Recenzja komiksu "Nieskończoność” oraz tie-inów: "Avengers" i "New Avengers"

Autor: Jerzy Łanuszewski
9 grudnia 2016

Nieporadność

Przez kosmos prze gigantyczna flota starożytnej rasy Budowniczych, bez trudu niszcząca napotkane na swej drodze armie i podbijająca kolejne planety. Potężne kosmiczne cywilizacje – m. in. Kree, Skrulle, Brood i Shi'ar zawiązują sojusz, mający powstrzymać przybyszów. W skład sił sprzymierzonych wchodzą też najpotężniejsi ziemscy superbohaterowie. Z całego zamieszania korzysta Thanos – Szalony Tytan, pod nieobecność Avengers, stara się przeprowadzić pewną operację na Ziemi.

Na początku wypada zaznaczyć, że historia zawarta w samym albumie Nieskończoność to zaledwie część fabuły – nawet nie połowa. Żeby ogarnąć całość należy też zaopatrzyć się w czwarty tom cyklu Avengers i drugi New Avengers. A najlepiej sięgnąć także po wcześniejsze części tych serii. Przy taki podziale pojawia się pierwsza niedogodność – kolejne rozdziały następują naprzemiennie i żeby czytać wszystko we właściwym porządku, trzeba raz po raz zmieniać czytane albumy. Zbyt wygodne to nie jest. Ale trudno – byłoby to jak najbardziej do przełknięcia, gdyby Jonathan Hickman napisał porządną historię. Niestety, nie zrobił tego.

Nieskończoność może służyć jako podręcznikowy przykład jak zmarnować całkiem nieźle rokujący pomysł. Bardzo cenię Hickmana – jego serie tworzone dla Image (np. East of West lub Manhattan Projects) to świetne komiksy, znakomicie napisane, wypełnione masą świetnych konceptów. Spodziewałem się, że w Marvelu pokaże część swoich umiejętności. Początkowo tak było. W poprzedzających wydarzenia komiksach z serii Avengers i New Avengers, pisarz umiejętnie prowadził narrację, równoważąc spektakularne wydarzenia bardziej stonowanymi scenami i rozpoczynając kilka interesujących wątków. W zwieńczeniu zupełnie porzucił ten sposób opowiadania, nie wykorzystał wcześniejszych motywów, a jedynie zarzucił czytelników masą wybuchów i bijatyk, nie dając właściwie niczego więcej.

W całej historii koszmarnie brakuje napięcia – nagromadzenie postaci (z czego większość nie ma tu większego celu i właściwie robi tylko za statystów) oraz powtarzalność kolejnych starć wprowadzają do komiksu nudę, sprawiając, że Nieskończoność jest naprawdę mało emocjonującym komiksem. Ani przez moment nie czuje się, że bohaterowie mogą w jakikolwiek sposób ucierpieć (bo ich przegrana z oczywistych względów nie wchodzi w grę) – dramaturgia tutaj po prostu nie istnieje.

Komiks Hickmana to spora rzecz (recenzowane tomy mają dobrze ponad 500 stron), siłą rzeczy dzieje się dużo. Niestety, większość tego miejsca zajmują bezsensowne mordobicia. Bohaterowie biją się, układają banalne plany dalszych starć, biją się, a potem jeszcze trochę się biją. Wprawdzie znalazły się też bardziej zajmujące fragmenty – najlepiej wypadają te poświęcone Inhumans i Czarnej Panterze – jednak to tylko część tej fabuły, cała reszta skutecznie je przysłania.

Rysunki we wszystkich tych albumach są po marvelowsku porządne, choć też nie będące niczym specjalnym wśród innych produkcji głównego nurtu. Wprawdzie widać, że Leinil Francis Yu wyraźnie tu przoduje, ale pozostali artyści (Jim Cheung, Jerome Opena, Dustin Weaver, Mike Deodato) radzą sobie prawie tak samo dobrze. Wszyscy ci twórcy od dawna siedzą w branży i doskonale wiedzą jak przedstawiać spektakularne starcia oraz herosów okładających się pięściami. Pod tym względem niewiele można Nieskończoności zarzucić. To solidna, rzemieślnicza robota, nie zgłaszająca pretensji do bycia czymkolwiek więcej. Jedynym poważniejszym minusem jest zbytnie zagęszczenie niektórych scen – natłok postaci na kadrach miejscami wywołuje klaustrofobię.

Nieskończoność obiecywała wiele, jednak na obietnicach się skończyło. Hickman wyraźnie nie miał pomysłu jak zakończyć swoją fabułę – poszedł po linii najmniejszego oporu, fundując czytelnikom tradycyjną bijatykę. Fanatyczni fani Marvela oraz kompleciści pewnie i tak kupią, ale wszyscy inni mogą sobie spokojnie darować.

Nieskończoność

Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunek: Jim Cheung, Jerome Opena, Dustin Weaver
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2016
Wydawca oryginalny: Marvel Comics
Liczba stron: 216
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788328116771
Wydanie: I
Cena z okładki: 69,99 zł


blog comments powered by Disqus