Recenzja komiksu "Monte Cassino: Maj 1944"

Autor: Przemek Szymczak
22 grudnia 2009

Nie ma potrzeby, bym pisał czym było dla polskich żołnierzy Monte Cassino. Nazwę tę zna chyba każdy, podobnie jak każdy kojarzy Westerplatte, Grunwald, Somosierrę. To miejsce, które jest jednocześnie symbolem. Dlatego też sięgając po komiks podejmujący temat tej krwawej bitwy miałem dość poważne obawy. Nie potrzeba przecież wiele, żeby pisząc o tym temacie wpaść w ton zbyt patetyczny lub ulec pokusie mitologizowania.

Obawy okazały się płonne, a komiks rzeczywiście wart jest uwagi.

Choć Monte Cassino to historia opowiadana przez porucznika Jakuba Grebowskiego tak naprawdę komiks składa się z wielu opowieści, a postać głównego bohatera łączy je w jedną całość. Fabularnie zostało to rozwiązane bardzo ciekawie. Grebowski zostaje asystentem i, wbrew swojej woli, rodzajem cenzora dla Melchiora Wańkowicza, który zbiera materiały do swoich książek. Dzięki materiałom zebranym przez Wańkowicza główny bohater poznaje przebieg działań wojennych oraz, co najważniejsze dla tej opowieści, relacje poszczególnych żołnierzy.

Dlaczego najważniejsze? Ponieważ cały komiks na tych właśnie relacjach się opiera. Tutaj tkwi jego siła - pokazuje wojnę widzianą oczyma nie dowódców patrzących na mapy, ale żołnierzy biorących udział w walkach. Pokazuje prawdziwy strach i cierpienie, a każda z ofiar jest ginącym człowiekiem, a nie kolejnym numerem w statystykach. Ogromny nacisk w komiksie położony jest na pokazanie obrazu jak najbardziej zbliżonego do rzeczywistości. Służy temu dobór opisanych epizodów, wybór kadrów, wreszcie realistyczne, precyzyjne rysunki. Autorzy nie próbują stosować tego specyficznego rodzaju cenzury, który pojawia się bardzo często przy temacie wojny, a który polega na omijaniu bardziej drastycznych scen i tematów. Bitwa o Monte Cassino pokazana w kadrach komiksu pełna jest przekleństw, chaosu i rozerwanych ciał. Jest tak, jak w reportażach Wańkowicza - prawdziwie i bez ułagodzeń.

W ten sposób, paradoksalnie, omijając legendę i starający się pokazać tylko prawdę autorzy umacniają wizerunek bitwy o Monte Cassino jako niezwykłego momentu w naszej historii. Nie jest to jednak wymuszone, a co za tym idzie, może o wiele skuteczniej przekonać czytelnika. Ma on możliwość zinterpretowania faktów samemu - to właściwość, której przez długi czas brakowało wielu pozycjom o tematyce wojennej.

Wstęp do komiksu przygotował dr Zbigniew Wawer. Daje on czytelnikowi informacje historyczne niezbędne do zorientowania się w przebiegu bitwy. To bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ w samej treści komiksu ilość takich informacji jest mocno ograniczona, a nacisk położony jest na historie poszczególnych żołnierzy. Jednak już we wstępie pojawiają się pierwsze znaki czegoś, co staje się ciężarem podczas całej późniejszej lektury komiksu. Gdzie jest korekta? We wstępie brakuje przecinków, spacje wstawiane są w niewłaściwych miejscach, zdarzają się literówki. Dotyczy to również dalszych stron komiksu. Na jednej z nich pojawia się nawet rzecz niewybaczalna: błąd ortograficzny ("ewakułować"). Takie rzeczy zupełnie niepotrzebnie psują odbiór. A przecież jest to komiks, bardzo duża część narracji zawarta jest w obrazach, więc wykonanie właściwej korekty nie powinno nastręczać problemów.

Jako dzieło sztuki komiksowej Monte Cassino jest warte uwagi, ale nie wybitne. Zaczynając od pozytywów należy przede wszystkim wspomnieć o bardzo dobrym przygotowaniu rysowniczki do swojej pracy. W obrazkach widać niezwykle dokładnie oddane wszelkie detale, począwszy od siatek na hełmach, skończywszy na portretach postaci czy detalach czołgów i karabinów. Spodziewam się, że w poszukiwanie materiałów źródłowych włożone zostało wiele pracy, zakończonej, jak widać, całkowitym sukcesem.

Uwagę przyciąga graficzny układ kadrów na stronach. Stateczny w momentach spokoju, pozwalający skupić się na toczonych dyskusjach zamienia się w pełen dynamiki kontrolowany chaos w momencie, gdy autorzy przenoszą czytelnika w sam środek bitwy. Dynamiki dodają również onomatopeje, starannie wkomponowane w kadry.

Zdarzają się jednak momenty, gdy ten układ przeszkadza. Na kilku stronach zdarza się, że kadr, który powinien być przeczytany najpierw znajduje się po prawej stronie (nieznacznie wyżej) od tego, który - czytany jako drugi - narysowany jest po lewej. Taka sytuacja powoduje chwilową dezorientację i odrywa czytelnika od sceny, która właśnie się rozgrywa. A najczęściej przydarza się to w momentach akcji, gdzie pochłania się kadry wzrokiem szybko, w napięciu, jeden po drugim.

Komiks narysowany jest w czerni i bieli. Kolory są stonowane, nakładane z dużym wyczuciem. Obrazy są wyraźne, w czym pomagają pociągnięte ciemną linia kontury. Rysunki są poprawne. Jednakże siła czerni i bieli, która polega na kontraście nie jest tu w ogóle wykorzystana. Obrazy przypominają zdjęcia i, pomimo całej swojej dynamiki, pozostają podobne do siebie. Patrząc na stronę jako całość nie widzimy żadnych wyróżniających się szczegółów. Nie dla każdego będzie to wadą, w zamian bowiem otrzymujemy obrazki oddające szczegóły z fotograficzną niemal dokładnością.

Rzeczą, która mnie osobiście najbardziej przeszkadza w odbiorze tego komiksu jest kopiowanie rysunków na kolejnych kadrach. Podejście do takiego rozwiązania zależy, oczywiście, od indywidualnych preferencji i oczekiwań każdego z czytelników. Moim jednak zdaniem w momencie, gdy na trzech kolejnych kadrach widzimy to samo ujęcie, te same kreski, ze zmienionymi jedynie kilkoma szczegółami komiks traci dużo ze swojej dynamiki.

Na końcu trzeba jednak powiedzieć, że Monte Cassino jest komiksem dobrym. Głównymi jego zaletami są dobrze poprowadzona i "nie nadęta" fabuła oraz, pomimo moich powyższych uwag, rysunki. Przy pracach nad drugą częścią radziłbym przede wszystkim zwrócić uwagę na staranniejsze jego wydanie. Szkoda bowiem, by ten komiks, który jest bardzo ciekawym projektem, ucierpiał ze względu na błędy, których można było łatwo uniknąć.

Monte Cassino - 1 - Maj 1944

Scenariusz: Zbigniew Tomecki
Rysunek: Gabriela Becla
Wydawnictwo: Stowarzyszenie Pokolenie
Rok wydania polskiego: 5/2009
Liczba stron: 124
Format: 210x290 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-928917-9-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 25 zł


blog comments powered by Disqus