"Lady Detective" tom pierwszy. Recenzja manhwy od yumegari

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Agata 'Aninreh' Włodarczyk
23 września 2016

Sherlock w spódnicy

W przypadku Lady Detective, wydanej u nas przez Yumegari manhwy Hey-Jin Jeon i Kai-ha Lee, zacznę recenzję od nieco innej strony – zamiast najpierw pisać o fabule, przedstawię jej innym, nie mniej ważny aspekt. Mianowicie: ten komiks jest po prostu śliczny.

Samo wydanie, na moje oko, nie pozostawia nic do życzenia. Gdy wzięłam tomik do ręki, aż przeleciało mi przez głowę "wow". Niby nic specjalnego, ale papier, kolory, format – wszystko zgrywa się doskonale. Jedyny edytorski zarzut, jaki mogę wysunąć, to miejscami za mała czcionka w dymkach. Yumegari może miewać problemy z terminami, uzasadnione zresztą, ale rekompensuje to wydaniami.

A kreska... Cóż. Ki-ha Lee to rysowniczka raczej mało znana, pracowała dotąd nad czterema seriami (jedna właśnie powstaje), a Lady Detective to jej trzecia manhwa, którą rysować rozpoczęła do scenariusza Hey-Jin Jeon zaledwie rok po rozpoczęciu kariery, w 2011 roku. Mimo to rysunki są najzwyczajniej w świecie prześliczne. Dopracowane, szczegółowe, nieźle rozplanowane w kadrach (a kadry na stronach). I przede wszystkim – bardzo atrakcyjne wizualnie. Nic tu nie przeszkadza, detale nie są przesadzone i jest po prostu ładnie. Uwierzcie, że na żywo robią jeszcze lepsze wrażenie, niż na przykładach poniżej:

Fabularnie, co muszę przyznać, już tak ślicznie nie jest, chociaż źle też nie. Oto Londyn epoki wiktoriańskiej. Lizzie Newton, panienka z dobrego domu, a w skrytości swoich pokojów autorka poczytnych powieści kryminalnych, podczas wizyty u przyjaciółki staje się świadkiem morderstwa... no, odkrycia ciała. Postanawia rozgryźć tę zagadkę, zwłaszcza zdenerwowana seksistowskim zachowaniem policjantów – w tym inspektora Charlesa B. Graya, najzdolniejszego detektywa w Londynie. W śledztwie pomaga jej Edwin, jej przyjaciel-narzeczony-kamerdyner.

Wbrew opisowi nie jest to manhwa pełna akcji – większość czasu bohaterowie spędzają, rozmawiając. A to na kanapie w salonie Lizzy wyjaśnia inspektorowi, co odkryła, a to spokojnie krąży po pokoju i zbiera ślady. Oczywiście mamy trochę wycieczek poza cztery ściany komnat, ale całość i tak przypomina klasyczne powieści detektywistyczne z tymi o Sherlocku Holmesie na czele, gdzie bohater drogą dedukcji rekonstruuje przebieg zdarzeń i wyjaśnia to zainteresowanym. Niestety, scenarzystka (lub scenarzysta – Hey-Jin Jeon chroni swoją tożsamość dość zacięcie – większość źródeł wskazuje jednak na płeć piękną) miała problem ze skonstruowaniem porywającej zagadki kryminalnej. Jednocześnie nakreśliła ciekawą intrygę w tle: dlaczego Edwin, genialny młody prawnik, który ciężką pracą wydobył się z rodziny robotniczej na wyżyny społeczne, postanowił porzucić tę karierę i zostać kamerdynerem Lizzie, która (zapewne) jest jego narzeczoną? Nie dowiemy się tego za szybko.

Pod względem graficznym Lady Detective to strzał w dziesiątkę. Fabularnie ten pierwszy tom to raczej 6/10, ale nadal prezentuje się wystarczająco ciekawie, żeby  sięgnąć po kolejny. Dodatkowymi smaczkami są zarówno wiktoriańskie klimaty, mroczne zaułki Londynu, jak i wyraźne zasygnalizowanie problemu z marginalizacją roli kobiet w tamtym okresie. Generalnie – polecam. Nawet bardzo.

Lady Detective - 1

Scenariusz: Hey-Jin Jeon
Rysunek: Ki-Ha Lee
Wydawnictwo: Yumegari
Rok wydania polskiego: 4/2016
Format: 138 x 197 mm
Oprawa: miękka w obwolucie
Papier: offset
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 22,90 zł



blog comments powered by Disqus