Ballada o bohaterze utraconym - recenzja komiksu "Korfanty"

Autor: Tomasz Nowak
23 listopada 2010

Kolejną lekcję historii serwuje nam komiks o Wojciechu Korfantym przygotowany przez Sławomira Zajączkowskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego na zamówienie Ars Cameralis Silesiae Superioris przy współpracy Instytutu Pamięci Narodowej i Komisji Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu - Oddział W Katowicach. Lekcja to gorzka, choć tym razem nie martyrologiczna, a nawet zakrapiana sukcesem - wszak takowym zakończyło się III powstanie śląskie - zryw zwykłych ludzi ku wolności i samostanowieniu, które deptano zawsze butami bieżących interesów władz aktualnie panujących nad Górnym Śląskiem.

Postać

Kim był Wojciech Korfanty? Nazwisko jakby znane, ale co dalej?... Tu komiks duetu Zajączkowski & Wyrzykowski pełni niezaprzeczalnie ważną role edukacyjną.

Ukazuje on bowiem zarysowaną wielopłaszczyznowo, niezwykłą postać patrioty, dyplomaty i bojownika o prawo do autonomii i niezależności swego regionu. W tej krótkiej stosunkowo formie nie sposób wręcz ogarnąć niektórych jego idei, np. pragnienia przyłączenia Śląska do Polski, ale za cenę prawa do pewnej samodzielności politycznej, co w komiksie podkreślone zostało tylko nieznacznie.

Tymczasem Korfanty, to postać podobna tym, którzy w Wielkopolsce toczyli Najdłuższą Wojnę Nowoczesnej Europy, aby po zwycięskim powstaniu zrzucić jarzmo zaborcy i okupanta i odzyskać wolność. To zarazem przykład polityka jasno definiującego i konsekwentnie realizującego przyświecające mu cele - przeciwieństwo dzisiejszej tzw. demokratycznej klasy politycznej. To także przywódca, niebojący się wziąć na barki ciężkiej odpowiedzialności za walkę zbrojną. To wreszcie niechciany syn swej ojczyzny, sponiewierany przez elity władzy i służalcze media (w tym względzie w II, III czy IV RP nic się nie zmienia) realizujące swe partykularne interesy.

Z pewnością, Zajączkowski trochę Korfantego idealizuje, ale nie zmienia to faktu, że jest to historia, która drażni, wnerwia - i słusznie! Ilu wszak mamy mężów stanu, aby trwonić ich talenty i zapał w gierkach pobratymców Nikodema Dyzmy? A jednak...

Scenariusz

Sławomir Zajączkowski uwypukla w swej opowieści najważniejsze fakty i wydarzenia - punkty zwrotne w życiu Korfantego. Dzieli przy tym całość na trzy rozdziały, w których przedstawia kolejno: jego walkę polityczną o samodzielność Śląska, czas III powstania oraz podły los, jaki stał się udziałem wielu walczących wcześniej o Polskę i polskość pod ciężkim butem władzy marszałka Piłsudskiego i jego "szlachty".

Komiks został przygotowany głównie z myślą o edukacji młodzieży Górnego Śląska. Niemniej, natłok wydarzeń, ugrupowań i opcji politycznych nawarstwiających się zwłaszcza w pierwszej części może sprawić nie lada trudność nawet mieszkańcom regionu, obeznanym w miejscowych niuansach. Niełatwo rozróżnić tu kto jest kim i za czym się właściwie opowiada. Do tego ostatnia scena zdaje się podważać słuszność działań Korfantego. To jednak nie spekulantom politycznym uchodzi decydować o tym, co słuszne - o tym rozsądza historia, a ta udowodniła, że Korfanty miał rację.

Jego dyktatura nad Powstaniem ukazana w dalszej części ma wymiar bardziej symboliczny. W końcu on sam w jego powodzenie do końca nie wierzył. Jednakowoż, jego nazwisko padające z ust walczących w okopach, podobnie jak pociąg pancerny nazwany jego imieniem, zdają się mieć moc przemiany serc, a on sam być kręgosłupem i mózgiem całego ruchu wyzwolenia Śląska i przyłączenia go do Polski, nawet pomimo niechęci ówczesnej administracji w Warszawie.

I wreszcie rozdział trzeci - gorzka puenta. Bezsensownie utracony entuzjazm, namiętność człowieka, który gotów był i poświecił dla Polski wiele, za co spotkała go... kara wygnania. Zmarnowana postać, podobnie jak w międzywojniu zmarnowano w rolniczej Polsce pod wieloma względami przemysłowy potencjał odzyskanego częściowo Śląska. Lekcja, z której warto wyciągnąć wnioski - może komiks ten powinien stanowić lekturę obowiązkową na Wiejskiej w URMie?

Rysunek

Do niedawna bezsprzecznym królem młodego pokolenia polskiego komiksu realistycznego był Krzysztof Gawronkiewicz. Jednakże warsztat i wykonanie, jakie pokazał Krzysztof Wyrzykowski najpierw w wydanym w roku ubiegłym Łupaszce, a teraz także i w Korfantym stanowi dla króla nie lada wyzwanie. To i dobrze, bowiem brakuje w polskim komiksie ludzi umiejących, a przynajmniej potrafiących pokazać że umieją wykreować rzetelną historię realistyczną. Oby było ich jak najwięcej!

Kunszt Wyrzykowskiego objawia się w konstruowaniu całych plansz, ale także w detalach. Widać, co prawda, że zdecydowanie lepiej czuje się w szerokich planach scen batalistycznych, niż technologicznych konstrukcjach hut czy kopalń, ale nie zmienia to faktu, że Korfanty narysowany został wybornie. Czarno-białe, wysmakowane ilustracje znakomicie wpasowują się w nastrój całej opowieści - śląskich kopalń i hut, wielkich hałd, krwawych walk czy przygnębiającego finału.

Znakomita publikacja, aż żal, że dostępna w mocno ograniczonym zakresie, gdyż wyjaśnia dość jasno, dlaczego niejeden, zwłaszcza wiekowy Ślązak pytany czasem jeszcze nawet dziś czy on bardziej Polak czy Niemiec, odpowie: "Ni, ponie, jo Ślonzok".

Korfanty

Scenariusz: Sławomir Zajączkowski
Rysunek: Krzysztof Wyrzykowski
Wydawnictwo: Ars Cameralis
Rok wydania polskiego: 6/2010
Liczba stron: 52
Format: 210x290 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788392879305
Wydanie: I
Cena z okładki: 25 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus