Recenzja komiksu "Monte Cassino: Maj 1944"

Autor: Tomasz Nowak
10 listopada 2009

www.gildia.pl
Monte Cassino - 1 - Maj 1944.
Dostępność: 24h
Cena: 22,50 zł 25,00 zł
dodaj do koszyka

Cassino dla komiksu

Wiele robi się ostatnio w historiografii i literaturze popularnej, aby odbrązowić nieco zmitologizowaną legendę Monte Cassino. Autorzy komiksu wydanego przez Pokolenie idą tą samą drogą, tyle że... w przeciwną stronę. Nie robią tego wszak bezzasadnie.

Komiks nawiązuje wprost do słynnego dzieła Melchiora Wańkowicza, które, jako stanowiące do dziś najbardziej wnikliwy opis całej bitwy, widzianej z różnych perspektyw, stało się kanwą scenariusza Zbigniewa Tomeckiego. Z tą jednak różnicą, że komiks będzie liczyć dwa, a nie trzy tomy. Publikację drugiego planuje się na rok 2010.

W pierwszym, młody porucznik Jakub Grębowski zostaje oddelegowany ze sztabu do "doglądania" znanego przedwojennego literata Wańkowicza, który pragnie sporządzić jak najdokładniejszy opis zmagań pod Monte Cassino. Nie robi tego wyłącznie z pobudek osobistych. Jest przekonany, że jego dzieło upamiętni w ten sposób czyn polskiego żołnierza na obczyźnie. Pokaże żołnierza, który jeszcze walczy, ale którego los został już przypieczętowany uściskami dłoni pomiędzy Churchillem, Roosveltem a Stalinem.

Zatem zarówno pod względem tła historycznego, jak i wydarzeń pola walki, to komiks do bólu wręcz realistyczny. Niestroniący od scen drastycznych, nie umacnia bohaterskiego "brązu" dumnych, dzielnych chłopców pędzących po wyczekiwane zwycięstwo, splendor i chwałę. Przedstawia natomiast codzienność brutalnych zmagań, niepewność słuszności podejmowanych decyzji, dramat.

Prawda we krwi

Na czym jednak polega owo "pójście pod prąd"? Ano, przy całej szczerości opowieści autorzy ukazują głębszy sens budowania legendy bitwy na wzgórzach Apeninów. Artykułuje go wprost postać samego Wańkowicza. To sens bardzo głęboki i równie dziś niemodny - patriotyczny - słowo brzmiące w niektórych kręgach niczym obelga.

Wejście wojsk gen. Andersa na Monte Cassino ukazuje się dziś jako zdobycie ruin klasztornych, częściowo opuszczonych przez Niemców. Taki obraz niestety, utrwala się w powszechnej świadomości. Twórcy komiksu udowadniają, że rzeczywistość tej bitwy była dużo bardziej złożona. Dość powiedzieć, że podczas krwawych zmagań w pierwszym tomie o wejściu do klasztoru nie ma jeszcze ani słowa!

Pewna słabość tego komiksu tkwi w rysunku. Mało "promocyjna" i wyrazista jest już sama okładka. I bardzo szkoda. Dalej także pojawiają się grzechy znane już z fragmentu zamieszczonego w antologii 11/11 - przesunięcia w planach, niezachowanie proporcji. Szkoda, że publikacja ta nie została przygotowana w kolorze. Czernie, reprodukowane na chłonnym papierze odbierają obrazom wyrazistości. Widać to zwłaszcza w scenach batalistycznych, rozgrywających się tak czy inaczej według pewnego "schematu" - przygotowanie, natarcie, zajęcie pozycji, odwrót. Kolor pomógłby niewątpliwe je rozróżnić, urozmaicić, nadać bardziej unikatowy charakter.

Problemów nastręcza też niekiedy kompozycja kadrów na stronie. Z jednej strony ciekawa, dynamiczna, w kilku miejscach sprawia wrażenie chaosu. Niezrozumiały pozostaje również klucz do zastosowanych stylów rysowania. O ile użycie odmiennych w przypadku zmiany czasu prezentowanych wydarzeń w poszczególnych scenach ma sens oczywisty, o tyle co wnosi zmiana w trakcie jednej akcji?

Ożywczy powiew

Wielkie brawa należą się natomiast twórcom za onomatopeje. I niech szczezną malkontenci! Takiego wyboru, różnorodności i nowatorskich form nie pamiętam z żadnej innej publikacji. Pośród ubożyzny wyświechtanych już "bum i "trach", wiele z zawartych tu propozycji brzmi niezwykle świeżo, wręcz odkrywczo!

Pośród wszelkich uwag, jakie można sformułować od adresem Monte Cassino, nie mogę zgodzić się z jednym, szerzonym na forach poglądem, że komiks ten powstał jako "laurka" na zamówienie. Album ten jest niezależną inicjatywą i jako taki trafiał w formie propozycji do różnych wydawców. Na przeszkodzie stawał wówczas zwykle profil oficyny, nieobejmujący komiksu, lub wymagania redaktorskie, na które autorzy nie chcieli przystać. Nie wierzę zatem, że nagle "zmienili front" i łagodnie podporządkowali się komuś innemu, czyniąc swą pracę propagandową tubą. Komiks historyczny to zawsze propaganda, ale w tym wypadku, myślę, wynikająca z potrzeby serca.

Monte Cassino okazało się wyzwaniem dla armii Andresa, ale okazuje się nim także dla twórców komiksu. Podjęli się zadania niełatwego, w sposób bardzo obszerny, a zważywszy, że komiks to medium, którego jedną z cech charakterystycznych jest skrótowość, to zadanie tym bardziej nie jest proste. Ostatecznie, tom pierwszy broni się scenariuszem, narracją poza- i wewnątrzkadrową, niezłymi dialogami, przypisami. Najsłabiej wypada niestety wspomniany rysunek, Nie jest zły, ale nie wystarczająco dobry. Widać niedostatki warsztatowe i to trochę mierzi. No, ale skoro to trening czyni mistrza, zanim ostatecznie zawyrokujemy o całości, zobaczmy najpierw tom drugi.

Monte Cassino - 1 - Maj 1944

Scenariusz: Zbigniew Tomecki
Rysunek: Gabriela Becla
Wydawnictwo: Stowarzyszenie Pokolenie
Rok wydania polskiego: 5/2009
Liczba stron: 124
Format: 210x290 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-928917-9-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 25 zł



blog comments powered by Disqus