Okiem kota jak proroka - recenzja wydania zbiorczego komiksu "Kot Rabina"

Autor: Tomasz Nowak
25 listopada 2014

Kiedy już zdawało się, że kolejna frapująca seria nie doczeka się w Polsce ciągu dalszego, nadeszło Wydawnictwo Komiksowe. I to za jego sprawą możemy prześledzić dalsze losy rabina Abrahama, jego kota-bez-imienia, córki i innych. Losy, zważywszy na kierunek zarysowany w pierwszych albumach cyklu, cokolwiek zaskakujące.

Skoro Żydom bardziej po drodze z kotami niż z psami, nikogo nie powinien dziwić kot w domu rabina. No, może z tą różnicą, że ten akurat konkretnie gada po ludzku. Czasem przynajmniej – od przygody dziwnej do jeszcze dziwniejszą. Frasobliwy Abraham tęskniący za prostotą czystej wiary i jego córka Zlabia tęskniąca zgoła za czym innym – za wielkim światem – mają z tym nie lada problem. My natomiast posiadamy ten przywilej, że cyniczno-sarkastyczne komentarze kota "słyszymy" cały czas.

Zabierając czytelnika do Afryki, a następnie do nowoczesnego, miedzywojennego Paryża, Sfar zaczyna narrację od pseudorealizmu, lecz potem zdecydowania "płynie". Aż do krainy mitycznej, "czarnej Jerozolimy", rozciąga granice swej opowieści odchodząc od świata rzeczywistego, choć już nie istniejącego. I tak oto po bezmiarze wyobraźni, pomimo pewnych ram, hasa do woli, serwując raz rozważania a'la traktat filozoficzny, raz reportaż obyczajowy, a kiedy indziej znów powieść przygodową.

Świat Kota Rabina przede wszystkim tętni życiem. Budzi przy tym instynktowny sprzeciw badź zachwyt współczesnego zachodniego konformisty, bojącego wychylić się poza ramy wygodnego zidiocenia i politycznej poprawności. Gdyby nie przyjęta komiksowa (czyli lżejsza), a zarazem swobodna (szczególnie graficznie) forma Sfar pewnie też miałby z tym problem. Choćby, gdy odmawia potępianym religiom miejsca na wewnętrzne polemiki, wyłazi z niego doktrynerstwo, a "szczytny" cel obalenia wszelkiej tradycji staje się równoprawnym partnerem wszelkich fundamentalizmów.

W ten pełen napięć dyskurs koloryt wprowadzają bohaterowie. Postać Abrahama rzuca sporo światła na obcą nam kulturę Żydów sefardyjskich. Jest to zarazem dla Sfara człowiek prawdziwie wierzący, czyli ten, który nie boi się myśleć, analizować, dyskutować; który wypełnia ryty w sposób coraz bardziej świadomy. To "ideał" godny pochwały. Niejako w opozycji do niego pojawia się niezbyt wierny swej religii Malka. Postać równie barwna, a zarazem enigmatyczna i… bliska Abrahamowi.

Dając po części upust wolnemu myśleniu i graficznej względności wytwarza Sfar na pewno duże poczucie luzu. Dzięki niemu łatwiej przyswoić odbiorcy przemycane tu niekiedy zdecydowanie niełatwe treści. Owa względność nie pozwala jednak przesądzić na ile jest to zabawa rysunkową konwencją, a na ile taki a nie inny poziom warsztatowy.

W integralu całą serię czyta się płynie, ale w skondensowanej dawce widać, że w zasadzie to nie jedna, ciągła historia, a bardziej zestaw "przypowieści" poszytych splecionymi nićmi żywotów głównych postaci. Ani przez chwilę nie wiadomo, dokąd ta historia podąży dalej, gdzie i co spotkamy na następnej stronie. Kiedy dochodzimy nawet do sytuacji bez wyjścia, okazuje się, że wszystko w zasadzie jest względne. Wystarczy tylko trochę nagiąć, to co pozornie niewzruszone, święte, a życie staje się prostsze. Ale czy pełniejsze? Bo przecież rabin powraca wciąż do punktu wyjścia, choć odmieniony po każdej z przygód. W pewnym momencie staje się postacią mniej ważną. Ale czy nie przez to właśnie, że skłania się ku relatywizmowi?

Polemiki, jakie toczy tytułowy kot są różnej jakości, ale na pewno dają do myślenia. Pytanie tylko czy tło akcji nie jest zanadto egzotyczne? Z całą pewnością fascynuje odmiennością, co w dobie pochwały dla wszystkiego co "nie nasze" jest zabiegiem wytrawnym. Jednak czasem, na przykład w scenach, gdzie pojawia się kwestia przywiązania do "zacofanych" rytuałów, trudno nie uśmiechać się pod nosem. I będzie to uśmiech, który z pozoru nieszkodliwy, wyrasta z powierzchowności i zafałszowanego poczucia wyższości "wolnomyślicieli".

Na zakończenie pozostaje niedosyt. Niedopowiedzenie. Jakby ta historia miała być kontynuowana, bo konkluzja jawi się jakoś niewyraźnie. A może nie ma jej wcale? Skoro autorowi chodziło o otwartość, nie chciał nadać jej manifestowi formy zamkniętej? W każdym razie jednoznacznej puenty w finale spodziewać się nie należy. Wygodne to, ale taka to już jest ta "rabinacka" szkoła Sfara...

Kot Rabina - (wyd. II, zbiorcze)

Scenariusz: Joann Sfar
Rysunek: Joann Sfar
Kolor: Brigitte Findakly
Tłumaczenie: Grzegorz Przewłocki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
Rok wydania polskiego: 4/2014
Tytuł oryginalny: Le chat du Rabbin, Intégrale T1 à T5
Wydawca oryginalny: Dargaud
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 288
Format: 215x280 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-64638-19-0
Wydanie: II, zbiorcze
Cena z okładki: 100 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus