Recenzja komiksu "Lucyfer: Inferno"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Sonia Miniewicz
24 sierpnia 2010

Gaiman, Sandman, Gaiman, Sandman, Gaiman, Sandman. Sprawiedliwości stało się zadość i regulaminowo ustalona ilość słów, będących odpowiednio nazwiskiem jednego z najwybitniejszych obecnie brytyjskich literatów oraz tytułem jego sztandarowego dzieła, która bezwzględnie musi pojawić się w tekście o serii „Lucyfer” Mike'a Careya, została wykorzystana. Czas nam więc zaczynać, gdyż tłumy wiwatują. Wszak sam diabeł ma jeszcze dzisiaj stracić serce.

Niewielkie ma bowiem Lucyfer szanse w starciu z aniołem Amenadielem, w którym stawką jest ociekający krwią organ. Pozbawiony przez Susano-O-No-Mikoto, japońskie bóstwo burz, dwóch piór gwarantujących mu niesamowitą moc, Gwiazda Zaranna stoi na z góry przegranej pozycji. Będąca wynikiem politycznego spisku, ustawiona walka odbyć się ma w krainie Effrulu, na pośpiesznie skleconym stadionie zdolnym pomieścić niezliczone tysiące piekielnych monstrów. Owa historia, tak bardzo przecież standardowa i wtórna, a zarazem niezwykle klarowna i wciągająca, przerywana jest epizodami z udziałem Mazikeen, tropiącej Susano-O-No-Mikoto aż do miejsca zawiadywanego przez jej demonicznego męża, zwanego Wielkim Mechanikiem. Ma on ambicje dorównać bogom, a przy tym wywrzeć krwawą zemstę na niewiernej małżonce. Ta pierwsza w tomie opowieść, która użyczyła tytułu całemu zbiorowi, widziana jest oczyma znanego już czytelnikowi Christophera Rudda, ludzkiego zarządcy jednego z diabelskich dworów, gdzieś w czeluści piekieł. W składającym się z trzech części „Infernie”, Carey dokonuje zadziwiającego manewru – każe nam kibicować Szatanowi w jego walce przeciwko aniołom, następuje swoiste odwrócenie perspektywy, do której kulturę zachodnią przyzwyczaiło jej chrześcijańskie dziedzictwo. W ogólnym rozrachunku to Diabeł gra zgodnie z zasadami kodeksu honorowego, sprzeniewierzonego przez niebiosa – wszak nie kto inny, a właśnie Lucyfer zawsze dotrzymuje słowa, jak wielokrotnie podkreśla się na łamach serii ochrzczonej jego imieniem.

I tej reguły trzyma się były Pan Piekieł w ostatniej historii przedstawionej w tomie, dwuwątkowej „I zostaną osądzeni”, która jest preludium do wydarzeń z kolejnego tomu, „Dworców ciszy” i wystarczy powiedzieć jedno – jeśli szósty zbiorek przygód Lucyfera będzie tak dobry jak wstęp do niego, seria Careya nareszcie osiągnie poziom przez niego wymarzony. Zainspirowany mitologią nordycką kawałek jest niczym komiksowa wersja baśni braci Grimm – przewrotną i inteligentną zabawą, której nie można odmówić młodzieńczego, nieomal dziecięcego, uroku. Wypada jeszcze dodać, iż dominujący w opowieści wątek detektywistyczny wcale nie jest mniej ciekawy. Okazuje się w nim bowiem, że wykrycie sprawcy przestępstwa z piekła rodem więcej na wspólnego z mozolną pracą śledczą niż z magicznymi mocami.

Gdzieś w środku tomu upchnięto niezwiązane z wątkiem głównym cyklu „Niosąc dary”. Traktującą o chorym na raka sklepikarzu, któremu przyjdzie odbyć fantastyczną, a zarazem mrożącą krew w żyłach podróż w zaświaty, historię wieńczy na wskroś optymistyczny finał. Być może za bardzo nasączona sentymentalizmem, lecz udowadniająca talent pisarski Careya, opowieść harmonijnie współgra z charakterystycznymi, klimatycznymi rysunkami Deana Ormstona. I znowu każe nam twórca „Lucyfera” inaczej spojrzeć na piekielne istoty, przewartościować wpojone pojęcia dobra i zła, które, zdawać by się mogło, są jedynie mrzonką i blefem, nie ma czerni i bieli, jedynie szarość.

Po chaotycznym początku serii, Carey wreszcie wychodzi na prostą. Nie próbuje już jawnie naśladować swojego słynniejszego kolegi, lecz zaczyna z pełną świadomością twórcy kreować  własne uniwersum. Fabuła serii staje się przejrzysta, historie ciekawsze, scenarzysta o wiele sprawniej porusza się w scenach pełnych akcji, brak w „Infernie” nierzadko irytujących, dialogowych przestojów. Mike Carey znalazł więc swoją drogę i można być pewnym, że w zamian zakręci ścieżkami Lucyfera.
 

Lucyfer - 5 - Inferno

Scenariusz: Mike Carey
Rysunek: Peter Gross, Craig Hamilton, Ryan Kelly, Dean Ormston
Kolor: Daniel Vozzo
Okładka: Christopher Moeller
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 4/2010
Tytuł oryginalny: Lucifer: Inferno
Wydawca oryginalny: DC Comics – Vertigo
Rok wydania oryginału: 2004
Liczba stron: 168
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2589-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 54,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus