Recenzja komiksu "Biały koszmar. Szalony Erektoman"

Autor: Jerzy Szyłak
3 września 2008

Wydany przez Egmont album Moebiusa zabrał mnie w coś na kształt podróży sentymentalnej, gdyż odnalazłem w nim prace, z którymi spotykałem się w różnych publikacjach przez ostatnie dwadzieścia lat. Może nawet lepiej byłoby napisać, że są to prace, które poznałem dwadzieścia lat temu i które już wtedy były stare. Komiksy zebrane w zbiorze Biały koszmar. Szalony erektoman pochodzą bowiem z lat siedemdziesiątych, z czasów, gdy pojawienie się magazynu "Metal Hurlant" wyznaczyło twórcom komiksowym nową drogę: drogę polegającą na połączeniu undergroundowej poetyki z możliwościami mainstreamu (zarówno jeśli chodzi o techniki rysowania jak i techniki drukarskie). Były to zarazem czasy, gdy sam autor owych historyjek odkrył - przede wszystkim dla siebie, ale też dla zaskoczonych (i najczęściej: oczarowanych) czytelników nową drogę.

Jean Giraud przez całe lata rysował dla wydawnictwa Dargaud serial komiksowy Blueberry, u progu lat siedemdziesiątych zaczęły mu jednak dokuczać ograniczenia narzucane przez wydawcę i postanowił pod pseudonimem Moebius publikować komiksy bardziej niegrzeczne, oparte na swobodnych skojarzeniach i zabawach formą. A że był to czas ekspansji komiksów dla dorosłych, to także w komiksach Moebiusa pojawiło się sporo obyczajowej swobody.

W Białym koszmarze znalazły się przede wszystkim komiksy, które Giraud rysował do rozmaitych magazynów (m.in. "Pilote" i "Metal Hurlant") i jeśli tylko ktoś miałby na to ochotę, mógłby prześledzić na ich podstawie rozwój kreski Moebiusa - najstarsza z zamieszczonych w albumie historyjek nosi tytuł Artefakt i powstała w 1971 roku, najnowsza - Rock City - jest z 1979 roku. W tomie nie zostały one umieszczone w porządku chronologicznym, ale o czasie ich powstania (oraz miejscu pierwodruku) informuje umieszczona na stronie redakcyjnej nota, pełniąca zarazem funkcję spisu treści. W nocie tej nie znajdziemy jednak informacji o jednym komiksie, oryginalnie narysowanym jako samodzielna całość (po raz pierwszy zobaczyłem go jako graficzny dodatek do wywiadu z Moebiusem, opublikowanego w niemieckim magazynie "Schwer Metall", po raz drugi spotkałem się z nim w jednym z amerykańskich wydań komiksu Arzach), tu zaś dołączony do historyjki Szalony erektoman.

Niewątpliwie znalazły się w Białym koszmarze prace, które można uznać za wybór dobrze prezentujący czasopiśmienniczy dorobek Moebiusa. Są to małe arcydzieła, takie jak Biały koszmar czy Absoluten szczelny (przed laty zaprezentowany w Polsce w pierwszym i jedynym numerze magazynu "CDN" pod zupełnie innym tytułem), oraz Tarta z jabłkami - miniaturowa w formie, szalenie prowokująca opowieść o erotycznych fantazjach. Są tu komiksy pokazujące, jak Moebius opowiada samymi obrazkami (jeden przykład to - wymieniany już - Absoluten szczelny, drugi - Rock City). Są tu też historyjki bez tradycyjnej fabuły (co radykalniejsi krytycy powiedzieliby, że są one bez sensu), narysowane od niechcenia, jako typowe zapchajdziury, które w magazynie, gdzie były pierwotnie drukowane, dawały czytelnikowi chwilę na oddech lub bawiły taką czy inną asocjacją z pozostalymi komiksami tam drukowanymi, tu zaś sprawiają wrażenie umieszczonych trochę bez sensu. Jest wreszcie komiks opublikowany pierwotnie jako osobna (licząca 24 strony) broszurka, tu dodany na sam koniec, niejako na deser, potraktowany jednak zarówno przez autora koncepcji zbioru jak i przez tłumacza tak, że ów deser (mi przynajmniej) niezbyt smakuje.

Le bandard fou był kiedyś dwudziestoczterostronicowym komiksem, na którego pierwszej planszy znajdował się wpisany ręką Moebiusa tytuł i obrazek siedzącego człowieka patrzącego na swoją imponującą erekcję i mówiącego coś w rodzaju: "Och, nie! Tylko nie to"). Plansza ta w edycji albumowej zniknęła, a jedynym śladem po niej jest (ręcznie wpisana) numeracja kolejnych stron - łatwo zauważyć, ze zaczyna się ona od numeru 2. A skoro o numeracji plansz mowa, to warto zwrócić uwagę, że kolejnymi numerami zostały opatrzone jedynie plansze na stronach nieparzystych. Te opublikowane na stronach parzystych są w rzeczywistości zupełnie osobnym komiksem, który z Szalonym erektomanem ma wspólnego tylko autora.

Polski tytuł owego komiksu woła o pomstę do nieba i (choć nie znam francuskiego) jestem w stu procentach pewien, że z tytułem oryginalnym łączy go jedynie słowo "szalony". A moją pewność biorę stąd, że w języku polskim nie istnieje słowo "erektoman" (wiem, że istnieją neologizmy, ale w ich tworzeniu też wypada się kierować jakimiś zasadami lub choćby poczuciem przyzwoitości).

Biały koszmar. Szalony erektoman to niewątpliwie interesujący album, mogący być ozdobą każdej komiksowej kolekcji. Zdecydowanie jednak wyglądałby lepiej na półce kolekcjonera, gdyby wcześniej stanęły obok niego inne zbiory prac Moebiusa, zawierające te prace, które uczyniły go sławnym - takie jak Arzach, Czy człowiek jest dobry czy Ballada lub Oczy kota. Biały koszmar jest reedycją albumu wydanego przez oficynę Humanoides Associes w edycji, która docelowo ma obejmować wszystkie dzieła i dziełka Moebiusa, i adresowana jest do takich czytelników, którzy owe utwory (a przynajmniej ich część) już znają skądinąd. U nas takich czytelników jest jak na lekarstwo, a ktoś, dla kogo miałoby to być pierwsze spotkanie z krótkimi formami Moebiusa, zawartość albumu może być rozczarowująca. Pozostaje mieć nadzieję, że Egmont wyda jeszcze inne tomy zebranych prac twórcy Hermetycznego Garażu.

Mistrzowie Komiksu - Exclusive - 18 - Biały koszmar. Szalony Erektoman

Scenariusz: Moebius
Rysunek: Moebius
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2008
Tytuł oryginalny: Cauchemar Blanc. Le bandard fou
Wydawca oryginalny: Les Humanoïdes Associés
Liczba stron: 112
Format: A4
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2453-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 49 zł


blog comments powered by Disqus