Kosmiczna epopeja - recenzja komiksu "Rozbitkowie czasu"

Autor: Mirosław Skrzydło
18 grudnia 2010

Rozbitkowie czasu Jeana-Claude'a Foresta i Paula Gillona to kamień milowy wśród europejskich powieści graficznych z gatunku twardej science-fiction. I chociaż od powstania świetnie skrojonej kosmicznej epopei minęło już ponad trzydzieści lat (1974-1977) to jej niepokojący klimat oraz poruszana problematyka społeczna posiadają uniwersalny charakter. Można nawet ryzykownie rzec, że w dzisiejszych niepewnych czasach, zbiorcze wydanie pierwszych pięciu albumów (z planowanych dziesięciu) jest w pełni uzasadnione.

Pod koniec dwudziestego wieku Ziemią wstrząsnęła wielka katastrofa - kosmiczny wirus dosłownie dziesiątkujący ludzkość. Naukowcy, którzy z całych sił starali się pokonać epidemię, postanawiają wysłać w przestrzeń dwie kapsuły z pasażerami - kobietą i mężczyzną. Tylko tak mogli definitywnie uchronić zagrożoną wymarciem rasę. Kapsuła z Christopherem zostaje ściągnięta przez nielicznych ludzi po prawie tysiącu lat (choć planowo miała przebywać w kosmosie sto dwadzieścia pięć). Główny bohater w towarzystwie zjawiskowej Mary, doktora Otomoro oraz majora Lisdala wyrusza na poszukiwanie kapsuły z przeznaczoną mu kobietą. Po drodze czyha na nich wiele niebezpieczeństw i egzotycznych ras.

Dzieło francuskiego duetu Forest i Gillon możemy śmiało określić apoteozą korporacyjnych machinacji. Najlepiej oddaje to tom trzeci Labirynty rozgrywający się w domu uciech, a konkretnie postać nikczemnego, zepsutego do szpiku kości megalomana, obrzydliwego potwora Tapira. Z niekłamaną przyjemnością obserwujemy jego chytre, prestidigitatorskie sztuczki, mające na celu pochwycenie Christophera. Uważny czytelnik znajdzie w tej świetnie skonstruowanej opowieści nawiązanie do Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla, oddające psychodeliczność "Kompanii Uciech" i jej pracowników.

Każda stronica tego niepowtarzalnego albumu ocieka niekonwencjonalnymi pomysłami, nikczemnymi spiskami rodem ze starożytnego Rzymu oraz aurą tajemniczości. Choć można zarzucić zbytnią schematyczność w działaniach poszczególnych bohaterów, to uważam że ich potrzeby, pragnienia i dążenia zostały wzorcowo zaprezentowane. Każdy spośród tytułowych rozbitków, ma swoje przysłowiowe pięć minut. Często zostają oni wystawieni na ciężką próbę, która niejednokrotnie kończy się dla nich tragicznie. Frankofońscy scenarzyści umiejętnie wprowadzają nowych bohaterów i nowe wątki, kusząc nas iście baśniowymi fantasmagoriami oraz misternymi zagadkami.

Christopher, który stanowi oś całej fabuły to typowy bohater romantyczny - wieczny myśliciel pogrążony w niemocy twórczej, uniemożliwiającej mu prawidłowe odczytanie otaczającej go rzeczywistości oraz wybór partnerki życiowej. To taki dyskretny lowelas nieświadomie rozkochujący w sobie kolejne kobiety, a następnie głęboko przeżywający niewłaściwe decyzje podejmowane pod ich wpływem. Mroczna strona jego duszy, nie raz przebudza się w jego uśpionym przez prawie tysiąc lat ciele. Zwłaszcza jest to widoczne w jego toksycznym związku ze zmutowaną Chimerą. To właśnie ta postać bryluje wśród bohaterów cyklu. Można nawet powiedzieć, że momentami "kradnie" ona pierwszy plan Chrisowi. Zwłaszcza efektownie wygląda jej postępująca przemiana w obrzydliwą bestię, którą obserwujemy w trzech ostatnich częściach (a zwłaszcza piątym rozdziale - Czuła Chimera).

Czwarty tom przygód Christophera i jego towarzyszy, noszący tytuł W trzewiach jest zdecydowanie najbardziej profesjonalnie opracowany. Mamy tutaj, zarówno wartką akcję, duszną atmosferę oraz potężną istotę, w której wnętrznościach rozgrywa się ta doskonała nowela. W jaki sposób bohaterowie zdołają wydostać się z tej śmiertelnej pułapki i dla którego spośród nich będzie to ostatnia przygoda? Napięcie nie opuszcza nas nawet na moment, a dynamiczne ilustracje oraz przerażanie malujące się na twarzach rozbitków potęgują tylko realne zagrożenie.

Rozbitkowie czasu to bez wątpienia jedna z najlepszych space oper wśród powieści graficznych jakie w życiu czytałem, na której wychowały się rzesze współczesnych twórców komiksowych; wystarczy wspomnieć Duchateau i Rosińskiego, którzy przy tworzeniu serii Yans czerpali pełnymi garściami z recenzowanej pozycji. Najwyższa ocena oraz należyty hołd tej szkatułkowej opowieści, nie powinien nikogo oburzać, ani dziwić. Chwała Egmontowi za wydanie tej istnej perełki. Dodatkowej pikanterii dodają przedmowy do poszczególnych rozdziałów takich wirtuozów sztuki komiksowej, jak choćby Jean Giraud "Moebius", czy Enki Bilal. Z niecierpliwością oczekuję zamknięcia powieści graficznej Jeana-Claude'a Foresta oraz Paula Gillona w kolejnym albumie, który miejmy nadzieję pojawi się w planach wydawniczych niezastąpionego Egmontu.

Science Fiction - 5 - Rozbitkowie czasu

Scenariusz: Jean-Claude Forest, Paul Gillon
Rysunek: Paul Gillon
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2010
Tytuł oryginalny: Les Naufragés du temps
Wydawca oryginalny: Hachette / Les Humanoïdes Associés
Rok wydania oryginału: 1974-1977
Liczba stron: 288
Format: 190x260 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-3766-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 99 zł


blog comments powered by Disqus