotnie, w różnych, ale zawsze do siebie podobnych, wcieleniach. Nikt w komiksie nie robi niczego, czego nie robiłyby inne postacie w innych historiach o tym samym: wojskowi chcą kontroli nad mocami Ikara, naukowcy chcą go badać, a młoda dziewczyna robi to, co statystycznie najczęściej robią dziewczyny, kiedy w ich zasięgu znajdzie się młody, śliczny i nieco zagubiony chłopak.

Ikar to komiks zdecydowanie do oglądania, zachęcający do tego, by oderwać się od opowieści i zanurzyć się w narysowanym świecie, pełnym zbędnych (z punktu widzenia rozwoju fabuły) detali, przepięknych widoków, panoramicznych obrazów, labiryntowych wnętrz, skomplikowanych budowli i dziwnych urządzeń. Momentami komiks zachęca, by posunąć się jeszcze dalej, podnieść głowę znad lektury i uruchomić wyobraźnię. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że scenę, w której pani Generał widzi Ikara po raz pierwszy rozciąga do siedmiu stron, z których dwie pierwsze stanowi jeden obrazek, na trzeciej pojawia się dymek zawierający jedną wypowiedź: "OOO!", na czwartej padają stwierdzenia, że to co bohaterowie widza jest prawdziwe, wspaniałe i niesamowite. Na piątej i szóstej pani Generał podejmuje decyzję o utajnieniu faktu istnienia latającego dziecka, na siódmej rozmowa się toczy normalnie, a ósma ponownie jest niema - są na niej trzy obrazki pokazujące matkę ograbioną z dziecka. Potem są jeszcze dwie strony pokazujące dziecko szybujące w powietrzu i unoszące się w powietrzu. Te dwie strony nie należą do porządku opowiadania: w świecie przedstawionym niemowlę nie opuszcza inkubatora, więc ta scena lotu rozgrywać się może tylko w wyobraźni lub we śnie. Może to być sen samego dziecka, może to także być efekt gry wyobraźni jego matki, albo twórcy komiksu, albo nawet czytelnika.

Teoretycy kina powiadają, ze scena trwa na ekranie tyle czasu, ile widzowi potrzeba, by zrozumiał, co widzi (kiedyś było to 20-30 sekund, dziś wystarczy 12). Scena w komiksie trwa tak długo, jak chce tego czytelnik. Jeśli jest to jednak statyczna scena rozciągnięta na kilka stron, czytelni9k zadaje sobie pytanie, "czemu to trwa tak długo?" (chociaż mógłby po prostu przerzucić szybciej te kartki). Rozciągając na kilka stron scenę oglądania unoszącego się w powietrzu noworodka i pokazujac na przemian kolejne ujecia dziecka i patrzacych na nie dorosłych, twórcy Ikara zachęcają do kontemplowania fenomenu latającego dziecka, odczytywania treści symbolicznych w jej wyobrażeniu zawartych a może i do zwyczajnego zdumienia się i zachwytu. Bo Ikar nie jest Supermanem, choć ma szereg niezwykłych mocy, stopniowo ujawnianych w trakcie rozwoju opowieści. Różnica miedzy nimi polega na tym, że Superman lata z prędkością światła po to, by wszędzie zdążyć na czas i jest strasznie zajetym człowiekiem, a Ikar po prostu jest.

Opowieść o Ikarze kończy się tak, jak powinna - tryumfem Dobra, Piękna i Prawdy, zarazem jednak - za sprawą tego, co w komiksie zostało powiedziane wcześniej - zawiera sugestię zupełnie innego zakończenia. A w dodatku scena umieszczona sześć stron przed końcem albumu jest wyraźna zapowiedzią możliwego dalszego ciągu. Można to uznać za błąd kompozycyjny, niedoróbkę twórców, którzy po zrobieniu 280 stron komiksu mieli już dosyć i podjęli decyzję o zakończeniu opowieści, nie dbając o domknięcie wszystkich wątków, czy też wyjaśnienie kwestii, które wyjaśnić by należało. Ale przy odrobinie dobrej woli można w owej decyzji twórców, by zakończyć historię obrazem Ikara wznoszącego się tryumfalnie ku niebu, zobaczyć zaproszenie do uruchomienia wyobraźni i poszybowania wraz z nim. Jeśli lecący człowiek w prosty sposób symbolizuje wolność, to najbardziej logicznym zakończeniem opowieści o nim byłoby uwolnienie go z ram fabuły, która o nim opowiadała. Chciałbym wierzyć, że taki właśnie był zamiar Moebiusa i Taniguchiego.

Ikar

Scenariusz: Moebius
Rysunek: Jiro Taniguchi
Liternictwo: Karol "KRL" Kalinowski
Wydawnictwo: Hanami
Rok wydania polskiego: 10/2008
Rok wydania oryginału: 2003
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: cz.-b. + kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-60740-17-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 79,00 zł


blog comments powered by Disqus