Podróż smokiem w absurd – recenzja komiksu "Podróż smokiem Diplodokiem"

Autor: Oliwia Ziębińska
Korekta: Jerzy Łanuszewski
6 marca 2016

www.gildia.pl
Podróż smokiem Diplodokiem - (wyd. IV).
Dostępność: 1 tydzień
Cena: 45,00 zł 49,99 zł
dodaj do koszyka

Czytanie komiksów Tadeusza Baranowskiego jest tak wielowymiarowe, że nie wiem od czego zacząć. Będę wymieniać w kolejności przypadkowej, wprost proporcjonalnie do przyjemnego chaosu, jaki zrodziła w mojej głowie lektura albumu Podróż smokiem Diplodokiem. Na początek krótki zarys fabuły:

Oto lord Hokus Pokus wygrywa główną nagrodę w konkursie dla czarnoksiężników. Wracając z bibki, rozochocony i dumny snuje plany przejęcia miejsca autora książeczki oraz wymyślania historii samemu. Co robi autor, nieodmiennie występujący w swoich komiksach Tadeusz Baranowski? Zsyła na czarnoksiężnika smoka Diplodoka. Smok ma wyjątkowe umiejętności przenoszenia się w czasie i przestrzeni, co koniec końców musi prowadzić do różnych dziwnych zdarzeń. Na drugim planie pojawia się między innymi profesorek Nerwosolek, jego nieoceniona pomoc – Entomologia, marudny krasnal, dinozaury i król Figli Migli. Brzmi dobrze? Dalej jest jeszcze lepiej.

Już od początku bawi nas wspomniana wyżej interakcja miedzy narysowanymi postaciami komiksu a autorem. Podczas gdy twórca traktuje swoich bohaterów z dużym dystansem, oni mają go za szpiega, który nieustannie im się przygląda – "Uważaj bo autor usłyszy". Takie właśnie wyśmienite poczucie humoru jest motorem dzieł Baranowskiego. Poziom absurdu mógłby być mierzony absurdometrem, skonstruowanym przez profesora T. Alenta (bohater Tytusa, Romka i A’tomka Papcia Chmiela). Absurdometr prawdopodobnie osiągnąłby zenit przy okazji wcześniejszych albumów autora – Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa czy Skąd się bierze woda sodowa. Tutaj pokazuje mniej absurohihów na minutę, ale i tak osiąga dobre rezultaty.

Warstwa językowa jest u Baranowskiego najważniejszym tworzywem humoru. Urzeka na przykład scena w której lord Hokus Pokus ostrzega Babę Jagę przed Jasiem i Małgosią. Co ważne, autor nie bombarduje nas żarcikami, nie wprowadza tanich sztuczek. Wszystko jest językowo bardzo smaczne, a co najważniejsze, wypoziomowane zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Jak scena w której Hokus Pokus zamienia Tyranozaura w mysz pyszniąc się: "Tym sposobem dałem początek ssakom na naszej planecie",  co Diplodok kwituje sarkastycznie: "Prawdę mówiąc, nie ma się z czego cieszyć". Dialogi nie kończą się na żartach. Jest coś staromodnie pięknego w sposobie w jaki bohaterowie zwracają się do siebie. Per Diplodoku, per Lordzie – "Nad czym tak rozmyślasz drogi Diplodoku?". Nie ma zbędnych "gadżetów" językowych, używanie starszego słownictwa ("nieszczęsny" zamiast "biedny"), nie trąci myszką, przeciwnie, dodaje postaciom nutki melancholii i szlachetności.

Przepiękna forma graficzna dopełnia wysmakowany świat przygody. Geometryczne krainy Baranowskiego pobudzą wyobraźnię nawet najodporniejszych osobników. Autor, i dzięki mu za to, nie boi się kolorów. Im żywsze tym lepsze. Jesteśmy w samym środku niesamowitej scenografii, przeżywamy właśnie szaloną przygodę i nic nie ogranicza naszej wyobraźni. Utkane z pstrokatych kadrów krainy w Podróż smokiem diplodokiem mogą istnieć w przeszłości, w przyszłości, a nawet równolegle. Dinozaury, krasnoludki, figle migle i karykaturalne postaci – trudno w ogóle powiedzieć czy to jeszcze jest ziemia czy jakiś równoległy wymiar. Istotne jest to, że ani warstwa graficzna nie góruje nad językową ani na odwrót, po prostu się dopełniają i współpracują.  Czytelnik, nie ma wyjścia, musi wejść w wydarzenia jak w masło (ups, muszę uważać co mówię, patrz strona 55).

Wiele ostatnio ukazuje się w Polsce wznowień i antologii polskiej klasyki komiksowej. Oceniam tą tendencję pozytywnie, niemniej wartość sporej części tych dzieł pozostaje w wymiarze nostalgicznym czy kolekcjonerskim. Z Baranowskim jest inaczej i to chyba świadczy o geniuszu jego komiksów. Nie dość, że w ogóle się nie zestarzały, to nadal wyprzedzają większość komiksów dla dzieci i młodzieży ukazujących się obecnie. Być może fakt, że autor nie pokusił się o odniesienia do świata realnego, o podwójne sensy związane z czasem, w którym tworzył, sprawił, że nie można ich przypisać do jednej tylko epoki. Nic u artysty nie jest ani przewidywalne ani sztampowe. Historie są szalone i choć gdzieś na dnie leży morał to trudno właściwie powiedzieć jaki.

Na koniec wspomnę, że powstaje właśnie animowana wersja komiksów Baranowskiego. Szykuje się wielka uczta dla jego fanów i nie tylko. Choć smuci fakt, że autorzy zrezygnowali z absurdalnej warstwy językowej w obawie, że nie będzie ona przetłumaczalna na inne języki (co uważam za zbyt duże uproszczenie, bo jednak wiele podwójnych sensów jest międzynarodowych), to jednak fakt iż zajęli się tym najlepsi obecnie polscy komiksiarze daje nadzieję, że narodzi się dzieło godne oryginału.

Podróż smokiem Diplodokiem - (wyd. IV)

Scenariusz: Tadeusz Baranowski
Rysunek: Tadeusz Baranowski
Wydawnictwo: Ongrys
Rok wydania polskiego: 7/2015
Liczba stron: 80
Format: 220x295 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788361596646
Wydanie: IV
Cena z okładki: 49,99 zł


blog comments powered by Disqus