"Malcolm Max. Porywacze ciał" – recenzja komiksu

Autor: Maciej Jasiński
4 lipca 2016

Kto potrzebuje świeżych trupów?

Malcolm Max to detektyw pracujący w Londynie. Dosyć inteligentny, prawie jak Sherlock Holmes, a do tego przystojniejszy niż słynny kolega po fachu. Zawsze wokół niego kręcą się piękne kobiety, a jedna towarzyszy mu przez cały czas w śledztwach – to półwampirzyca Charisma Myskina. Ta nietypowa para będzie musiała zająć się serią zbrodni straszniejszych niż dokonania samego Kuby Rozpruwacza.

W Londynie działa gang zajmujący się wykradaniem z grobów ciał. A jakby było tego mało, to od pewnego czasu policjanci odnajdują kolejne ciała bestialsko zamordowanych kobiet. charakterystyczne obrażenia wskazują na to, że dokonał ich zabójca, który jest już dobrze znany stróżom prawa. Tyle tylko, że jakiś czas temu już go ujęto, skazano i wyrok wykonano. Czy zatem mamy do czynienia z jakimś bestialskim naśladowcą, czy też dzieje się w Londynie coś naprawdę dziwnego? To właśnie będzie musiał ustalić detektyw Malcolm Max i jego partnerka.

Śledztwo i sposób jego prowadzenia przedstawiono w dosyć interesujący sposób. Jest krwawo, ale i momentami zabawnie. Akcja toczy się nieśpiesznie, ale to oczywiście dlatego, że historia nie zamyka się w tym jednym tomie.

Komiks ten ma też, niestety, pewne minusy, które zmniejszają nieco przyjemność płynącą z lektury. Przede wszystkim jest to opowieść przegadana. Tekstów jest strasznie dużo, bohaterowie wypowiadają masę niepotrzebnych słów, a do tego wszystkiego równolegle jest prowadzona także narracja opisujące w szczegółach nastroje postaci, albo po prostu przedstawiająca to, co dzieje się na obrazkach. Przykładowo: gdy na kadrze bohaterka zostaje uderzona wykopanymi z grobu zwłokami , jest to opatrzone niepotrzebnym komentarzem brzmiącym "Chariśmie nie udało się uniknąć zderzenia z lecącym trupem". Przez to całość przypomina trochę sposób przygotowania polskiej serii komiksowej Kapitan Kloss. Jest proste wyjaśnienie przyczyn takiej nieco archaicznej konstrukcji Malcolma Maxa. Otóż pierwotnie historia ta była przygotowana w postaci słuchowiska i dopiero taką wersję Peter Mennigen przerobił na scenariusz komiksowy. I o ile te rozbudowane opisy i dialogi w wersji audio faktycznie by się sprawdziły, to już w postaci historii obrazkowej wypadają gorzej. Na szczęście nie brakuje tu też mniej przegadanych scen, dzięki czemu akcja nieco przyspiesza.

Graficznie jest naprawdę dobrze. Ingo Romling ładnie rysuje postacie, a w jego wykonaniu nawet sceny pełne gadających głów nie są nudne. Warto też wspomnieć, że album uzupełnia galeria szkiców i ilustracji – niektóre z nich naprawdę znakomite.

Pierwszy tom serii Malcolm Max to solidny komiks. Do pełni szczęścia brakowałoby tylko skrócenia części dialogów i pozbycia się niektórych niepotrzebnych opisów. Może w drugiej części tak się stanie. Warto na nią czekać.

Ocena: 7,5/10

Malcolm Max - 1 - Porywacze ciał

Scenariusz: Peter Mennigen
Rysunek: Ingo Romling
Tłumaczenie: Magdalena Duś
Wydawnictwo: Scream Comics
Rok wydania polskiego: 3/2016
Tytuł oryginalny: Malcolm Max: Body Snachers
Wydawca oryginalny: Bielefeld
Rok wydania oryginału: 2013
Liczba stron: 72
Format: 240x320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788365454058
Wydanie: I
Cena z okładki: 59 zł


blog comments powered by Disqus