"Lis #5: Echa przeszłości" - recenzja komiksu

Autor: Tomasz Nowak
5 kwietnia 2018

Lis przemyka bokiem

Kolejna (ostatnia?) część Lisa to próba pogodzenia rzeczy... nie do pogodzenia. Nie da się pomieścić w jednym zeszycie tyle treści, że usatysfakcjonuje to zwolenników większych form komiksowych, a jednocześnie zachować dotychczasowy styl i czytelność. Skok na formę, jakiego dokonali autorzy musiał odbić się na jakości graficznej. No i ta, wraz z liternictwem, w zeszycie numer 5 obrywają na całego.

Bohaterem tej odsłony serii wcale nie jest człowiek w masce. Na czoło wysuwa się jego oponent (choć czasem też sprzymierzeniec), komisarz Zgroza. Stanie się on kluczem do wyjaśnienia części zagadek, jakie pojawiły się wraz z ostatnimi wydarzeniami w Warszawie.

Po masakrze, jaką zaserwował oddziałom policji Strażnik i interwencji Lisa, wydaje się, że Zgroza został na pewien czas wyłączony z akcji. Tymczasem twardy komisarz pojawia się w robocie, której przecież nikt za niego lepiej nie pociągnie.

O ile uprzednio autorzy dbali o oczekiwania fanów solidnej młócki, tutaj serwują jej jak na lekarstwo. W to miejsce wstawiają mnóstwo dociekań. Zgroza niczym Sherlock, przy wsparciu wiernych Watsonów, krok po kroczku dochodzi do tajemnic związanych z tożsamością i pochodzeniem niektórych "superosów".

Jako, że niektóre sprawy wydają się domykać, pojawia się (nieprzyjemne) wrażenie, że coś się kończy... Ale coś też się zaczyna. Tu autorzy znów czujnie stoją na straży logiki serii i nie domykają drzwi, nawet, jeśli z niektórymi wątkami chcą nas pożegnać.

Oprócz porządnego mordobicia mało w tym komiksie herosów, a przede wszystkim samego Lisa. Taki finał to jakby urodzinowe party bez solenizanta. Niby mamy wreszcie wgląd w jego przeszłość, niby dowiadujemy się czegoś o Strażniku i spotykamy tajemniczego Algernona Shawa. Jednak ogólnie pachnie super-malizną.

Owszem dzieje się tu sporo, choć wyraźnie inaczej niż dotąd. Nawet zbyt sporo, jak na 32 strony. Udało się to osiągnąć dzięki zmianie dotychczasowej konwencji graficznej. Fakt, że wielu utyskiwało na formułę zeszytów, że za krótka, że za szybko „się czytaˮ. Skłoniło to, widać, autorów do upakowania w dotychczasowe ramy większej partii treści. W efekcie na poszczególnych planszach znalazło się jej tyle, ile zwykle można wyczytać z plansz standardowych albumów francuskich, operujących znacznie większym formatem. Zatem, nawet, jeśli rzeczywiście to ukłon w stronę czytelników, to trzy czwarte stron o rozmiarze 14x26 cm, na których wciśnięto cztery i więcej rzędy kadrów to zdecydowanie przesada!

Przejmująca tu rolę rysowniczki Patrycja Awdjenko nie miała łatwego zadania. Wywiązała się z niego solidnie, ale w przypadku tak obiecującej serii jak Lis, „solidnie" to mocno poniżej oczekiwań. Wcześniejszy graficzny polot serii został przygnieciony ogólną masą treści i już z parteru do końca nie był w stanie się podnieść. Tym bardziej, że spunktowany został dodatkowo mrowiem maleńkich literek, nie poprawiających ogólnej opinii o czytelności. Szkoda.

Pragnienie dopięcia pewnych, rozciągniętych już może zanadto w czasie spraw (serii stuknęły trzy lata!) niebezpiecznie zachwiało poziomem cyklu. Czyżby tak naprawdę miało wyglądać grande finale? Jeśli tak, to, cóż, słabo wyszło. Znów szkoda, bo nie tędy powinna wieść droga Lisa.

Lektura Ech przeszłości przydaje sporo do naszej wiedzy o dziwacznym warszawskim półświatku zaludnionym postaciami o zadziwiających mocach. Przez gęstość ich treści, tego zeszytu nie „łyka się w pięć minutˮ. Można się rozczytać na całego. Tym więcej, że już całkiem sporo czasu zabiera odcyfrowywanie drobnego liternictwa i równie niewielkich rysunków. Czy to rzeczywiście zamierzony krok w udanych dotąd zmaganiach Sol Invictusa o kształt polskiego rynku zeszytów o superbohaterach? Pozostaje żyć nadzieją, że jednak nie, że czeka nas ciąg dalszy, a zeszyt numer pięć to tylko chwilowy skręt „nie w tę stronęˮ. Bo inaczej w istocie byłoby szkoda! Po raz enty...

Lis - 5 - Echa przeszłości

Scenariusz: Dariusz Stańczyk
Rysunek: Patrycja Awdjenko
Kolor: Jakub Oleksów
Tusz: Patrycja Awdjenko
Wydawnictwo: Sol Invictus
Rok wydania polskiego: 4/2017
Liczba stron: 32
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788394768652
Wydanie: I
Cena z okładki: 10 zł



blog comments powered by Disqus