Recenzja komiksu "Batman i Robin: Cudowny Chłopiec"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Sonia Miniewicz
22 lutego 2010

    Seria „All-stars” ze stajni Detective Comics przez wielu uważana jest za odpowiedź na świat „Ultimate” Marvela, co jest prawdą tylko do pewnego stopnia. Faktycznie, obie serie (póki co) postawiły sobie za cel przepisanie na nowo życiorysów ikon komiksu. Uniwersum „Ultimate” jest spójne, a każdy wątek przygód superbohatera A oddziałuje nieuchronnie na superbohatera B, biegającego na kartach zupełnie innej serii komiksowej. DC i ich „All-stars” nie dorobiło się jeszcze tylu tomów, co stosunkowo nowy pomysł Marvela, lecz już teraz można spokojnie stwierdzić, że kolejne komiksy będą od siebie mniej lub bardziej niezależne i nie stworzą ogromnego, spójnego świata. Zauważymy to chociażby biorąc do ręki „Batman i Robin, cudowny chłopiec”, autorstwa Franka Millera i Jima Lee. Przeczytamy bowiem na tylnej stronie okładki, że wspólne dzieło tuzów sztuki komiksu plasuje się gdzieś pomiędzy „Batman: Year One”, a „Powrotem mrocznego rycerza”.
    Jaki więc jest Batman w wieku „roku i pół”, jak nazywa go sam Miller? Bliżej mu do Franka Castle niż Bruce Wayne'a. O ile wcześniej stykaliśmy się z człowiekiem opętanym destrukcyjną żądzą samodzielnej naprawy świata, stale wojującego ze swoim wewnętrznym mrokiem, tak teraz zaproponowano czytelnikowi wizję o tyleż rewolucyjną, co nieprawdopodobną psychologicznie. „Batman i Robin...” jest swoistym „what if” Bruce Wayne postradał zmysły i stał się sadystycznym krzyżowcem o mentalności nastolatka z kompleksem narcyza. Miller jest jednocześnie scenarzystą niezwykle sprawnym i jego alternatywnej wizji Batmana nie można odmówić konsekwencji. Momentami wydaje się, że ubranie Człowieka Nietoperza w szatki zadufanego w sobie, nadętego sztywniaka, ma zacięcie parodystyczne, lecz Miller jest zbyt w swojej historii zachowawczy, by do takiego twierdzenia można było się jednoznacznie posunąć. Na korzyść scenarzysty świadczy fakt, że seria zaplanowana jest na kilka zeszytów i być może w nich Miller zagra w otwarte karty, zwłaszcza że większość wątków z omawianego tomu pozostaje niezawiązanych.
    „Batman i Robin, cudowny chłopiec” jest retellingiem jednej z kanonicznych historii uniwersum DC – zwerbowania Dicka Graysona na Robina. W tomie, wspaniale wydanym przez Egmont, relacja między dwunastolatkiem a Batmanem jedynie się zarysowuje, ale daleko jej do oklepanego motywu „mentor-uczeń”. Batman traktuje chłopca jako swoisty eksperyment, pozostawia na pastwę losu w Jaskini Nietoperzy, zmusza do trudnych wyborów, co niewątpliwie odbije się na, i tak już nadwyrężonej, psychice Graysona. Nie będzie daleki od prawdy wniosek, iż Robin jest antidotum Batmana na jego niestabilność emocjonalną, lekiem na postępującą izolację, co podkreśla wymowny, przepięknie wyrysowany ręką Jima Lee, ostatni kadr.
    By oddać mu sprawiedliwość, przyznać trzeba, że Lee w „Batmanie i Robinie...” wznosi się na wyżyny – znakomicie komponuje kadry, przypominające te filmowe, a dbałość o detale sprawia, że oko zawiesza się przez dobrych kilka chwil na pojedynczych rysunkach. Rysownik nie odmówił sobie przyjemności przemycenia kilka stereotypowych rozwiązań w postaci nieco tandetnej erotyki i łopatologicznego związku fizjonomii postaci z jej cechami wewnętrznymi, przez co od razu wiemy kto dobry, a kto zły. A jednak – takie rozwiązanie nie razi, wszak cały komiks utrzymany jest w dusznej atmosferze nieco naiwnego, czarnego kryminału.
    Młody Batman jest postacią niezwykle intrygującą, bowiem przez te kilkaset stron komiksu... trudno w niego uwierzyć. Paradoksalnie, oczekiwanie na kolejny tom jego zmagań z Robinem jest przez to jeszcze bardziej fascynujące, po zamknięciu komiksu przyjdzie zastanowić się czytelnikowi, na jakie tory Frank Miller rzuci Batmana. Być może tym razem ten geniusz komiksu nie olśnił tak, jak w przypadku „Sin City” czy „Powrotu Mrocznego Rycerza”, lecz z pewnością zaintrygował.

Mistrzowie Komiksu - Exclusive - 27 - Batman i Robin: Cudowny Chłopiec

Scenariusz: Frank Miller
Rysunek: Jim Lee, Scott Williams
Tłumaczenie: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 11/2009
Wydawca oryginalny: DC Comics
Liczba stron: 240
Format: 170x260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2585-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 89 zł


blog comments powered by Disqus