Recenzja mangi "Inu Yasha" #21

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
9 czerwca 2011

Japonia słynie nie tylko z rozwiniętej technologii oraz potraw z kalmarów i surowej ryby, ale także z niesamowicie rozwiniętej, barwnej mitologii. Autorzy mang często lubią sięgać do tych tradycyjnych motywów - tak jak zrobiła to Rumiko Takahashi w swojej kultowej już serii "Inu-Yasha". Inu oznacza po japońsku psa. Yasha - demona. Łatwo więc wywnioskować, że komiks opowiada o demonie-psie i jego przygodach.

Główną bohaterką jest Kagome - nastolatka mieszkająca w chramie. Pewnego dnia wpada do studni i zostaje napadnięta przez magicznego stwora. Z opresji ratuje ją tytułowy Inu-Yasha, pół-demon, pół-człowiek z psimi uszami i ogonem. Razem wyruszają w niebezpieczną podróż, aby odnaleźć klejnot shikon, posiadający niesamowite moce. Oczywiście między tą parą musi narodzić się uczucie! Nic jednak nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.

W tomiku 21. tej feudalnej baśni Shippo - towarzyszący bohaterom demon-lis - odnajduje fragment kryształu. Znajduje się on w rękach małej dziewczynki, w której nasz nieszczęsny lisek.. .zakochuje się. Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę, w drogę wchodzi im zły duch, który zwodzi małą Satsuki udając jej zaginionego brata. Inu-Yasha i Kagome spotykają z kolei demona-wilka, który pragnie pomścić śmierć swoich współbraci. Bohaterowie obiecują mu pomóc, problemem jednak staje się ludzka natura Inu-Yashy - akurat przypada czas na jego przemianę w człowieka. Zdaje się też, że czeka ich bitwa z samym Naraku...

Trudno powiedzieć, żeby po 21. tomach historia nabrała większego tempa - autorka stara się utrzymywać równy poziom narracji i ilustracji oraz dostarczać czytelnikom odpowiedniej dawki napięcia i emocji. Mamy tu kilka walk, całkiem widowiskowe zakończenie, ale fabuła całej serii posuwa się do przodu w iście ślimaczym tempie. Nic dziwnego - pani Takahashi znana jest z długich, wręcz tasiemcowatych historii. Jednocześnie trzeba przyznać, że tomik ma w sobie pewien urok: wprowadza nowego bohatera, którego być może będziemy oglądać częściej, do tego urocza historia zakochanego Shippo - mangaka zadbała o swoich wielbicieli.

Nie da się ukryć, że motywy poruszane w mandze stają się wtórne. Z jednej strony jest to wina długości serii (podejrzewać można, że ten tomik to dopiero półmetek), z drugiej - jej wieku. Od momentu narysowania Inu-Yashy minęło już ładnych kilka lat i przez ten czas czytelnicy mogli identyczne rozwiązania fabularne obserwować w wielu innych, o wiele krótszych seriach. Nie umniejsza to jednak przyjemności płynącej z lektury tej lekkiej, rysowanej w dość już niemodnym stylu, mangi. Rysunki, mimo swojej oldschoolowości, są pełne uroku i bardzo przyjemne dla oka. Kupując tomiki należy jednak pamiętać, że jest to komiks przeznaczony głównie dla dziewcząt - stąd panów, o ile nie lubią akurat takich dość romantycznych klimatów, lepiej trzymać od niej z daleka.

Inu Yasha - 21

Scenariusz: Rumiko Takahashi
Rysunek: Rumiko Takahashi
Tłumaczenie: Monika Nowakowska
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2009
Wydawca oryginalny: Shogakukan, Inc.
Liczba stron: 184
Format: 115x180 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-3621-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 17 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus