Kosmiczny magiel - recenzja komiksu "Lanfeust w kosmosie: Krew komet"

Autor: Mirosław Skrzydło
14 grudnia 2009

Podobnie jak pierwszy cykl przygód Lanfeusta (Lanfeust z Troy) tak również jego kontynuacja (Lanfeust w kosmosie) kończy się na ósmym tomie. Czy to dobrze, czy źle pozostawiam bez klarownej odpowiedzi, gdyż seria nie wzbudziła we mnie większych emocji. Faktem niezaprzeczalnym jest natomiast to, iż mamy do czynienia z dobrym przykładem zwariowanej space opery o mocnych akcentach komediowych.

Największym atutem gwiezdnej serii francuskich twórców są bez wątpienia doskonałe ilustracje Didiera Tarquina oraz paleta barw i intensywnych kolorów, będących dziełem Claude'a Gutha. Tarquin swoimi rysunkami potrafi oddać klimat zawadiackich, kosmicznych przygód grupy nieprzeciętnie zdemoralizowanych i nietypowych anty-bohaterów, do których Lanfeust i jego świta zdecydowanie się zaliczają.

Plusem, jeśli chodzi o scenariusz Christophe Arlestona, są oryginalne postacie, których przygody obserwujemy z dużym zainteresowaniem. W tym tomie pierwsze skrzypce odgrywa główny arcyłotr - Thanos, którego chęć ostatecznej zemsty na Lanfeuście i jego bliskich jest mocnym punktem Krwi komet. Niestety, podobnego zdania nie można powiedzieć o pozostałych bohaterach serii, którzy tym razem są nudni, przewidywalni i pozbawieni uroku osobistego (wyjątek stanowi świetny wątek z kurą oraz epizod z niezastąpionym trollem Hebiusem w roli dystyngowanego kelnera). Cała intryga, w którą zostają wplątani główni bohaterowie trąci myszką i jest niejasna, niczym posiedzenia komisji śledczych.

Jak można było się domyślić, na koniec cyklu dzielny Lanfeust w końcu pokonuje kosmicznego pirata Thanosa przemienionego w przerażającą istotę. Jedna się także ze swym wyrodnym synalkiem. Otrzymujemy jednak pewne miłe zaskoczenie, którego nie zdradzę. Warto bowiem, choćby dla tej jednej finalnej sceny, zakupić ostatni tom Lanfeusta w kosmosie.

Serie Arlestona są znamiennym przykładem hegemonii kultury obrazkowej stawiającej ilustracje i intensywne kolory ponad fabułę i rys psychologiczny poszczególnych bohaterów. Zapomnijcie o błyskotliwych opowieściach w stylu, chociażby Tin Tina, czy Thorgala. Lanfeust w kosmosie to sztampowa historia grupy karykaturalnych postaci, wrzuconych w wir niezrozumiałych, kosmicznych potyczek dziwacznych ras.

Nie pozostaje mi nic innego, jak ocenić, zarówno ostatni tom, a także cała serię na trzy z małym plusem (za najbarwniejszego wśród komiksowych trolli, równie zabawnego, co niebezpiecznego, Hebiusa).

Lanfeust w kosmosie - 8 - Krew komet

Scenariusz: Scotch Arleston
Rysunek: Didier Tarquin
Kolor: Claude Guth
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 8/2009
Tytuł oryginalny: Lanfeust des Étoiles: Le sang des comètes
Wydawca oryginalny: Soleil Productions
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 54
Format: A4
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2544-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus