"Maus. Opowieść ocalałego" - recenzja komiksu

Autor: Tomasz Drozdowski
18 grudnia 2016

Jeden z najlepszych komiksów

Okładka Mausa może zmylić swoją niewinnością. Niejednokrotnie bowiem rozmaici twórcy starali się upudrować trudne tematy, społeczne czy historyczne, pod formą mającą załagodzić realne fakty. A nic nie kojarzy się tak pozytywnie jak urocze zwierzątka, które na licznych memach czy śmiesznych filmach podbijają sieć. Lecz często były to dzieła nazbyt infantylne, mówiące ogólnikami i niedopowiedzeniami. Maus na szczęście nie należy do tego typu lektur. Dzieło Arta Spiegelmana to poważny tytuł, nie mający nic wspólnego z historyjkami dla najmłodszych. Album ten jest zapisem wspomnień byłego więźnia obozu koncentracyjnego - już sam ten fakt buduje wyobrażenie powagi treści.

Komiks ma formę retrospektywną. Autor przeprowadza serię rozmów ze swoim ojcem, Władkiem Spiegelmanem, ocalałym z Auschwitz Żydem. Ten nie boi się opowiadać wprost. Niemiecki terror, powszechny strach przed "rasą panów" i ich bestialstwo jest ukazane bez jakiejkolwiek cenzury. Śmierć w Mausie odarta jest z heroizmu. Bliżej jej zaś do bezsensownego i okrutnego końca, niczym z dzieł Herlinga-Grudzińskiego. Od początkowych represji i ograniczania wolności, poprzez pobyt w gettach, ukrywanie się w domach Polaków, aż do pobytu w piekle obozu koncentracyjnego. Obok tragedii pojawiają się jednak jaśniejsze barwy. Miłość między Władkiem, a jego żoną. Relacje oraz wsparcie wewnątrz rodziny Spiegelmanów

Istotnym elementem opowieści jest sam zdający relację, który jest kimś bardzo niebanalnym. Człowiekiem, który przetrwał piekło, ale który nie jest przez to bynajmniej pokorny, ani pogodzony z losem. Starszy Spiegelman jest bowiem uosobieniem negatywnych stereotypów o wiekowym Żydzie, co zresztą wypowiada jego syn. Egoistyczny, uparty, skąpy i przedkładający swoje zdanie nad zdaniem innych. Niełatwo się domyślić, iż relacja na linii ojciec-syn nie należy do sielankowych. Władek jednak nie jest kimś patologicznie złym i zdegenerowanym, ale ze swoim pakietem negatywnych cech sprawia, że odwiedziny u niego nie są miłą wizytą przy kawie i słodkościach. Jakże jednak inny wydaje się być w czasach swej młodości. Potrafiący radzić sobie w najbardziej ekstremalnych sytuacjach. Charakteryzujący się nieludzkim wręcz sprytem. Bądź co bądź – to bohater nieuzinkowy.

Pisząc o Mausie nie sposób nie wspomnieć o kontrowersjach z nim związanych. Spiegelman przedstawił Żydów jako myszy. Niemców zaś jako naturalnych antagonistów tych gryzoni – koty. Słowem, nic nadzwyczajnego. Problem pojawił w ukazaniu Polaków jako świnie. Zwierzęta, które według Żydów są nieczyste, a i w powszechnym mniemaniu również nie należą do grupy najszlachetniejszych stworzeń. Autor jednak szybko wytłumaczył się z tego wyjaśniając, iż ta personifikacja miała ukazać fakt, iż Polacy nie należeli do swoistego łańcucha pokarmowego jaki tworzyli Niemcy i Żydzi. Usprawiedliwił się też mówiąc, że świnia kojarzy mu się z dziecięcymi kreskówkami oraz wizerunkiem dobrodusznej, pomocnej postaci, takiej jak chociażby Prosiak Porky.

Kolejna fala krytyki spadła na niego z innego powodu. Spiegelman nie koloryzuje bowiem niczego i nikogo. Nawet swego narodu. Wspomina między innymi o żydowskiej policji, współpracującej z Gestapo. O Żydach kolaborujących z nazistami w celu uzyskania nawet chwilowej poprawy bytu. Ukazuje Polaków pomagających jego rodzinie, ale też takich, przez których trafił do Aushwitz. Autor wygłasza swe poglądy nie tylko poprzez wspomnienia swego ojca, ale też manifestując bezpośrednio swoje zdanie. I to czyni Mausa rzetelnym. Nie jest to punkt widzenia żydowski, polski czy amerykański. To opowieść o zagładzie narodu oczami kogoś, kto był jego członkiem i wyszedł z tej zagłady cało.

Istotny jest również sposób ukazania II wojny światowej. Władek nie był uczestnikiem wielkich bitew. Nie brał udziały w walkach. Jako Żyd musiał walczyć o przeżycie częściej własnym intelektem, niż karabinem. Uciszam też pytających o jego wojujących rodaków w Warszawie. Akcja ma miejsce w Sosnowcu i jego okolicach. Zło jakie wyrządzali Niemcy było równie wielkie, lecz okoliczności – nieco inne niż w stolicy nieistniejącej już wówczas II RP.

Ilustrację w komiksie zawierają w sobie makabrę i groteskę, ale też pewien kreskówkowy sznyt. Z jednej strony – mysie mordki i świetnie oddana mimika zanimizowanych twarzy, nasuwająca na myśl dzieła o lżejszej treści. Z drugiej – zero cenzury w przypadku wszelakiej brutalności. Co jeszcze bardziej podkreśla okrucieństwo czasów w jakich przychodziło żyć Władkowi. Kontrast ten jest ogromnym atutem komiksu. Wizualna niewinność postaci podkreśla jeszcze bardziej ich dramat.

Uwagę moją zwrócił też język jakim posługuje się Władek. Na początku komiksu tłumacz wyjaśnia jakie były pobudki tego, iż sposób wysławiania się Spiegelmana seniora kojarzy się nieco z skeczami z udziałem Kobuszewskiego. Sprawia to, że komiks ten jest niezwykle barwny pod względem warstwy dialogowej i nadaje jeszcze większego realizmu całości.

Maus jest wymieniany w czołówce najlepszych komiksów. Może oburzać, ale przede wszystkim skłania do refleksji. Właśnie cała ta paleta reakcji i emocji związanych z jego lekturą skutecznie pokazuje, iż to pozycja niebanalna. Lecz nie będącą też lekturą łatwą i lekką. Co nie umniejsza faktu, iż pochłonęła mnie bez reszty. Maus to bodaj najlepszy ze znanych mi przykładów tego, że komiks to nie tylko nośnik superbohaterskich treści. To skuteczny argument uciszający ignorantów uważających powieści graficzne za medium niższego rzędu.

Maus - Opowieść ocalałego

Scenariusz: Art Spiegelman
Rysunek: Art Spiegelman
Tłumaczenie: Piotr Bikont
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok wydania polskiego: 11/2016
Tytuł oryginalny: Maus
Wydawca oryginalny: Pantheon Books
Rok wydania oryginału: 1991
Liczba stron: 304
Format: 160x230 mm
Oprawa: twarda
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-8097-005-2
Wydanie: II, zbiorcze
Cena z okładki: 54,90

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus