Recenzja komiksu "Miasto Grzechu"


Egmont rozpieszcza nas coraz bardziej. Nie dość, że wydaje coraz więcej komiksów, to jeszcze ostatnio próbując najwyraźniej nadrobić stracony czas, sięga po najgłośniejsze pozycje z ostatnich dwudziestu lat. Rzecz jasna nie działa w ciemno, lecz sięga przede wszystkim po komiksy już rozreklamowane w Polsce i po kultowych w naszym kraju autorów. Owa kultowość polegała do niedawna na tym, że każde szanujące się pismo komiksowe zamieszczało artykuł o rysowniku X, dzięki czemu stawał się on sławny, choć mało kto czytał jakikolwiek jego komiks. Sytuacja jednak gwałtownie się normalizuje, tak więc po kanonicznych Mignoli i Bilalu, przyszła kolej na trzeciego wielkiego-dotąd-nieobecnego, czyli Franka Millera i jego autorską serię Sin City.

Pierwszy album miał być początkowo 48 stronicową historią, lecz odkąd postacie zaczęły żyć własnym życiem w głowie Millera, był on zmuszony dać im zdecydowanie więcej przestrzeni. Ostatecznie komiks rozrósł się do niemal 200 stron narysowanych w rozpoznawalnym już na pierwszy rzut oka stylu. Pozbawiony jakichkolwiek półtonów rysunek, składa się niemal wyłącznie z kunsztownie zakomponowanych czarnych i białych plam, co tworzy nie tylko nadzwyczaj interesujący efekt wizualny ale i doskonale współgra z charakterem opowieści, w której zupełnie brak miejsca na kompromisy. Miller postanowił bowiem zbudować historię w oparciu o najpopularniejsze, wykorzystane po tysiąckroć schematy i klisze. Nie ma chyba takiego składnika w fabule Sin City, którego czytelnik nie znałby skądinąd, począwszy od typowych bohaterów, po spajający całość, stary jak świat motyw zemsty za śmierć kobiety. Zasługa autora nie polega tutaj ani na wzbogaceniu tych składników, o jakiś nowatorski element, ani na ich postmodernistycznym przeinaczeniu. Postępuje on dokładnie odwrotnie: wyolbrzymia i intensyfikuje cechy charakterystyczne dla każdego motywu, doprowadzając go do punktu graniczącego z karykaturą. Samotny twardziel jest tak samotny i tak twardy jak nigdy dotąd, zaś jego przeciwnicy tak okrutni i nieludzcy jak to tylko możliwe, toteż nic dziwnego, że żadna ze stron nie bierze zakładników, a przegrana oznacza zawsze fizyczną eliminację.

Jednocześnie zarówno warstwa graficzna jak i fabularna Sin City dowodzą że prostota nie musi się równać prostactwu. Wyrafinowana w wielu miejscach gra czerni i bieli, ma swoje odpowiedniki w treści komiksu, gdzie co rusz natykamy się na frapujące opozycje. Oto bowiem konflikt między głównym bohaterem, a finałowym "bossem" to w ostatecznym rozrachunku fizyczne, brutalne, niemal zwierzęce działanie, oparte na tylko jednym, za to na łatwym do zrozumienia i sprawiedliwym w gruncie rzeczy motywie, przeciwstawione filozofii rodem z markiza de Sade, a więc wyrafinowanemu hedonizmowi, kompletnie głuchemu na zasady moralne lecz stosunkowo biernemu, bo jest to jedynie akceptacja zwyrodnienia. Warto też zwrócić uwagę na to kim jest ów "boss",a kim jego pogromca i to zarówno jeśli chodzi o rolę społeczną, jak i o wygląd fizyczny...

Podobnych ciekawych opozycji jest jeszcze kilka, wszystkie zaś one ukazane są z ogromną intensywnością, bowiem podstawowym atutem Millera jest tu nie intelektualizm, lecz siła ekspresji. Tutaj po raz kolejny zwracam uwagę na rysunek, którego maksymalny kontrast przywodzi na myśl sceny uderzenia pioruna, znane z innych komiksów, tyle tylko że o ile tam ów efekt znajduje zastosowanie w jednym kadrze - dokładnie w momencie gdy błyskawica przecina niebo - w Sin City trwa on permanentnie od pierwszej do ostatniej strony.

Nie wiem jedynie, kiedy cała ta intensywność się opatrzy i zacznie męczyć. Znawcy tematu (a ściślej - Jarek Obważanek, twórca nieoficjalnej polskiej strony o Sin City) twierdzą, że choć seria ma swoje lepsze i gorsze momenty, to kilka albumów przynajmniej dorównuje pierwszemu. W tej sytuacji nam, zwykłym śmiertelnikom pozostaje poczekać i przekonać się na własneoczy. Tymczasem, na pewno warto zajrzeć do Miasta Grzechu, choćby tylko po to aby sprawdzić, czy to co zawsze mówili o słynnym Franku Millerze, odpowiada rzeczywistości. Moja własna ocena Sin City brzmi: bardzo dobry.

Sin City / Miasto Grzechu - 1 - Miasto Grzechu

Scenariusz: Frank Miller
Rysunek: Frank Miller
Tłumaczenie: Tomasz Kreczmar
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 2002
Tytuł oryginalny: Sin City
Wydawca oryginalny: Dark Horse Comics
Rok wydania oryginału: 1994
Liczba stron: 198
Format: B5
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-1335-9
Cena z okładki: 25 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus