Rydwan super herosów - recenzja komiksu "Przedwieczni"

Autor: Mirosław Skrzydło
16 marca 2010

Neil Gaiman uchodzi za jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy science-fiction i urban fantasy, którego dzieła (m.in. Amerykańscy Bogowie, czy Nigdziebądź) świetnie wkomponowują się w nurt literatury postmodernistycznej. Jeśli chodzi o jego romans z komiksem to zaczął się on od wciągającej opowieści o tajemniczym kręgarzu Drastyczne przypadki (1987), a szczególnie od błyskotliwej, wielokrotnie nagradzanej serii Sandman (1988). Jak na tle wcześniejszych komiksowych dokonań, prezentuje się jedno z jego ostatnich dzieci - Przedwieczni?

Jack Kirby - postać bezsprzecznie legendarna wśród fanów opowieści rysunkowych (maczał swe artystyczne palce w tworzeniu wielu ikon Marvela i był stałym współpracownikiem Stana Lee), wyznaczał nowe kanony w komiksach z nieskazitelnymi superbohaterami w jarmarcznych trykotach. Dla wielbicieli Spidermana, Iron Mana i pozostałych manów był kimś na wzór Alberto Uderzo dla miłośników francuskiej, komiksowej groteski. W 1976 stworzył on przejmującą serię przygód pozaziemskich istot o iście boskich mocach; herosów napiętnowanych paletą zupełnie ludzkich lęków, pragnień i cierpień. Dużą rolę w jego dziele odegrała pseudonaukowa książka, przeklętego przez profesorską brać Ericha von Daenikena (wysoce kontrowersyjny Rydwan Bogów). To właśnie tam Jack Kirby przeczytał o wielkim wpływie kosmitów na powstanie i rozwój starożytnych cywilizacji, chociażby Majów. Postanowił przełożyć tą (powiedzmy sobie to szczerze) chytrze upiększoną bajkę, na język komiksowy. Tak właśnie doszło do narodzenia jednej z najlepszych serii o superbohaterach. Po ponad 30 latach pozycję tą postanowił reaktywować Neil Gaiman, tworząc jakby uwspółcześnioną wersję oryginalnych zeszytów Kirby'ego. Jak mu to wyszło? Mówiąc krótko - niezbyt przekonująco.

Akcja nowych Przedwiecznych wlecze się niczym w do znudzenia przewidywalnym i całkowicie przegadanym serialu Herosi, który tak na marginesie z sezonu na sezon bombarduje nas coraz bardziej potężnymi pociskami głupoty. Podobnie dzieje się z Przedwiecznymi twórcy Amerykańskich Bogów. Album, choć zapowiada się obiecująco (jakieś 3/4 pierwszego epizodu) jest wyłącznie bezwartościową rozrywką dla niewybrednych komiksomaniaków. Przygody grupki mitycznych istot, niesłusznie ogłoszonych super herosami opierają się na prostej zasadzie - chaotycznego ciągu naparzanek. A już pojawienie się samego Iron Mana to lekka przesada. Jego drugoplanowy wątek jest zupełnie bezsensowny i niepotrzebny. Gaiman starał się zapewne przypomnieć czytelnikom w jakim konkretnie uniwersum się znajdują. To marvelowska stajnia lateksowych superbohaterów z wszystkimi jej zanieczyszczeniami. Trudno zatem spodziewać się czegoś wyszukanego, niepowtarzalnego; mitycznego stylu zaprezentowanego w serii Sandman.

Trudno odgadnąć dlaczego do tej zbitej masy nonsensów, Gaiman dodał jeszcze chciwych polityków z wymyślonej, postsowieckiej (a jakże by inaczej) Republiki Worożejki, konieczność rejestrowania się wszystkich herosów (Czyżby nawiązanie do Strażników Alana Moore'a?) oraz niezgrabnie przewijające się po całym albumie postaci z popularnego w tej rzeczywistości, taniego  programu typu reality show o niezbyt wyszukanym tytule Superbohater Ameryki. Czyżby miało to zaakcentować nowy świat, jakże odległy od tego sprzed prawie 35 laty?

Przedwieczni, w przeciwieństwie do takich perełek w dorobku angielskiego pisarza, jak choćby Księgi Magii, Czarna Orchidea, czy 1602, prezentują się nadspodziewanie słabo. Z obszernego wywiadu z Gaimanem dla magazynu "Spotlight" opublikowanego w tym albumie, dowiadujemy się o jego smutku z powodu śmierci Jacka Kirby, który nie doczekał swoistego remake'u Przedwiecznych. Wiem, że to okrutnie zabrzmi, ale całe szczęście, że tak się nie stało. Uwspółcześniona, Gaimanowska wersja pozbawiona jest głębszego przesłania, logiki i charyzmatycznych bohaterów. Do tego dochodzi niespójna fabuła, brak pełnokrwistych złoczyńców i nie do końca satysfakcjonujące ilustracje Johna Romity Jr. Plusem polskiego wydania są świetne okładki otwierające poszczególne zeszyty autorstwa Mike'a Berry'ego, wywiad z Gaimanem oraz jego bliską przyjaciółką, piosenkarką Tori Amos, a zwłaszcza szkice Romity (o wiele lepsze, niż końcowe obrazki) i informacje o Przedwiecznych Jacka Kirby. Ostateczna ocena albumu - dwa z plusem! Zdecydowanie za słabe, jak na możliwości duetu Gaiman-Romita.

Przedwieczni

Scenariusz: Neil Gaiman
Rysunek: John Romita Jr.
Kolor: Matt Hollingsworth, Paul Mounts
Tusz: Jesse Delperdang, Klaus Janson, Danny Miki, Tom Palmer
Okładka: Mike Berry
Tłumaczenie: Michał Cetnarowski
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 12/2008
Tytuł oryginalny: Neil Gaiman's Eternals
Wydawca oryginalny: Marvel Comics
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 264
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2494-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 69 zł


blog comments powered by Disqus