"Kryzys na Nieskończonych Ziemiach" - recenzja

Autor: Aleksander Krukowski
9 marca 2017

Klasyk z brodą

Są dwa sposoby patrzenia na Kryzys na Nieskończonych Ziemiach: jako na komiks oraz jako na swego rodzaju wydarzenie. Ocena tytułu będzie się różniła w zależności od tego, którą perspektywę obierzemy. Zacznijmy od - tak ją sobie nazwiemy - fenomenologicznej, to znaczy zobaczmy, jakim komiksem jest Kryzys....

Przede wszystkim: starym. Zeszyty zebrane w tym albumie ukazywały się pierwotnie jako miesięcznik od kwietnia 1985 do marca 1986 roku. Edycja albumowa, którą wydał po polsku Egmont, wzorowana jest na tej, która ukazała się na zachodzie w 2015 roku, co oznacza między innymi, że kolory zostały zrekonstruowane i staromodny raster nie razi naszych oczu (co wszak miałoby swój urok). Nie da się jednak nie zauważyć, że kreska, a przede wszystkim zaś fabuła są z innej epoki.

O czym jest przedstawiona na blisko 400 stronach historia? O prastarej istocie zwanej Monitorem, która powstała u zarania dziejów wraz ze swym przeciwieństwem: Anty Monitorem. To właśnie ten drugi z nich, którego dominium kształtuje antymateria, rozpoczął systematyczną anihilację mulitiversum, doprowadzając do zagłady kolejne światy. Monitor bije na alarm i wzywa do siebie najpotężniejszych metaludzi, zarówno tych walczących na co dzień po stronie dobra, jak i tych, których zwykliśmy nazywać superzłoczyńcami. W perspektywie potencjalnej zagłady świata kwestie pomniejszych wyborów moralnych przestają się liczyć. Nie ma też znaczenia ulokowanie w konkretnej wersji świata czy epoce historycznej, wezwanie Monitora dociera do bohaterów z różnych światów i czasów. Metaludzie muszą się zjednoczyć by odeprzeć atak Anty Monitora. Jednak nawet jeśli im się to uda, to straty będą niepowetowane.

Fabuła Kryzysu... jest dużo bardziej skomplikowana, niż mogłoby to wynikać z powyższego zarysu. Historia ta jest bardzo rozbudowana, ponieważ angażuje wręcz niesamowitą ilość postaci znanych (i mniej znanych) z komiksów DC. Niektóre z tych postaci (jak Superman czy Wonder Woman) występują zresztą w dwóch wersjach pochodzących z równoległych światów. Do tego paradoksu jeszcze wrócimy. Na razie podkreślmy, że nić fabularna komiksu jest bardzo zawiła, choć jednocześnie historia nie jest tak złożona. Jednakże przez wzgląd na konieczność włączenia tak dużej ilości bohaterów, mamy tu wątki, które wydają się niepotrzebne, oraz zwroty akcji, które sprawiają wrażenie nieuzasadnionych. Fabuła jest poszarpana i często dezorientująca. Jednocześnie dominuje ona w komiksie, to znaczy praktycznie wszystko jest jej podporządkowane, nie ma miejsca na pogłębienie postaci, psychologiczne uzasadnienie ich zachowań i tak dalej. Bohaterowie wydają się płascy tak samo, jak rysunki ich przedstawiające. Jest ich za to dużo, ilość zastępuje jakość, tyle że... cóż, najprawdopodobniej nie rozpoznamy wszystkich. Część z nich to postaci znane komiksowym fanom z lat 70. i 80., część nigdy nie pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. Oczywiście niektóre przeszły do kanonu, w tej czy innej wersji, ale odczytywany z dzisiejszej perspektywy, Kryzys... dezorientuje.

Pozostaje jeszcze drugi możliwy sposób postrzegania Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach, czyli jako wydarzenie ważne dla historii komiksu w ogóle. Otóż DC Comics powstało w połowie lat 30. i dzięki sukcesom paru tytułów, wśród nich sztandarowy Superman i Batman, rozrosło się znacznie. Wraz ze wzrostem wydawnictwa i wydawanych komiksów, rozwijał się fikcyjny świat, w jakim rozgrywały się przygody superbohaterów. Gościnne występy jednego bohatera w ramach innego tytułu okazały się doskonałym chwytem marketingowym. Wszystko to prowadziło do nawarstwiania rozmaitych wersji, sprzecznych nieraz faktów, poupychanych w alternatywne, równoległe światy. Po 50 latach istnienia wydawnictwa, stworzył się z tego nie lada bałagan, w którym nawet wytrwali fani przestawali się orientować, a nowych czytelników sytuacja taka musiała odstraszać. Dlatego postanowiono stworzyć Kryzys..., jako wydarzenie skupiające wszystkie wydawane tytuły, oraz wpływające i obowiązujące w każdym później wydawanym. Chodziło więc o komiks, który połączy luźne końcówki nici fabularnych rozmaitych wersji, uniwersów a nawet czasów. Efektem końcowym natomiast miało być nie tylko uporządkowanie świata DC, ale także znaczne jego uproszczenie - dlatego wielu bohaterom (i światom) tak bardzo się obrywa.

Pod tym względem Kryzys na Nieskończonych Ziemiach jest przełomowy - zarówno dla świata DC, jak i dla historii komiksu. Mamy do czynienia z szeroko zakrojonym projektem, wymagającym ogromu pracy i przygotowań (pewne elementy nawiązujące do Kryzysu... pojawiały się w stałych tytułach DC przed jego rozpoczęciem i miały wpływ praktycznie na wszystkie tytuły po zakończeniu tej serii). Było zagraniem na poziomie meta-scenariusza, koordynującym poszczególne historie, ale również zagraniem marketingowym czy wizerunkowym. Wreszcie: wyznaczyło nowy trend, który został później podjęty przez kolejnych scenarzystów DC ale też konkurencyjne wydawnictwa, z Marvelem na czele.

A więc zastanawiając się nad zakupem Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach, powinniśmy sobie zadać pytanie o to, czego oczekujemy. Jeśli chcemy dobrego komiksu spełniającego współczesne kryteria jakościowe, być może lepiej sięgnąć po inny tytuł. Jeśli zaś szukamy klasyki, która miała ogromny wpływ na universum DC oraz na komiks amerykański w ogóle, to Kryzys... wydaje się pozycją obowiązkową.

Kryzys na Nieskończonych Ziemiach

Scenariusz: Marv Wolfman
Rysunek: George Pérez
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 4/2016
Tytuł oryginalny: Crisis on Multiple Earths
Wydawca oryginalny: DC Comics
Liczba stron: 392
Format: 180x275 mm
Oprawa: twarda w obwolucie
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788328116603
Wydanie: I
Cena z okładki: 119,99 zł


blog comments powered by Disqus