Recenzja komiksu "Liga Niezwykłych Dżentelmenów. Stulecie: 1910"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Sonia Miniewicz
19 lipca 2010

Dla nas – sześć lat, dla Ligi – dwanaście. Tyle minęło od ostatniego spotkania polskiego czytelnika z literackimi bohaterami, którym Alan Moore dał nowe życie w komiksowym uniwersum. Co prawda w 2007 roku pojawił się na rynku tom „Black Dossiers”, lecz nigdy nie został opublikowany poza Stanami Zjednoczonymi z powodów prawnych, więc można rzucić nań zasłonę milczenia. Więc co pozostało z Ligi Niezwykłych Dżentelmenów po ataku, przeniesionych z kart powieści H.G. Wellsa „Wojna światów”, Marsjan? Co ciekawe, to pytanie wydaje się być zepchnięte na drugi plan już po lekturze kilkunastu stron „Stulecia: 1910”. Bo i Liga już nie ta. Jakaś mniej ciekawa, niewyraźna. Świetny psychologiczny rys bohaterów, znany z poprzednich tomów serii, ustąpić musiał miejsca sprawie większej – eksperymentom Moore'a z fabułą i formą.

I choć rewolucji nie ma, projekt „Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecie” zaplanowany jest zupełnie inaczej niż jego poprzednicy. Moore bowiem widzi swój komiks jako przekrój dziejów Ligi przez całe dziesięć dekad dwudziestego wieku, co ma dać łącznie trzy tomy i ponad dwieście stron – istna droga ku apokalipsie. Nieprzypadkowo pada to właśnie słowo, gdyż dekadencki Londyn roku 1910 więcej ma wspólnego z weimarskim Berlinem niż rosnącym w siłę molochem zachłyśniętym technologicznym postępem. Swoisty pęd ku destrukcji nie jest podparty kabaretowym wyczynem, lecz operową arią, w którą tchnięto ducha scenicznych (i obscenicznych) pląsów. Moore zdecydował się bowiem oprzeć jeden z głównych wątków swojej opowieści na „Operze za trzy grosze” Brechta i Weilla, co jest narratorskim strzałem w dziesiątkę. Autor, który zdążył już przyzwyczaić czytelnika do wielopłaszczyznowości swoich utworów, nie ogranicza się, rzecz jasna, do pojedynczego nawiązania do wytworu kultury, ani osamotnionej, fabularnej niespodzianki.

Moore, istny kompozytor komiksu, wykorzystuje przewrotną, muzyczną historię o zepsutym kapitalizmie jako tło do zobrazowania losów córki spoczywającego na łożu śmierci Kapitana Nemo. Panna Janni, od urodzenia przyszła królowa piratów, odrzuca swoje pochodzenie na rzecz życia „prawdziwszego”. Zaczyna na samym dnie, jako posługaczka w obskurnej knajpie. Zderzenie z wolnym rynkiem, z londyńskim marazmem moralnym, wdeptuje dziewczynę jeszcze niżej, w sam muł społeczeństwa Anno Domini 1910, które wydaje się służyć mordercom na rzecz dobra przeciętnego obywatela, jakby na własną szkodę. Znany z anarchistycznych zapędów Moore nie wykorzystuje jednak trzeciego tomu przygód Ligi jako nośnika swoich idei, jest to przede wszystkim świetna historia.

Miłośnicy poprzednich odsłon serii ponownie zetkną się z Miną Harker i Allanem Quatermainem – odmłodzonym i nieśmiertelnym po przygodzie z haggardowskim niegasnącym płomieniem wziętym z powieści „Ona” (o czym informował „Black Dossier”). Poza wiodącą dwójką, galeria postaci uległa znaczącym modyfikacjom – dołączyli Thomas Carnacki, detektyw-medium, Andrew Norton, więzień Londynu, Raffles, złodziej-dżentelmen oraz Orlando, hermafrodyta inspirowany powieścią Virginii Woolf. Niestety, gwiazdy ich poprzedników lśnią chyba zbyt jasnym blaskiem, by uciec od porównań, skrajnie niekorzystnych dla nowej ekipy. Poza Miną i Quatermainem chyba tylko Orlando zapada w pamięć po odłożeniu komiksu na półce. Być może jest to wynikiem gorzej napisanych bohaterów a być może – ryzykownego wykorzystania mniej znanych postaci literatury niż niewidzialny człowiek czy pan Hyde. Jakkolwiek by nie było, Moore nadrabia historią, zabarwioną okultyzmem. Otóż Liga podąża za nocną wizją Carnackiego, który we śnie widzi karykaturę Aleistera Crowleya, Olivera Haddo, wraz z jego zgromadzeniem, wieszczących rychły koniec świata, do którego mają przyłożyć rękę. Starając się iść tropem mediumicznego przeczucia, Liga napotka nie tylko wściekłą na zepsuty Londyn Janni, ale także Kubę Rozpruwacza.

„Lidze Niezwykłych Dżentelmenów. Stuleciu: 1910” brak klasy poprzednich tomów, choć pewnie za wcześnie oceniać, trzeba wstrzymać się jeszcze co najmniej rok, gdyż premiera ostatniej części trylogii zaplanowana jest na przełom kwietnia i maja 2011 roku. Nie wpływa to w żaden sposób na wniosek, że Moore, wspomagany mrocznymi, klimatycznymi rysunkami Kevina O'Neilla, kolejny raz wspiął się na wyżyny obrazkowej literatury.

Liga Niezwykłych Dżentelmenów - 3 - Stulecie: 1910

Scenariusz: Alan Moore
Rysunek: Kevin O'Neill
Kolor: Ben Dimagmaliw
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2010
Tytuł oryginalny: The League of Extraordinary Gentlemen: Century: 1910
Wydawca oryginalny: Top Shelf Productions
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 80
Format: 170x260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-4600-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 45 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus