Szatański dramat - recenzja komiksu "Lucyfer: Boska komedia"

Autor: Mirosław Skrzydło
Korekta: CD Jack
13 listopada 2009

Lepiej być pierwszym na pomniejszym dworze
Niż drugim, gorszym w pałacu niebieskim.

Joost van den Vondel Lucyfer

Boska komedia to czwarty tom mrocznej serii Lucyfer, którą jej twórca Mike Carey stara się dorównać wybitnemu dziełu Neila Gaimana Sandman. Czy ta sztuka mu się udała i jak na tle wcześniejszych części prezentuje się Boska komedia? Rozsiądźcie się wygodnie i przygotujcie na diabelską ucztę. Gwarantuję przerażające przeżycia.

Ażeby w pełni delektować się zawiłą fabułą czwartego tomu sagi Lucyfer, należy wpierw zapoznać się lub odświeżyć sobie wcześniejsze części. To tam m.in. dowiadujemy się kto stworzył magiczny ród Basanosów (postaci z kart Tarota) i kto posiada moc ich przywoływania, czyją córką jest potrafiąca podróżować między światami Elaine Bellock; poznajemy także zdarzenia, które doprowadziły do powstania nowej rzeczywistości, którą niepodzielnie włada Wielki Manipulant - Lucyfer.

Czwarty tom Lucyfera (oryginalne zeszyty 21-28) składa się z dwóch połączonych ze sobą, trzyczęściowych rozdziałów (Paradiso, Purgatorio) oraz dwóch krótkich, acz błyskotliwych nowel (chwytającej za serce Znaki na ścianie i zabawnej Kradzież z włamaniem).

Paradiso (z włoskiego Raj) zaczyna się od mocnego akordu. Na ledwie czterech stronach Mike Carey przybliża postać Lucyfera od buntu w Niebiosach, poprzez oddanie kluczy do Piekieł Morfeuszowi (Sandman tom 5 Pora Mgieł), do przejęcia władzy w nowym wymiarze. Następnie jest już niestety znacznie gorzej. Część pierwsza koncentruje się wokół dwóch bohaterek wcześniejszych tomów: Jill Presto, która pozostaje pod wpływem mocy Basanosów oraz Elaine Bellock, napotykającej na swej drodze natrętnego demona Gaudium. W następnej części pojawia się bóstwo z japońskiej mitologii Susano-O-No-Mikoto, który planuje krwawą vendettę na Lucyferze. Ponadto wyklęte plemię Lilim, którym od pewnego czasu rządzi Mazikeen, ostrzy swe pazury na nowe królestwo Pana Piekieł.

Wszyscy ci bohaterowie spotykają się w połączonej z Paradiso trylogii Purgatorio (Czyściec). Staczają tam śmiertelny bój o niepodzielne władanie nad nowym światem. Mamy tutaj do czynienia ze zwykłą nawalanką; pozbawioną logiki bijatyką w stylu Mortal Kombat. Carey próbuje budować napięcie, co niestety w tej opowieści zupełnie mu nie wychodzi. Jedyny dramatyczny wątek jest związany z postacią młodej Elaine i jej ofiarą względem upadłego anioła. Reszta elementów szatańskiej układanki, pozostawia wiele do życzenia.

Znacznie lepiej od luźno nawiązującego do Boskiej Komedii dyptyku Paradiso-Purgatorio, prezentują się krótkie historie zamieszczone w tym albumie.

Znaki na ścianie opowiadają o życiu, pochodzącej z potężnego rodu czarodziejów, żeńskiego centaura. Esa-Kir odnajduje jedne z wrót Lucyfera, prowadzących na Ziemię. Bohaterka postanawia ostrzec inne magiczne stworzenia przed przekroczeniem granicy oddzielającej świat mityczny od ziemskiego. Nowela ta opowiada o bezowocnym poświęceniu i dokonywaniu słusznych wyborów. Esa-Kir poświęciła swą rodzinę w imię wizji upadku Lucyfera. Czy jej się to w pełni opłaciło?

Kradzież z włamaniem to natomiast najbardziej komiczna z dotychczasowych opowieści cyklu Lucyfer. Obserwujemy w niej niebezpieczne, acz niebywale śmieszne perypetie dwójki upadłych cherubinów: znanego z Paradiso Gaudiuma (najzabawniejszej postaci w panteonie bohaterów serii) i jego zdziwaczałej siostry Spero. Najlepszym fragmentem noweli jest rozmowa demonicznego rodzeństwa, w której przypominają sobie bunt Lucyfera i walkę z aniołami. Przedstawienie tego dramatycznego wydarzenia z pozycji cynicznego Gaudium, jest czymś o Niebo lepszym, niż patos innych historii zaprezentowanych w tym albumie. Mike Carey udowadnia w tej prostej historii, iż jest artystą wszechstronnym, który równie dobrze sprawdza się w opowieściach fantastyczno-komediowych, do których Kradzież z włamaniem zdecydowanie się zalicza.

Rysunki autorstwa niezawodnego tria (Peter Gross, Ryan Kelly, Dean Ormston), którzy zilustrowali wcześniejsze dwa tomy, są bardzo efektywne, a co najważniejsze efektowne. Perfekcyjnie wkomponowują się one w fabułę Mike'a Careya.

Niestety takiego samego zdania nie można powiedzieć, zarówno o kolorach Daniela Vozzo, który zaliczył już kilka spektakularnych wpadek1, jak także o okładkach Christophera Moellera. Daniel Vozzo potrafi doskonale dobrać kolory, ale czasem popełnia fatalne błędy, które obrazują na końcowym wyglądzie albumu. Jest artystą bardzo nierównym, potrafiącym przysporzyć mocnych palpitacji serca. Kolorystyka Boskiej komedii jest co najwyżej dobra. Bez większych rewelacji.

Jeśli natomiast chodzi o Christophera Moellera, to zdecydowanie lepiej prezentowały się jego ilustracje do wcześniejszego tomu (Potępieńcze związki). Tym razem tylko jedna okładka (Śmierć niosąca na rękach martwego Lucyfera) zasługuje na pochwałę, pozostałe znajdują się znacznie poniżej średniej.

Neil Gaiman, swoim komiksowym dziełem Sandman, wysoko postawił poprzeczkę, którą niebywale ciężko jest przeskoczyć. Mike Carey czwartym tomem Lucyfera, udowadnia tą śmiałą tezę. Niemniej nie rezygnuję z dalszego śledzenia przygód bohaterów serii, gorąco czekając na powrót Lucka do Piekieł. Oby tylko nie skończyło się, jak walka Gołoty z Adamkiem. Czcze zapowiedzi i przewidywalne rozwiązanie.

 

1 szczególnie koszmarnie prezentowała się kolorystyka opowieści Dzieci i potwory z albumu o tym samym tytule, którą Vozzo wraz z niejaką Marguerite Van Cook, dosłownie zgwałcił całkiem udaną historię Careya.

Lucyfer - 4 - Boska komedia

Scenariusz: Mike Carey
Rysunek: Peter Gross, Scott Hampton, James Hodgkins, Ryan Kelly, Dean Ormston, Chris Weston
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 8/2009
Tytuł oryginalny: Lucifer: The Divine Comedy
Liczba stron: 192
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-3609-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 59 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus