Biały jak lis, wybuchowy jak wulkan. Recenzja 1. tomu mangi "Biały jak śnieg"


Nikt nie lubi, gdy zajmuje się jego czy jej terytorium. Zwłaszcza, gdy jest się lisim demonem, a zawłaszczenia dokonał zwykły człowiek. Człowiek! Na dodatek ściął nasze ulubione, wiekowe modrzewy i zrobił z nich płot. Tak! Płot! Xue Qiu, przyszły nieśmiertelny bóg, na pewno nie może podobnej zniewagi puścić płazem. Gorzej, że na szkodnika trzeba się zaczaić, gdyż ten podły człowiek (jakiś uczony Luo Shusheng) ma amulet chroniący go przed wrogo nastawionymi demonami. A zniewaga Xue Qiu zdecydowanie krwi się domaga.

Yumegari po raz drugi uraczyło polskich czytelników chińskim komiksem – manhuą – wpadającym w szeroką przegródkę boys love, zbliżając się bardziej do shounen ai niż yaoi. Biały jak śnieg (Luo Xe Cheng Bai) jest efektem współpracy scenarzyski Zi Tu oraz rysowniczki Zi Gui. Anglojęzyczne źródła podają, że dla Zi Tu jest to pierwszy i w zasadzie jedyny komiks, do którego napisała scenariusz, natomiast Zi Gui w swoim dorobku ma jeszcze kilka innych prac, w tym zarówno te typu shoujo, jak BL.

Pierwszy tom Białego jak śnieg jest przyjemną, lekką historią o Xue Qiu, przeuroczym, choć narwanym śnieżnym lisim demonie z ambicjami. A także o Luo, badaczu demonów, który – jak sam mówi – chce napisać książkę o demonach, aby doprowadzić do polepszenia relacji ludzko-demonich. Demony nie są przecież groźne, a jedynie niezrozumiane. Podobne zestawienie zwykle oznacza jedno – nieporozumienia goniące nieporozumienia. I rzeczywiście, podstawą interakcji obu bohaterów są kłótnie. Nie, Xue Qiu nie zamierza odpuścić Luo, przynajmniej do momentu, w którym ten nie opuści jego ukochanej góry. Tudzież aż zakochany w swoim ogonie lis nie popełni błędu kosztującego go więcej, niż może znieść lisia godność (choć będzie musiała).

Jest jedno słowo, które doskonale podsumowuje Białego jak śnieg – słodziachność. Najważniejsi bohaterowie są śliczni, zwiewni, do pewnego stopnia również androgyniczni (w sposób charakterystyczny dla japońskich shounen ai). Tła są ładne, a przede wszystkim w ogóle są (co czasem nie jest rzeczą oczywistą). Kompozycja kadrów również cieszy oko. Trudno jednak nie zauważyć, że kreska Zi Gui nie jest jeszcze do końca wyrobiona – postacie sprawiają wrażenie naszkicowanych w pośpiechu albo mało dokładnie. Nie znajdziemy tutaj wielu szczegół czy barokowego przepychu. Pomimo jednak znacznego uproszczenia oraz pewnej niezdarności, wciąż mamy do czynienia z uroczymi, cieszącymi oko rysunkami.

Najistotniejszą wadą Białego jak śnieg jest fabuła; owszem, kłótnie Xue Qiu oraz Luo są przeurocze, podobnie jak większość ich przygód – brakuje jednak spójności w kwestii samego ułożenia, jak i opowiadania. Można odnieść wrażenie, że Zi Tu nie do końca była pewna, w którą stronę chce rozwinąć historię. Wskazówki dotyczące dalszego rozwoju akcji pojawiają się późno, ukryte pośród wątków komediowych oraz kilku, których pojawienie się w ogóle budzi spore wątpliwości. To, czy mają one sens, czy nie, pokaże drugi, ostatni tom manhuy. Niestety, nie zmienia to faktu, że narracja Białego nie jest płynna, czasami wręcz grzęźnie na mieliznach, aby chwilę później znów nabrać odpowiedniego rytmu.

Inną rzeczą, na którą trudno nie zwrócić uwagi, jest samo wydanie, które, niestety, nie należy do najlepszych. Przede wszystkim miejscami tekst wypowiedzi jest nierówny w stosunku do linii wyznaczających chmurki – jest za wysoko, za nisko, zbyt po prawej lub zbyt po lewej, szpalta miejscami pozostaje za wąska w stosunku do przeznaczonej na wypowiedź powierzchni. Ponadto jakość papieru oraz druku również pozostawia sporo do życzenia – są zdecydowanie gorsze, niż w przypadku innych pozycji Yumegari.

Białemu przydałby się również słowniczek – znaczenie niektórych imion zostało wprawdzie podane, jak na przykład Xue Qui (kula śnieżna), tak już inne, jak zdrobnienie używane przez Luo (Qui Qui), już nie. Dla osób nie zaznajomionych z chińską kulturą czy zwyczajami przydałyby się kulturowe objaśnienia – na przykład takie, które wytłumaczą, dlaczego Luo w drugiej połowie tomiku nagle zaczął nazywać się inaczej. A może to błąd autorek? Niestety, bez objaśnień czy wiedzy o etykiecie Chin trudno to stwierdzić. Podobnie miłe by były wskazówki dotyczące wymowy.

Generalnie rzecz ujmując warto dać szansę Białemu jak śnieg. Nie tylko dlatego, że sama opowiadana historia jest niezwykle przyjemna – świetnie odpręża; komiks pozwala nam zajrzeć na zupełnie nowy rynek, poznać coś innego niż tylko twórczość wysoce sprofesjonalizowanych japońskich mangaków. Mi się podobało, sięgnęłam po tę manhuę po to, aby się odprężyć i to odprężenie znalazłam.

Biały jak śnieg - 1

Scenariusz: Zi Tu
Rysunek: Zi Gui
Wydawnictwo: Yumegari
Rok wydania polskiego: 11/2015
Tytuł oryginalny: Luo xue cheng bai
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788363675455
Wydanie: I
Cena z okładki: 19,90 zł


blog comments powered by Disqus