Posłowie do komiksu "Amerykański wampir" (Scott Snyder)

Autor: materiały prasowe
4 kwietnia 2011

Posłowie

Dziewiętnastego stycznia tego roku dostałem e-mail od Rafaela Albuquerque. Zawahałem się, czy go otworzyć. Mail miał załącznik, co było zupełnie oczywiste - tkwiliśmy akurat po uszy w numerze drugim i Rafa cały miesiąc przesyłał mi kolejne strony. Mój niepokój wzbudził temat e-maila:

"Jest wolny!"

Nie musiałem sprawdzać załącznika, by wiedzieć, którą stronę otrzymałem. Trzydziestą dziewiątą, całostronicowy rysunek ukazujący Skinnera wyrywającego się z zalanej wodą trumny i wyszczerzonego w uśmiechu w wodnistej ciemności, podczas gdy nieszczęsny nurek cofa się ze zgrozą. Skinnera wyzwolonego, głodnego i zmierzającego na powierzchnię.

Naprawdę wahałem się chwilę, nim otworzyłem przesyłkę. Przede wszystkim czułem podniecenie - wiedziałem, że rysunek Rafy (podobnie jak wszystkie inne) będzie lepszy niż cokolwiek, co sobie wyobraziłem. I co więcej, nie mogłem się doczekać chwili, gdy ujrzę Skinnera odrodzonego w roli amerykańskiego wampira, kiedy poznam go zupełnie na nowo.

Lecz trochę także się bałem - zobaczyć Skinnera i spojrzeć mu prosto w żółte oczy.

Bo prawda jest taka, że wymyśliłem Skinnera Sweeta - wampira banitę, wyposażonego w zupełnie nowe moce i słabości - bardzo dawno temu. Nie zaledwie rok czy dwa, ale kilkanaście lat temu. Kiedy przeglądam notatniki z roku 2003, a nawet z 2002, znajduję wzmianki o nim, szkice i mroczne, zabawne szczegóły. Zazwyczaj, kiedy przychodzi mi coś do głowy, całkiem nieźle radzę sobie z przelaniem tego na papier. Nie jestem autorem, który długo nosi sie z pomysłami. Kiedy coś mnie fascynuje, mogę poświęcić pewien czas na rozwijanie koncepcji, nim rzucę się na głęboką wodę, ale to kwestia tygodni, nie miesięcy, a już z pewnością nie lat.

Owszem, tamtego dnia nieco się bałem spotkania ze Skinnerem. Bo to wyłącznie moja wina, że tak długo tkwił w zamknięciu. Jasne, Book, Felix i cała banda (a także wampir Percy) może i go pokonali, ale jeśli ktokolwiek odpowiadał za to, że tkwił uwięziony w mrocznej głębi, w której żyją niezrealizowane pomysły, to właśnie ja.

Dlaczego zatem to zrobiłem? Czemu już wcześniej nie uwolniłem go z wodnego grobu? Przysięgam na Elvisa, że próbowałem. Myślałem, by przedstawić dzieje Skinnera, najpierw w formie scenariusza, później powieści. Lecz to nie miało sensu... ponieważ ta historia była zbyt wielka, zbyt bogata. I tak Skinner pozostawał w otchłani i czekał, czekał... Aż pewnego dnia późnym latem 2008 roku, po napisaniu paru pojedynczych zeszytów, miałem okazję sprzedać Markowi Doyle z Vertigo pomysł oryginalnego projektu. I kiedy się to stało praktycznie usłyszałem, jak Skinner miota się w trumnie i szykuje do otwarcia wieka. Bo siedząc naprzeciw Marka w pizzerii wiedziałem, że w końcu znalazłem właściwe medium: historię Skinnera dało się opowiedzieć wyłącznie jako komiks.

Nie mogłem jednak zrobić tego sam. Poszczucie Skinnera na ten świat to zasługa całej grupy osób - i jestem głęboko wdzięczny mojej własnej potwornej bandzie: Rafaelowi, Markowi i Steve'owi. Mark od pierwszego dnia wierzył w naszą serię. Rafael... Co jeszcze można powiedzieć o Rafaelu oprócz tego, że to rysownik, z jakim zawsze chciałem pracować. Jest błyskotliwy, nieugięty i całkowicie zaangażowany w naszą serię. Niesamowity Dave McCaig przydaje rysunkom Rafy porywających barw. Steve Wands jest świetnym liternikiem. Will Dennis to najlepszy "facet za kulisami" w świecie komiksu. I chrzestna matka naszej bandy, cudownie lojalna i pokręcona Karen Berger, która zachęcała nas, abyśmy robili z naszymi postaciami wszystko, co najlepsze (a tym samym najgorsze).

I Steve King... W tej chwili na moim biurku leży wstęp Steve'a do tego wydania. Nie czytałem go jeszcze (czy wy przeczytalibyście wstęp Stephena Kinga, gdybyście mieli napisać posłowie?), lecz jednego jestem pewien, z całą pewnością okaże się w nim stanowczo zbyt skromny. Bo prawda jest taka, że nim pojawił się Steve, Skinner był jedynie pomysłem w mojej głowie, szkicem, zapiskami w notesie. To Steve powołał go na tych stronach do tryskającego energią, upiornego życia. Postać Skinnera tak wiele mu zawdzięcza - swą charyzmę, czyste zło i skrywaną przeszłość. Ale dodał też mnóstwo do historii Pearl, innych bohaterów, którzy jeszcze się nie pojawili i całej mitologii amerykańskiego wampira. Ta seria - nie tylko niniejszy tom, lecz cała seria - jest nieskończenie lepsza dzięki jego udziałowi. Zatem wielkie dzięki, wujku Steve, za kawał dobrej roboty.

Oczywiście w końcu otworzyłem stronę 31. I owszem, na widok zimnych jasnych oczu Skinnera poczułem lekki dreszcz. Mam jednak nadzieję, że kryła się w nich także choćby odrobina wdzięczności, bo uważam, że czekając na szansę opowiedzenia tej historii w postaci komiksu - w dodatku w Vertigo - dobrze się spisaliśmy.

Bo choć jego historia to opowieść o pierwszym amerykańskim wampirze, to także opowieść o nas, Amerykanach, o tym, co czyni nas groźnymi i godnymi podziwu, potwornymi i bohaterskimi. To niezwykle rozbudowana saga, większa niż sam Skinner Sweet (przykro mi, Skinner), i prawda jest taka, że dopiero się rozgrzewamy. Następny cykl zawiedzie nas do Las Vegas w latach trzydziestych, potem pojawi się zamęt lat czterdziestych i wielka wojna... Przyjrzymy się też uważnie pochodzeniu, prześledzimy historię stosunków ludzko-wampirzych, a także ewolucję samych wampirów, odkryjemy nowe gatunki, starożytne i współczesne i dowiemy się więcej o zabójczych konfliktach w szeregach wampirów.

Podsumowując, oto historia, którą zawsze chciałem opowiedzieć. I tak właśnie winna być opowiedziana.

Zatem, jak mawia Skinner... No to ruszamy.

Scott Snyder

Maj 2010 r.

Obrazy Grozy - 15 - Amerykański wampir

Scenariusz: Stephen King, Scott Snyder
Rysunek: Rafael Albuquerque
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2011
Tytuł oryginalny: American Vampire
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 200
Format: 170x260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788323746744
Wydanie: I
Cena z okładki: 89,99 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus