Hymn o bogu ekologów? - recenzja komiksu "Noe: Za niegodziwość ludzi"

Autor: Tomasz Nowak
27 listopada 2013

Człowiek to istota ze wszech miar niezwykła. Niechętnie uznaje zwierzchności, ale z upodobaniem widzi w sobie ofiarę. Kiedy czegoś nie rozumie, przykłada własną wagę i wyjaśnia po swojemu. A że jest w swym pojmowaniu mały (czego oczywiście również nie uznaje) jego wyjaśnienia są zwykle błahe. Sztuką jest wyjść poza ten atawistyczny prymitywizm. I autorom kwadrylogii Noe w jej pierwszym tomie póki co to się udaje.

Wiele komiksów traktujących o ludzkiej kondycji skupia się ostatnimi laty na bardzo chodliwym temacie – zagładzie świata ludzkimi rękami. Najwyższym dobrem wydaje się wówczas usunięcie przyczyny zarazy, a więc człowieka, z powierzchni ziemi. Ale przecież już tak raz się zdarzyło. Dlaczego więc nie odwołać się do powszechnie znanej historii? Taki też oto radykalnie ekologiczny wydźwięk ma album autorstwa Aronofsky'ego, Handela i Henrichona.

Ich opowieść zaczyna się do bólu sztampowo. Bóg "jak zwykle" porzucił człowieka, albo lepiej: "nie istnieje". Z tej okazji małostkowi ludzie chętnie wytępią się sami. Byt codzienny, który uczynili na własną modłę, stał się okrutny, a jedyny sprawiedliwy, Noe, musi zabijać, aby przetrwać w wysuszonym, pozbawionym wody świecie. I kiedy już wydaje się, że dalej akcja potoczy się wedle ustalonego schematu (serią przypadków Noe zrobi, co zrobił, itp.), wkracza w nią na szczęście wyobraźnia twórców.

Obraz przedpotopowej rzeczywistości wykreowany przez Henrichona bliski jest apokaliptycznym wizjom postatomowym. Nie tylko pod względem kolorystyki. Jego miasta, ich mieszkańcy, zwierzęta przypominają inne, dobrze znane wizje degeneracji, noszącej jednocześnie znamię ostateczności. Z drugiej strony to istoty "zapomniane przez historię" (choć wymieniane w Biblii), jak mityczni strażnicy-olbrzymy.

W opozycji do tej kreacji stają wizje świata po wielkim deszczu. W tomie pierwszym pojawiają się one tylko wyrywkowo, w widzeniach Noego. odmienność plansz zbudowanych na pozornie prostym kontraście barw zimnych i ciepłych daje trochę wytchnienia, poszerza perspektywę, pobudza wyobraźnię. To bardzo ważne, gdyż cała ta opowieść opiera się właśnie na obrazie w znacznie większej mierze, niż na słowie.

Świat przed i po potopie jest (będzie) zatem inny. To interesujący dyskurs. Najciekawsza w nim jest sama postać Noego. Bliski Thorgalowi w poglądach i wartościach, jedyny "dobry człowiek" nie jest "dzieckiem z gwiazd", a nieodrodnym synem tej Ziemi. Choć naznaczony piętnem "maga", z rodu z tradycjami w tym względzie, nie wyczekuje od Boga szczególnej misji. Chce raczej pędzić zwykłe życie, co nie będzie mu dane. Stanie bowiem przed dobrze znanym z praktyki świętych dylematem: pójść za natarczywym powołaniem czy zaprzeć się i przeciwstawić? I czy w ogóle jest w stanie to uczynić? Co w tej kwestii zależy tak naprawdę od niego? Odpowiedzi mogą wydać się proste jedynie ex post.

A jeśli kogoś wzburzy ta wizja, warto by zastanowił się czy rzeczywiście Aronofsky i Handel tak daleko odbiegli w niej od biblijnego puryzmu? Wszak mowa o świecie tak zdeprawowanym, ze Bóg postanowił go zniszczyć. Za niegodziwość ludzi właśnie...

Nie wiadomo, jaka będzie konkluzja całej serii – modernistyczna, (po)nowoczesna czy "racjonalna" czy ekologiczna. Póki co zmierza ona raczej w stronę ideowej fikcji, a to wyraźnie jej służy. Ot, świeże tchnienie, które pobudza do głębszego zastanowienia.

Noe - 1 - Za niegodziwość ludzi

Scenariusz: Darren Aronofsky, Ari Handel
Rysunek: Niko Henrichon
Kolor: Niko Henrichon
Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania polskiego: 10/2013
Tytuł oryginalny: Noé: Pour la cruauté des hommes
Wydawca oryginalny: Lombard
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 72
Format: 210x270 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-7924-080-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 36,90 zł



blog comments powered by Disqus