Nie spodziewaj się nadziei! – recenzja komiksu "Mroczna Wieża. Początek podróży"

Autor: Mirosław Skrzydło
14 listopada 2014

Dla tych, którzy czytali wcześniejsze tomy komiksowej serii Mroczna Wieża na podstawie kultowej sagi Stephena Kinga, balansującej na pograniczu dark fantasy i westernu, nie będzie zaskoczeniem fakt, iż Roland Deschain stracił całą swą rodzinę i przyjaciół, brutalnie zamordowanych przez armię Johna Farsona. Teraz pozostaje mu tylko jedno – odnalezienie tytułowej Mrocznej Wieży, która według przepowiedni ma zaprowadzić ład w upadłej baronii Gilead. Ostatni Rewolwerowiec wędruje śladami demonicznego Człowieka w czerni, znanego jako czarnoksiężnik Marten Broadcloak. Początek podróży stanowi nowy rozdział w życiu bohatera, przenosząc nas do dramatycznych wspomnień nieszczęśnika.

Minęło prawie dwanaście lat od druzgocącej klęski bliskich sojuszników Rolanda podczas świetnie zaprezentowanej we wcześniejszym tomie bitwy o Jericho Hill. Towarzyszący mu bracia krwi polegli w trakcie zasadzki zgotowanej przez mutanty posłuszne Farsonowi, a sam potomek rodu legendarnego Arthura Eldy zdołał szczęśliwie ujść z życiem. Ciała jego pobratymców spoczęły na stosie i zostały spalone. Roland mógł jedynie przyglądać się tej bezlitosnej rzezi na wieloletnich kamratach. Można powiedzieć, że razem z jego przyjaciółmi umarły w nim wyższe uczucia, a jego poczynaniami od tej pory kierowała wyłącznie chęć krwawej wendety. Ostatni Rewolwerowiec niczym zahipnotyzowany nieustannie podąża za Martenem, odwiedzając kolejne zdewastowane miasteczka, wyjałowione ziemie i zgliszcza dawnych, majestatycznych budowli. Spotyka na swej drodze przeklęte osoby naznaczone piętnem zarazy, które egzystująna owych iście piekielnych landach. W znajdującej się na totalnym pustkowiu chacie zaciekły wojownik odnajduje wychudzonego mężczyznę Browna i jego gadającego kruka Zoltana. Korzystając z gościnności, opowiada mu o swej przeszłości i przeznaczeniu.

Historia wygłaszana przez Rolanda rozpoczyna się w chwili zakończenia piątego tomu cyklu (Bitwa o Jericho Hill), precyzyjnie objaśniając sposób, w jaki rewolwerowiec zdołał przetrwać atak agresora. Dowiadujemy się, iż pogrom przeżyła również charyzmatyczna Aileen. Dziewczyna towarzyszyła młodzieńcowi w dalszej wędrówce, choć jej wątek został dość szybko zakończony. Z opowieści wyłania się dalszy obraz zniszczenia, upadku wszelkich ideałów i zezwierzęcenia ludzkich degeneratów. W asyście pociesznego, przypominającego oposa billy-bumblera, Roland powraca do ruin rodzinnego miasta, gdzie staje w szranki z legionem przeklętych, odstręczających swym paskudnym wyglądem, mutantów. Spotyka tam także ducha zdradliwego kucharza Haxa, by następnie udać się do miasta Kingstown i odnaleźć piękną dziewczynę, łudząco przypominającą jego młodzieńczą miłość, Susan Delgado.

Początek podróży pełni rolę bezbłędnie poprowadzonej opowieści szkatułkowej. Gawędziarski ton albumu sprzyja całej serii, gdyż możemy nie tylko poznać dalsze przygody Rolanda, ale przede wszystkim rozkoszować się epizodami z jego dziecięcych lat. Przyjemność sprawia przyglądanie się znanym z wcześniejszych zeszytów bohaterom w zupełnie innych pozach. Dwulicowy Marten przedstawiony jest jako lojalny doradca Stevena Deschaina, natomiast postawny nauczyciel Cort prezentuje swe młode, przystojne oblicze. Bardzo dobrze został ukazany wątek Aileen, choć wierni czytelnicy serii na pewno pragnęliby jej dłuższego pobytu w kolejnych rozdziałach. Emocjonująco wypada trwała więź Rolanda z wiernym billy-bumblerem i przejmujący finałowej znajomości.

Szósty tom komiksowej wersji Mrocznej Wieży pod względem graficznym nadal stoi na wysokim poziomie. Efektownie zilustrowany został dorosły Roland – jego zmęczona życiem twarz oraz przygarbiona sylwetka kowboja, idealnie współgrająz mizerną psychiką i osobowością. Tym razem za rysunki w duecie z Richardem Isanove odpowiada Sean Phillips (Fatale, Marvel Zombies), co w znacznym stopniu dodało serii kolorytu. Ilustracje w recenzowanym albumie charakteryzująsię niezwykłą dynamiką, precyzją i wyraźną posępnością. Nie do końca przekonujący jest wyłącznie wygląd niektórych mutantów, z którymi przyjdzie się zmierzyć bohaterowi w podziemiach Gilead. Mroczne, momentami pastelowe, komputerowo nałożone kolory i chwytliwe okładki poszczególnych zeszytów rekompensują jednak drobne niedociągnięcia graficzne.

Niniejszy komiks to kolejne zwycięstwo sił ciemności i zła w najczystszej postaci. Ostatni Rewolwerowiec ponownie musi poradzić sobie ze stratą bliskich jego sercu osób – kolejne śmierci, a także wiszące nad nim fatum, przemieniają go nieodwołalnie w bezlitosną bestięwyzutą z sumienia i litości. Mimo ciągłych poszukiwań upragnionej Mrocznej Wieży możemy śmiało powiedzieć: "Nie spodziewaj się nadziei, Rolandzie!"

Ocena: 8/10

Mroczna Wieża - 6 - Początek podróży

Scenariusz: Peter David, Robin Furth
Rysunek: Richard Isanove, Jae Lee
Szkic: Joe Quesada
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania polskiego: 10/2014
Tytuł oryginalny: The Dark Tower Graphic Novel 6: The Journey Begins
Wydawca oryginalny: Marvel Comics
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 136
Format: 175x265 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788378859659
Wydanie: I
Cena z okładki: 63 zł


blog comments powered by Disqus