"Ranx" – recenzja komiksu

Autor: Jerzy Łanuszewski
4 listopada 2016

www.gildia.pl
Ranx.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 76,90 zł 109,90 zł
dodaj do koszyka

Niech żyje przemoc!

Ranx to android zbudowany z części do kserokopiarki. Jego poziom agresji ustawiony jest na maksimum. Lubi narkotyki. Lubi muzykę. Lubi robić innym krzywdę. Do szaleństwa zakochany jest w dwunastoletniej Lubnie. Wykonuje wszystkie jej rozkazy.

Ranx został wymyślony przez Stefano Tamburiniego w 1979 roku, on stworzył scenariusze większości odcinków (pozosałe pisali Alain Chabat oraz Jean-Luc Fromental) i to również on był pierwszym rysownikiem cyklu. Wtedy przygody androida były jeszcze czarno-białe, narysowane prosto, karykaturalnie, bez zbędnych szczegółów. Jednak właściwej formy seria nabrała dopiero, gdy na stanowisko grafika wskoczył Tanino Liberatore ze swoimi soczystymi, mięsistymi rysunkami, tak dobrze przedstawiającymi zbirów, ćpunów oraz innych degeneratów. Ale nie tylko. Artysta bardzo sugestywnie pokazuje całą rozkoszną przemoc i obłąkany, cyberpunkowy świat. Przyszłość z perspektywy początku lat ‘80 została ukazana bardzo wiarygodnie – to świat żywy, z każdym kadrem zachwycający masą obrzydliwych szczegółów. Może to zbyt odległe i niekoniecznie trafione skojarzenie, ale patrząc na grafiki Liberatore, miałem wrażenie pewnego pokrewieństwa z obrazami Luciena Freuda i Francisa Bacona. Sposób akcentowania brzydoty i wypełnianie przestrzeni ciałem bardzo mi przypomina twórczość tych malarzy.

Autorzy przedstawiają niezbyt optymistyczną wizję przyszłości, gdzie wszystkie zasady zostały ostatecznie złamane, a stłoczona w miastach-molochach ludzkość zajmuje się zaspokajaniem najniższych popędów. Klasy niższe zajmują się tylko ćpaniem i kopulacją, a klasy wyższe niewiele się w tych kwestiach różnią – głównie tym, że mają lepsze zabawki. Agresywny Ranx nie jest wynaturzeniem, a jedynie produktem takiego, a nie innego społeczeństwa. Tu wszyscy kochają przemoc, nie ma dla niej alternatywy.

Ranxa czyta się z przyjemnością – pod warunkiem, że lubi się tego typu brutalne, wulgarne komiksy. To bardzo proste, sprawnie napisane historyjki. Przeważnie wypełniają je kolejne orgie przemocy, ale autorom udało się też zmieścić w nich sporo naprawdę ciekawych pomysłów. Główny bohater wcielający się w role Freda Astaire’a to tyko jeden z przykładów. Można się w Ranksie doszukiwać krytyki dekadenckiej cywilizacji zachodu, ale nie oszukujmy się – nie o to w tym komiksie chodzi. To przede wszystkim czysta, niczym nieskrępowana radość pokazywania groteskowej przemocy. I bardzo dobrze to autorom wychodzi.

Nie można powiedzieć, że Ranx się zestarzał, ale nie jest to obecnie pozycja, która robi takie wrażenie, jak w chwili premiery. Motywy, które wtedy były świeże, w przeciągu tych trzydziestu lat były wielokrotnie eksploatowane i często wykorzystywane dużo lepiej, niż we włoskim komiksie. Wciąż są sceny, które szokują (jak na przykład aktywności seksualne dwunastolatek), jednak jestem pewien, że dla czytelników w latach ‘80 były bardziej wstrząsające. Po Transmetropolitanie, Lobo, Czarach Zjary, komiksach Dave’a Coopera czy innych, podobnych tworach – Ranx nie jest już niczym szczególnych. Aczkolwiek wciąż jest to niezła rozrywka i dobrze, że Kultura Gniewu zdecydowała się na publikację zbiorczego wydania przygód tego androida.

RanXerox - Ranx

Scenariusz: Alain Chabat, Jean-Luc Fromental, Stefano Tamburini
Rysunek: Gaetano Liberatore
Tłumaczenie: Małgorzata Jańczak
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 10/2016
Tytuł oryginalny: Ranx - Integrale grand format
Wydawca oryginalny: Glenat
Liczba stron: 184
Format: 210x285 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788364858437
Wydanie: I, zbiorcze
Cena z okładki: 109,90 zł


blog comments powered by Disqus