Recenzja komiksu "Sambre"

Autor: Jax
28 stycznia 2007

Komplet czterech tomów znanej europejskiej serii. Opowiada ona historię z dziejów rodziny Sambre'ów dziejącą się we Francji w latach 1847-48. Przedstawione zdarzenia rozgrywają się na tle Wiosny Ludów. W serii są obecne wątki miłosne, społeczno-obyczajowe, historyczne i polityczne. Pojawia się też klimat tajemnicy związany z konfliktem, tzw. 'wojną oczu' pomiędzy rodziną Sambre'ów i ludźmi o czerwonych oczach.

Yslaire stara się prezentować swoją historię w manierze artystycznej, a przynajmniej poetyckiej, czasem symbolicznej i im bliżej końca serii, w coraz bardziej wzniosłym, delirycznym wręcz stylu. I o ile w pierwszych trzech tomach udaje mu się osiągnąć zupełnie dobrą równowagę pomiędzy dynamiczną akcją a poetyckością, pomiędzy tajemnicą, niedopowiedzeniem a precyzją opowieści, pomiędzy podniosłą atmosferą a wiarygodnością historii itd., to tom czwarty psuje niestety wszystko - jest przeintelektualizowany, absolutnie zbyt poetycko-deliryczny, niekonsekwentny i nieprecyzyjny fabularnie. Akcja kręci się w kółko, pojawia się chaos fabularny, autor nie ma pomysłu co chce przekazać i w jaką stronę popchnąć serię. Niestety Yslaire w tomie czwartym przekombinował z artyzmem, zapominając całkowicie, że górnolotne kadry, plansze i wątki w prawdziwym dziele nie muszą *wykluczać* 'normalnej', konsekwentnej akcji, tylko muszą z nią mistrzowsko *współgrać*.
Bardzo ciekawym zabiegiem jest nie wyjaśnienie najważniejszego wątku, lecz tylko pozostawienie czytelnikowi istotnych tropów, na podstawie których może on snuć swoje domysły. Taki chwyt jest rzadko spotykany.
Godne podziwu jest wspomaganie narracji (zupełnie dobrej zresztą) poprzez rysunek. Obserwując go uważnie można dostrzec zarówno wiele mniej istotnych dla fabuły smaczków, gestów, zachowań, ale również zdarzenia czy zachowania bardzo istotne, stanowiące integralną część fabuły a nie poparte żadnym komentarzem słownym. Czasem wręcz nie widać pewnych zdarzeń a tylko sytuację przed nimi i *tuż* po nich - też nie zawsze jest to skomentowane słownie. Są to bardzo miłe akcenty narracyjne, premiujące uważnego czytelnika.

Rysunek stoi na dobrym poziomie. Wpisuje się raczej w nurt realistyczny, choć nie brak mu klimatu, ekspresji i dobrze komponuje się on z często poetycką atmosferą. Doza niepewności w rysunku występuje w tomie pierwszym, gdy niektóre kadry wyróżniają się wyglądając dziwnie czy też jakby były rysowane drżącą ręką. Jednak począwszy od albumu drugiego styl krzepnie i pewnie się kształtuje, podobnie jak zostaje ukształtowany ostateczny image bohaterów, różny nieco od tego widocznego w tomie pierwszym.
Kolorystyka jest stonowana (plus kontrastujące akcenty czerwieni) i celowo zawężona do niezbyt bogatej palety. Jest to oczywiście zabieg celowy, mający podkreślić atmosferę serii, choć osobiście nie lubię takiej palety (czy w szczególności w ogóle zawężania palety barw).

Mam wrażenie, że coś nie tak jest z jakością druku (Egmont-syndrom) lub z jakością materiałów pochodzących od autora/zagranicznego wydawcy - na pewnej ilości stron brak jest ostrości, kolory i kontury są poprzesuwane. Dotyczy to szczególnie tomu pierwszego choć i później zdarzają się takie pojedyncze rodzynki.

Dobra seria, przez większość czasu zasługująca na solidne 8/10, ale z zepsutą, przekombinowaną końcówką (cały czwarty tom). Szkoda, bo pozostaje uczucie niedosytu i lekkiego żalu. Ale tak czy inaczej mieć warto.

Sambre - 1 - wyd. zbiorcze tom 1

Scenariusz: Balac, Bernard Yslaire
Rysunek: Bernard Yslaire
Kolor: Bernard Yslaire
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 12/2006
Tytuł oryginalny: Sambre: Plus ne m'est rien... / Je sais que tu viendras... / Révolution, révolution... / Faut-il que nous mourions ensemble...
Wydawca oryginalny: Glenat
Rok wydania oryginału: 1986 / 1990 / 1993 / 1996
Liczba stron: 216
Format: 215x290 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN: 8323731934
Wydanie: I
Cena z okładki: 99 zł
Materiały powiązane:

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus