Spotkanie z Mistrzem - recenzja komiksu "Umowa z Bogiem"

Autor: Tomasz Nowak
17 października 2007

www.gildia.pl
Mistrzowie Komiksu - Exclusive - 11 - Umowa z Bogiem - trylogia.
Dostępność: 2-3 dni robocze
Cena: 69,90 zł 99,99 zł
dodaj do koszyka

Komiks ma wielu mistrzów, ale tylko jednego Willa Eisnera. Jednak prace nieżyjącego już niestety od dwóch lat Mistrza niedostępne były dotąd dla polskich czytelników, chyba że w oryginale. Dlatego tez z pewnym drżeniem i niepewnością przystępowałem do lektury pozycji nie tylko napisanej i narysowanej przez niego, ale nadto uznawanej za klasyczną, ważną, wręcz przełomową. Wszak nie takie "klasyki" ząb czasu potrafił napocząć, i to znacząco... Najpierw przeczytałem zdystansowany, bogaty w informacje wstęp. A dalej? Dalej była juz tylko fascynacja.

Chłopcy z Bronksu

Ta dzielnica Nowego Jorku kojarzy się obecnie nienajlepiej - i słusznie! Północna część nowojorskiej metropolii to obszar raczej niesławny. To azyl biedoty, a jednocześnie wylęgarnia bandytów. Podobne obszary zaczynają pojawiać się w polskich miastach, choć oczywiście na mniejszą skalę. Nie zawsze jednak tak było.

Były czasy, że Bronx poważano, podobnie jak jego mieszkańców. Oprócz tego, to miejsce gdzie Eisner spędził pokaźną cześć swego życia. Nic więc dziwnego, że to właśnie ono stało się bohaterem jego pierwszego poważnego komiksu.

Will Eisner porzucił w 1952 r. rysowanie swojej przebojowej serii "The Spirit" i zajął się pracą grafika dla dużych koncernów. Kiedy pod koniec lat 70. postanowił powrócić do twórczości komiksowej, nie uległ presji czytelników i wydawców i postanowił stworzyć coś nowego. Jako człowiek liczący wówczas 60 lat, nie chciał powracać do tematu, który traktował jako dziecięcą fantazję. Tym bardziej, że co dopiero stanął w obliczu rodzinnej tragedii - stracił kilkunastoletnią córkę Alice i świat wartości, którymi się kierował, zachwiał się w posadach.

Najlepszym sposobem na skanalizowanie narosłych emocji stał się... komiks. W 1978 r. po dwóch latach pracy, ukazał się tom pod tytułem "Umowa z Bogiem". W uznawanym za pierwsza w historii powieść graficzną (graphic novel) - niektórzy uważają, że niesłusznie - zbiorze znalazły się cztery historie, z trudem "przepchnięte" prze opór wydawców niewierzących w potencjalny sukces poważnych komisów. W 1983 r. powstał swoisty ciąg dalszy "relacji" z życia Bronksu - "Siła życiowa". I wreszcie, w połowie lat dziewięćdziesiątych ukazała się ostatnia część "Trylogii" - Dropsie Street.

Całość istotnie nie stanowi jednej historii fabularnej, a raczej zbiór wielu pomniejszych opowieści, o jednym głównym wspólnym i wielu pomniejszych mianownikach. Tym najważniejszym jest miejsce akcji - wyimaginowana ulica Dropsie Street i zlokalizowana przy niej kamienica pod numerem 55. Wszytko też kręci się wokół Żydów, spośród których wywodził się sam Eisner.

Warto tu zauważyć, o ileż "lżej" prezentują się historie powstające w czasach, kiedy nie obciążało tak silne ideologiczne zabarwienie, jakiego nabrałyby dziś. Co ciekawe, tematyka żydowska w kolejnych częściach jakby nieco słabnie i to chyba nie tylko za sprawą zmieniających się mieszkańców Dropsie. Być może samemu Eisnerowi też ciążył już powoli narastający harmider i zestaw skojarzeń, którego wolał uniknąć.

Trylogia mówi wszystko

Zebrane w jednym, obszernym woluminie opowiadania z trzech tomów budują przekrojowy, barwny i różnorodny obraz miejsca szczególnego. Nie tylko tętni ono bogatym życiem wewnętrznym, ale także, jakby w pomniejszeniu odzwierciedla ów słynny wielonarodowy tygiel, jakim są USA.

Pierwsza część to opowieść o ludziach i ich problemach, druga - o ludzkich losach w dobie Wielkiego Kryzysu, trzecia natomiast, to po prostu historia Dropsie Street - od początku jej istnienia, aż po współczesność.

"Umowę z Bogiem", najbardziej "żydowską" spośród wszystkich trzech, otwiera autobiograficzna refleksja - opowiadanie o pobożnym Frimme Hershu, który stracił dziecko. Uważa to za jednostronne złamanie umowy, którą, jak uważał zawarł ze stwórcą. To opowiadanie była swoistym, osobistym katharsis autora, którym rzuca on czytelnika od razu na głęboką wodę ludzkiej tragedii i rozpaczy, ogromnego życiowego sukcesu i takiej samej jegoż pustki. Dodatkowo, na zakończenie też nie "sprzedaje" jednoznacznych, łatwych odpowiedzi. Nikt tu ni pręży muskułów, nie ma uśmiechniętych superbohaterów, a jedynie refleksja nad życiem, przemijaniem i rzeczywistymi relacjami, jakie panują między stworzeniem a Stwórcą.

W kolejnych epizodach poznajemy losy (wspomnienia?) innych żydowskich rodzin egzystujących w kotle nowojorskiego Bronksu. Na początek spotykamy ulicznego śpiewaka, obdarzonego talentem, ale nie umiejącym podnieść się z rynsztoka. W konkluzji okazuje się degeneratem, który w czasie Wielkiego Kryzysu, porzuciwszy stałą posadę, zarabia w ten sposób na kolejnego kielicha, a nie na chleb dla rodziny.

Dalej do korowodu barwnych postaci dołącza postać ogólnie znienawidzona - stróż kamienicy, a wiec przedstawiciel głównego "wyzyskiwacza" - właściciela. Mieszkając w suterenie pędzi on podły żywot, którym rządza zwyrodniałe instynkty. Okazują się one słabością, przyprawiającą go o niebywałe kłopoty, a w ostateczności o śmierć.

Ostatnia historia "wywozi" czytelnika na wakacje. Przeżywane tam perypetie nie są niczym nadzwyczajnym - ot, miłostki, sercowe podboje, romanse i zdrady. Wszytko to jednak ukazane zostało z przymrużeniem oka, w ogólnie bardzo pozytywnej atmosferze. Pełno tu dziecięcych, pięknych i radosnych wspomnień z niewesołych przecież lat, które jednak z odległej perspektywy "zaróżowiły" się nieco. Widać wyraźnie, że Eisner wspomina tu swoje "cudowne lata", ale nie znaczy to, że ukazuje je z perspektywy dziecka. Przeciwnie wręcz, opowiada swoje historie jako pogodzony z życiem dojrzały człowiek, czerpiący z przeszłości sporą dozę ciepła i sentymentu, którymi zaprawia poszczególne historie. Z tej perspektywy sugeruje też dobitnie, że życie jest cenne i krótkie i dlatego trzeba się cieszyć jego pełnią, niemniej - czyniąc to roztropnie.

W dobie kryzysu

W podobnym tonie utrzymana jest także wymowa części drugiej. Jest ona najbardziej spójna, ale także nowatorska graficznie. Główną postacią "Siły życiowej" jest Jacob Shtarkah, człowiek o głębokim przeświadczeniu, iż został skrzywdzony przez życie, a jednocześnie wszędzie, wręcz nachalnie doszukujący się znaków, mających zachęcić go do pójścia naprzód, wbrew przeciwnościom. Takim symbolem staje się dla niego stworzenie powszechne na zbiedniałym już wówczas Bronksie - karaluch, którego uporczywa wola przetrwania staje się źródłem nowej fali życiowej siły. I rzeczywiście, egzystencja, która zdawałoby się, sięgnęła dna, nabiera odtąd zupełnie innych braw. Lekim na bezrobocie okazuje się zlecenie stolarskie od starego rabina i opieka roztaczana nad córką. To, co pozostaje zdestabilizowanie, to życie emocjonalne Jacoba. Mąci je zupełnie przyjazd jego dawnej miłości, z którą pragnie związać się na powrót, mimo ze minęło już trzydzieści lat, a każde z nich poszło inną życiową ścieżką. Shtarkah To znów figura będąca projekcja samego Eisnera.

Kontekst dla losów bohaterów stanowi tu nie tylko Bronx, ale szerzej - Nowy Jork czasów Wielkiego Kryzysu. Gospodarcza depresja buduje podatny grunt pod rozsiewany przez agitatorów socjalizm i komunizm. Ich "krzewiciele" nie cofają się przed niczym, aby tylko "zaszczepić" swe "idee" mieszkańcom. Agresywnych bojówkarzy ze związków zawodowych "wspierają merytorycznie" delegaci wprost z Moskwy. Niepokojące są też inne wieści dobiegające z Europy, przypływające wraz z uciekającymi Żydami - Niemcy i ich ukochany Adolf Hitler, rosnę w siłę. W tle, w zaułkach dzielnicy intensywnie rozwija swą działalność włoska mafia.

Świat żydowskiej rodziny omal nie "kończy się", jednak kiedy nowy wspólnik Jacoba - goj, oznajmia że chce ożenić się z jego córką. W tych, jakże naturalnych sytuacjach, nie ma krztyny apologii, jakiej mnóstwo będzie w młodszym o kilka lat "Mausie". Rodzina dla Eisnera, rodzina ze zwyczajnymi problemami i radościami, tak małymi, jak i wielkimi. Normalna, bliska sercu, każdego, kto musi zmagać się z e zwyczajnym życiem.

Poprzez dzieje

Księga trzecia, " Dropsie Avenue", jest najbardziej przekrojowa. Autor opowiadający o dziejach Dropie Street, o jej powstaniu, rozkwicie i upadku, traktuje wszystko z dystansem. Nie traci wszak ostrości spojrzenia i zrozumienia dla mechanizmów rządzących lokalną społecznością. Znakomicie ukazuje wszelkie zaszłości i nieporozumienia pomiędzy kolejnymi, napływającymi falami mieszkańców. To najczęściej imigranci tworzący narodowe enklawy, nieustannie skonfliktowane, ale niepotrafiące, albo raczej, niemogące wytworzyć samowystarczalnej wspólnoty, w tak dynamicznym otoczeniu. Zmieniają się więc ludzie i ich narodowości, kolor skóry i wyznanie, a problemy, z jakimi się borykają, wciąż pozostają takie same. Eisner wie, że "wszystko płynie", rodzi się, kwitnie i dogasa. Na swój sposób widzą to również mieszkańcy Dropsie, powtarzający cały czas tę prawdę - tak, kiedy sprowadzają się w to nowe dla nich miejsce, jak i wtedy, gdy przychodzi im opuścić okolice, zamieszkiwaną zwykle dość długo.

Inna prawda, jaką wyznają, mówi, że ludzie są esencja dzielnicy, która żyje, póki żyją oni i ich pamięć. Wiekowy już Eisner nie patrzy tu już w przód, ile raczej za siebie, już nie przeczuwając, a powoli wiedząc, że to właśnie pamięć potrafi unieśmiertelnić, jak i brak może skazać na całkowity niebyt. Z drugiej strony przy Dropsie zmieniają się czasy i bohaterowie, ale ulica pozostaje na swoim miejscu, nieważne czy królują na niej Włosi czy Irlandczycy, czy zamieszkują ją pobożni Żydzi czy podrzędni złodziejaszkowie. To spojrzenie przez pryzmat "niewzruszalności" miejsca, jest nieco przewrotne, wobec myśli, że ulicę tworzą ludzie. To właśnie oni przychodzą i odchodzą, a Dropsie przecież trwa.

Życie w wielu odcieniach

Choć Trylogia Eisnera jest komisem wydrukowanym w sepii na białym papierze, jest opowieścią niezwykle barwną. Każda jest inna, Tętni życiem, które relacjonuje, a w zwartej formie opowieści obrazkowej również podsumowuje i diagnozuje.

Z perspektywy komiksów współczesnych "Trylogia" prezentuje się "oldskulowo", ale to jednocześnie komiks poważny, który nie potrzebuje rysunkowych udziwnień, stawiający bardziej na przejrzysty, emocjonalny komunikat. W tej książce najważniejszy jest przekaz - jasny, uniwersalny, zrozumiały. A żeby to osiągnąć, dobrze użyć powszechnie akceptowanych juz środków. Mistrz jakby przewidział zresztą współczesne odczytania pisząc we wstępie dołączonym do wydania zbiorczego z 2005 r.: "Młodym, którzy pozostaną obojętni wobec tej historii, obiecuję, że poczeka ona aż skończą sześćdziesiąt jeden lat"

Eisner potrafił łączyć obraz i słowo w sposób perfekcyjny. Oczywiście, jeśli ktoś "przesiada" się na "Umowę" z "czystej" literatury, z pewnością będzie utyskiwał na skróty, choćby w dialogach, czy w narracji. Nie, komiks to z całą pewnością inny rodzaj sztuki, która wymaga osobnego odczytania. Kto wie, może nawet jest przez to bardziej wymagający od literatury, bowiem wyobraźnia czytelnika musi pracować bardzo intensywnie, aby wypełnić przestrzenie pomiędzy poszczególnymi kadrami. To jedyny wymóg niezbędny dla efektywnej lektury, bo o tym, że komiks może traktować o sprawach poważnych, Eisner udowodnił w swych historiach nader dobitnie.

Jakże szkoda, że nie ma go juz wśród nas...

Mistrzowie Komiksu - Exclusive - 11 - Umowa z Bogiem - trylogia

Scenariusz: Will Eisner
Rysunek: Will Eisner
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 1/2007
Rok wydania oryginału: 1978
Liczba stron: 520
Format: B5
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2858-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 99,99 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus