Recenzja komiksu "Nigdziebądź"

Autor: Jax
31 stycznia 2007

Oto idealny przykład oddania dobrego materiału na komiks (książki Gaimana w tym przypadku) amerykańskim wyrobnikom, którzy - wg oczekiwań - postąpili zgodnie z zasadą 'co by tu jeszcze spieprzyć, panowie'.
Scenariusz jest dość poprawny, ale pozbawiony emocji, suspensu, ciekawej narracji. To, że komiks czyta się zupełnie dobrze i przyjemnie, to tylko i wyłącznie zasługa materiału wejściowego. Po prostu książka Gaimana jest na tyle dobra, że niełatwo całkowicie położyć scenariusz budowany na jej podstawie.
Carey mógłby buty czyścić europejskim twórcom - już Hermann, Bilal, Van Hamme i inni pokazaliby mu jak budować dramaturgię, tworzyć 'cliff-hanger-y', precyzyjnie posługiwać się narracją. Ale co tam - zamiast powierzyć ten scenariusz Europejczykom, to wpadł on w szpony tego amerykańskiego wyrobnika...

Jeśli chodzi o rysunek, jest tragicznie. Tu też prosi się o rysunek ze szkoły europejskiej. A tak dostajemy bazgroły Fabry'ego stanowiące esencję mainstreamowego kiczu i chały made in USA. Rysunki nie budują nastroju, są potwornie nudne, mało pomysłowe i rzemieślnicze. Może nadają się do superbohaterskiej tandety, ale nie do materiału komiksowego z klasą.
Fabry w wielu miejscach popisuje się też nieudolnością (np. totalnie nie potrafi pokazać że tłum kogoś popchnął i ten ktoś oddzielił się w ten sposób od innych osób - ta scena ze str. 111 jest *absolutną* kwintesencją jego nieporadności. Przykładów jest oczywiście znacznie więcej). Rysunek nie współgra z narracją (często nie pokazuje/akcentuje tego o czym mówią didaskalia), nie mówiąc zupełnie o tym, że jej nie tworzy (niemal zero pomysłów na gesty/sceny/pozy pomagające budować narrację). Wyjątek stanowi przedstawienie pary psychopatów: Vandemara i Croupa. W tym przypadku rzeczywiście pomysłów na miny, gesty itp. jest sporo i są to pomysły bardzo trafione.
Inna sprawa to, że rysunek ma w nosie opisowe didaskalia i nie przedstawia tego co zostało opisane, tylko pokazuje coś innego (np. 'parujące boki konia' na rysunku bynajmniej nie parują. Innych przykładów jest pod dostatkiem). Najwyraźniej Fabry nie umie narysować albo olewa to o czym mówią didaskalia. Wykazuje się też totalnym brakiem finezji, gdy rysunkiem ma przedstawić np. 'coś utkane z cieni i zabójczego smrodu' a przedstawia banalnego, materialnego potwora. W każdej takiej sytuacji wymagającej pomysłu na rysunek, jego polotu czy też zbudowania poprzez niego napięcia czy klimatu, Fabry zawodzi na całej linii. To rzemieślnik - i do tego marny, oj marny.

Poziom wydania EGMONTU to KOLEJNY SKANDAL z udziałem tej firmy - CIĄGLE I CIĄGLE powtarza się W NIESKOŃCZONOŚĆ ten sam problem: rozmycie, brak ostrości pewnej ilości stron. Strony dotknięte tą przypadłością wyglądają na losowe. Najśmieszniejsze, że ten totalny kretynizm i amatorka dotyczy szczególnie pozycji wydawanych w ramach tzw. Mistrzów Komiksu. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!

'Nigdziebądź' to komiks, którego lektura mimo wszystko sprawia niemałą przyjemność. Ale zasługa to powieści Gaimana a nie nieudolnych jej adaptatorów do komiksowej formy. Gdyby zadanie to zlecono Europejczykom efekt byłby zapewne mistrzowski. Tak subtelna fabuła błaga wręcz o podejście: nie rzucajcie mnie tępogłowym amerykańskim wyrobnikom tylko europejskim twórcom na poziomie! Ale cóż - nie tylko amerykańscy wyrobnicy są tępogłowi, najwyraźniej dotyczy to też amerykańskich wydawców (choć z komercyjnego punktu widzenia to tępi oni nie są) czy też niekoniecznie amerykańskich (ale tworzących na amerykański rynek) twórców...

Obrazy Grozy - 3 - Nigdziebądź

Scenariusz: Mike Carey
Rysunek: Glenn Fabry
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 12/2006
Tytuł oryginalny: Neil Gaiman's Neverwhere
Wydawca oryginalny: DC Comics
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 224
Format: B5
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN: 83-237-2824-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 79 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus