Recenzja "Rork: Zejście"


"Dopiero po Zejściu Rork odkryje powód, dla którego znalazł się na tym świecie" te enigmatyczne słowa padają w poprzednim albumie zatytułowanym Koziorożec. Dla wszystkich miłośników serii Andreasa jest to chleb powszedni, fabuła Rorka obfituje w niezliczone tajemnice. Na ich rozwiązanie trzeba niestety długo czekać, wydawnictwo Motopol raczej nie spieszy się z wydawaniem kolejnych części. Trzeba przyznać, że w Zejściu Rork rzeczywiście odkrywa ważną dla siebie tajemnicę. Niestety, czytelnik nadal nie wie o co chodzi.

Rork to moim zdaniem niezwykła seria. Andreas ma ciekawy styl rysowania, uwielbia bawić się kadrami, świetnie rozplanowuje plansze. Fabuła jest równie nietypowa. Akcja rozgrywa się w świecie podobnym do naszego, do którego przenika magia i nadprzyrodzone zjawiska. Przejścia i powiązania między światami owiane są tajemnicą, jednak autor przekonuje czytelnika, że wszystko tu się ze sobą łączy, nawet najdrobniejszy element ma znaczenie. Jednocześnie stwarza wrażenie, że poza rzeczywistością komiksu jest coś jeszcze, że ta historia wydarzyła się już dawno temu i nawet została spisana. Niestety, poznajemy tylko strzępy informacji. Wszystkie zagadki związane są bezpośrednio z postacią Rorka. Obdarzony niezwykłymi mocami, tajemniczy gość z innego świata, który ani trochę nie przypomina superbohatera. Możliwe, że ma do wypełnienia jakąś misję, ale nawet on sam nie wie co jest jej celem.

Zejście to album o tyle niezwykły, ze dość mocno odbiega od tego, co poznaliśmy w poprzednich tomach. Fabuła staje się jeszcze bardziej zagmatwana, chociaż tym razem mamy tylko jeden wątek. Rork trafia do dziwacznej konstrukcji, prawdopodobnie statku kosmicznego. Wędrując po zrujnowanych wnętrzach odkrywa Obecność, świadomość żyjącą w metalowych trzewiach pojazdu. Przemierzając korytarze, odkrywa wskazówki, zaczyna rozumieć ich sens. Niestety czytelnik do końca trzymany jest na dystans. Widzimy bohatera, który coś odkrywa, śledzimy każdy jego krok, ale sami nie potrafimy zinterpretować ani zrozumieć przedstawianych wydarzeń. W poprzednich albumach Andreas zapełniał strony przeróżnymi postaciami, wprowadzał liczne wątki, kazał Rorkowi podróżować do niezwykłych miejsc. Tym razem mamy jeden wątek i jedno miejsce. Wnętrze statku jest surowe, widzimy potrzaskane instalacje, ogromne metalowe konstrukcje. Brakuje tych wszystkich szczegółów, nieustannie zmieniającej się scenerii, jakie mogliśmy podziwiać w poprzednich częściach. W Zejściu panuje cisza, czasem tylko słyszymy echo myśli głównego bohatera.

Także rysunek jest inny. Jakby mniej staranny i dokładny. Bardzo dużo zbliżeń głównego bohatera. Brak kolorów, szczegółów. Tło staje się monotonne, ukazuje utrzymane w niebieskawej i różowej kolorystyce nieznanego przeznaczenia konstrukcje. Wszystko to sprawia, ze kadry robią wrażenie pustych. Właśnie taki klimat panuje w komiksie. Pustka, cisza. Andreas nie skupia się ma rysunku, bawi się kadrem, nadaje mu nietypowe kształty. Plansze zapełnia niestereotypowo, każdą planuje inaczej. Bawi się także kolorystyką. Wybiera odcienie różowe i niebieskie, pojawiają się kadry prawie całkowicie czarne i na zakończenie białe.

Zejście to nietypowy album. Odbiega od wszystkiego, co do tej pory proponował czytelnikom Andreas. Jest to raczej zabawa, eksperyment. Brak tutaj klasycznej akcji, samotna wyprawa Rorka do końca pozostaje zagadką. Chociaż z pewnością taka zmiana odświeża i uatrakcyjnia serię, mam nadzieję, że w ostatnim albumie będziemy mogli powrócić w znane klimaty.

Rork - 6 - Zejście

Scenariusz: Andreas
Rysunek: Andreas
Wydawnictwo: Twój Komiks
Rok wydania polskiego: 2/2005
Tytuł oryginalny: Descente
Wydawca oryginalny: Lombard
Rok wydania oryginału: 1992
Liczba stron: 54
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie
Cena z okładki: 24 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus