"Mysia Straż. Zima 1152. Część 1 i 2" – recenzja komiksów

Autor: Maciej Jasiński
20 września 2017

Prawdziwa zima nadeszła pod koniec lata

Wydawnictwo Bum Projekt zaprezentowało polskim czytelnikom Mysią Straż po raz pierwszy w październiku 2014 roku. Kilka miesięcy później ukazała się druga część i na ponad dwa lata seria przeszła w stan hibernacji, co spowodowało wielki smutek wśród fanów. Dopiero we wrześniu tego roku na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi przygotowano ciąg dalszy cyklu. I to od razu aż dwa tomy!

W Zimie 1152 mamy do czynienia z bezpośrednią kontynuacją wątków, które David Petersen zaprezentował w "jesiennych" albumach. Wojna, jaka przetoczyła się przez Mysie Terytoria, sprawiła, że nie zdążono przygotować odpowiednio dużych zapasów żywności na zimę. Mieszkańcy Lockhaven, które jeszcze niedawno było oblegane przez buntowników, cierpią głód i chorują. Dlatego przywódczyni myszy Gwendolyn wysłała trzynaścioro najlepszych członków Mysiej Straży, aby wyruszyli do innych osad i zdobyli zapasy oraz lekarstwa.

Choć równolegle trwają trzy wyprawy, to tak naprawdę o dwóch dowiadujemy się ze skrótowych relacji, a obserwujemy tylko jedną, w której uczestniczą Strażnicy dobrze znani już z Jesieni 1152. Ta podróż oczywiście obfituje w niebezpieczeństwa, ale to także doskonała sposobność aby przybliżyć bohaterów, zaprezentować ich charakter oraz skrywane fakty z przeszłości. Strażnicy w czasie wyprawy dojrzewają, krzepną, budują relacje między sobą. Petersen wspaniale to wszystko przedstawił, niczym Tolkien we Władcy Pierścieni. Jest nawet motyw rozdzielenia się członków drużyny, które prowadzi do tego, że na barki jednej z myszy spada odpowiedzialność za los wszystkich mieszkańców Lockhaven.

Zresztą w tych zimowych dwóch tomach podobieństw do dzieł autora Hobbita jest więcej. Kolejne miejsca odwiedzane przez Strażników mają w sobie urok i tajemnicę lokacji ze Śródziemia. Zwłaszcza miasto Sprucetuck mieszczące się w ogromnym wydrążonym drzewie oraz Darkheather, które od razu przywodzi na myśl podziemia Morii. Nie można jednak zarzucić, że Petersen kopiuje. On z pewnych motywów obecnych w literaturze fantasy buduje swój świat i tka własną cudowną opowieść. I jest to historia niezwykle uniwersalna, którą zachwycać będą się zarówno dzieci, jak i dorośli czytelnicy.

 

Oprawa graficzna to prawdziwa uczta dla oczu. Cały album jest utrzymany w zimowym klimacie i pasującej do tego tonacji, a kadry i plansze malowane przez Petersena są po prostu piękne. Można je oglądać godzinami. Szczególne wrażenie robią sceny rozgrywające się w czasie śnieżnej zamieci, ale także mroczne podziemia mają wiele uroku, dzięki wprowadzeniu bogatych elementów architektonicznych.

Mysia Straż to niewątpliwie jedna z najlepszych i najładniej namalowanych serii, jakie ukazują się na polskim rynku. Szkoda, że na Zimę 1152 trzeba było czekać ponad dwa lata. Dobrze jednak, że gdy w końcu przyszła, to sypnęło śniegiem na całego. Jeśli ktoś nie zna tej serii, niech koniecznie kupi teraz komplet. Tych, którzy mają już dwa jesienne tomy, nie trzeba przekonywać do zakupu zimowych. Ja mam nadzieję, że jest szansa, aby w przyszłym roku ukazał się kolejny komiks z bogatego świata wykreowanego przez Petersena, za co bardzo już teraz trzymam kciuki.

Ocena: 9,5/10

Mysia Straż - 3 - Zima 1152 cz. 1

Scenariusz: David Petersen
Rysunek: David Petersen
Wydawnictwo: Bum Projekt
Rok wydania polskiego: 9/2017
Tytuł oryginalny: Mouse Guard: Winter 1152
Wydawca oryginalny: Archaia Studios Press
Rok wydania oryginału: 2008
Format: 200x200 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788394229443
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus