Tragiczny epos tułaczy - recenzja komiksu "Przybysz"

Autor: Mirosław Skrzydło
22 lipca 2013

Ostatnio przypomniałem sobie sławetny monolog Charliego Chaplina wcielającego się w żydowskiego fryzjera udającego fikcyjnego tyrana (do złudzenia przypominającego Adolfa Hitlera) z kultowego filmu Dyktator. Ta rewelacyjna scena to jedno z najlepszych przemówień w historii kinematografii o uniwersalnym, ponadczasowych charakterze. Nie na darmo wspominam o tym fakcie, gdyż równie mocne wrażenie sprawiła na mnie lektura niemej powieści graficznej Przybysz australijskiego artysty Shauna Tana. Kultura Gniewu uraczyła nas drugim wydaniem tegoż niepowtarzalnego arcydzieła. Zapraszam na królewską ucztę dla oczu i duszy.

Już sama okładka Przybysza sugeruje nam, iż mamy do czynienia z oryginalną, perfekcyjną pod względem ilustratorskim i zachowaną w stylistyce starych, czarno-białych filmów, przypowieścią o niezmordowanym tułaczu-emigrancie. Pojawiająca się na grafice dziwaczna istota, w którą z pewną trwogą wpatruje się tytułowy przybysz, podpowiada nam stonowany realizm magiczny, nowatorsko połączony z rzeczywistą historią skruszonego uchodźcy. Dramatyzm opowieści dopełnia zbiór sześćdziesięciu twarzy zatroskanych emigrantów, reprezentujących różne rasy i narodowości, które znajdziemy na stronach drugiej i trzeciej tegoż wstrząsającego albumu. To doskonałe preludium opowieści wskazuje na przebywanie w świecie pełnym cierpienia, tęsknoty za rodziną i porzuconym krajem, a zarazem nadziei na lepsze jutro. Takie też odczucia będą nam towarzyszyć przez kolejne sto dwadzieścia stron niezapomnianej historii Shauna Tana.

Wykonana w technice origami papierowa figurka ptaka. Starodawny zegar. Zawieszony na wieszaku kapelusz. Pusty garnek i drewniana łyżka. Obrazek szczęśliwej rodziny narysowany przez córeczkę. Pęknięty czajnik z wrzącą wodą. Filiżanka z kawą, która najlepsze lata ma już za sobą, w otoczeniu dokumentów i ilustracji ogromnego promu. Zmurszała skrzynia wypełniona po brzegi, złożonymi w kostkę, ubraniami. W końcu, zdjęcie rodziny - uśmiechniętej tak samo szczerze, jak na wspomnianej ilustracji; cenna pamiątka z wielkim pietyzmem pakowana przez opuszczającego ukochane żonę i córeczkę, zrozpaczonego mężczyznę. Najbliższe odprowadzają emigranta na pociąg. W tej iście żałobnej wędrówce przez opuszczone ulice, towarzyszą im ogromne, kolczaste cienie, diaboliczne byty wyżerające szczęście i radość z posępnej mieściny. Na pożegnanie, dobroduszny ojciec wręcza pierworodnej papierową figurkę ptaka, którą (niczym zręczny prestidigitator) wydobywa z założonego na głowę kapelusza. Następują ostatnie uściski, pocałunki, złączenia dłoni, po czym bohater odjeżdża. To bodaj najlepsza scena pożegnania jaką kiedykolwiek zaprezentowano w komiksie - ba! to jedna z najsmutniejszych scen we wszystkich gałęziach sztuki.

Powyższy akapit w skrócie prezentuje pierwszy rozdział Przybysza. W przypadku recenzowanej powieści graficznej, potwierdza się sławetna chińska maksyma - "Jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów". W całym albumie, znajdziemy dziesiątki takich melancholijnych, wysublimowanych, tragicznych epizodów, które mówią o ludzkim żywocie więcej, niż niejeden filozoficzny traktat. Pojawiające się w opowieści postaci emanują dobrem, życzliwością, tolerancją dla odmienności i chęcią pomocy. Autor, równie przejmujących Opowieści z najdalszych przedmieść otwarcie podkreśla współczucie osób doświadczonych przez los, skorych do pomocy podobnym im uchodźcom. Doskonale oddaje to postać radosnego hodowcy, który zaprasza głównego bohatera na kolację, dzieląc się z nim przykrymi wspomnieniami ze swej młodości. Historia sędziwego kaleki, pracującego z przybyszem w gigantycznej fabryce, posiada natomiast antywojenny wydźwięk. Shaun serwuje nam drastyczny obraz zniszczeń jakich dokonuje konflikt zbrojny, z zapadającym w pamięć, całostronicowym kadrem prezentującym dziesiątki tysięcy ludzkich szkieletów i wyrwanych kości.

Przybysz przywodzi na myśl epokowy film Metropolis Fritza Langa z 1927 roku - triumf industrializacji, uprzedmiotowienie człowieka, zwycięstwo masy nad jednostką i pozorna utopia, zapewniająca, co najwyżej warunki pozwalające przetrwać do przysłowiowego "pierwszego". W dziele Australijczyka magiczne istoty zastąpiły roboty, a w konkluzji można zauważyć, że losy pojedynczego człowieka ciągle posiadają wielką wartość. Zresztą Metropolis to nie jedyne skojarzenie, które nasuwa się podczas "wchłaniania" uniwersalnej przypowieści. Wybitny artysta w swoim posłowiu podaje całą listę inspiracji artystycznych, wśród których znajdują się, m.in.: fotografia chłopca ogłaszającego zatonięcie Titanica z 1912 roku, film Złodzieje rowerów z 1948 roku, czy zbiór zdjęć Ellis Island w Nowym Jorku wykonanych między rokiem 1892, a 1954.

Wielki trud Shauna Tana się opłacił, gdyż otrzymaliśmy jedną z najlepszych powieści graficznych, którą możemy postawić w jednym rzędzie obok: Mausa Arta Spiegelmana, czy dzieł Willa Eisnera. Arcydzieło sztuki komiksowej, przekonujące do tego gatunku każdego łatwowiernego niedowiarka, dla którego komiks kojarzy się przede wszystkim z tandetnymi opowiastkami o superbohaterach.

Najlepszy album pierwszego półrocza A.D. 2013. Graficzny majstersztyk z mocną, sugestywną warstwą fabularną, wydany z zegarmistrzowską precyzją. Chapeau bas.

Ocena: 10/10

Przybysz - (wyd. II)

Scenariusz: Shaun Tan
Rysunek: Shaun Tan
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 3/2013
Tytuł oryginalny: The Arrival / Là où vont nos pères
Wydawca oryginalny: Lothian Books, Hachette Livre Australia
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 128
Format: 240x315 mm
Oprawa: twarda
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-60915-75-2
Wydanie: II
Cena z okładki: 89,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus