Recenzja mangi "Kenshin" #12

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
18 marca 2012

Seria o niewysokim rudym rōninie zdążyła już podbić serca wielu polskich czytelników. Ta pełna akcji historia z gatunku shōnen zbliża się powoli do półmetka – jest jedną z najdłuższych wydawanych u nas – a jednocześnie nie traci na popularności. I słusznie!

Era Meiji była pełna niebezpieczeństw. W tym tomiku przekonamy się o tym dobitnie – mangaka serwuje nam wiele przebitek z dzieciństwa Kenshina i jego treningów z mistrzem Hiko. Równocześnie możemy obserwować naukę najpotężniejszej ze sztuk Hiten Mitsurugi-Ryu, śmiertelnej i niezawodnej; Kenshin pragnie ją wykorzystać w walce z Shishio i jego "Dziesięcioma Mieczami" , którzy szykują śmiercionośną intrygę godzącą we władców Japonii. Wszystko to przerywane jest zabawnymi gagami, na przemian z poważnymi, nieraz krwawymi momentami. Tomik kończy się łagodnie, zamykając rozpoczęty na samym początku wątek zamachu terrorystycznego Shishio, jednocześnie zaś "Kenshin" to typowy przykład mangi dla młodych (i nieco starszych) chłopców, pełen akcji i dramatyzmu, o prostej kresce, wypełniony postaciami mężczyzn-wojowników. Trzeba jednak przyznać, że autor był naprawdę dobry w swoim fachu. W komiksie nie ma dłużyzn, akcja rozwija się w równym, dość szybkim tempie. Walki są rysowane w atrakcyjny dla oka sposób, sama kreska również – mimo osiągnięcia w tym roku pełnoletniości – nie straciła nic na aktualności. Jest wyrazista, pełna ekspresji i nie trąci myszką, w przeciwieństwie do stylu choćby Rumiko Takahashi, autorki "Ranmy 1/2".

Jednocześnie, w przeciwieństwie do wielu serii o podobnej długości, w „Kenshinie” brak denerwujących dłużyzn, fabuła jest spójna i przechodzi płynnie z tomiku na tomik. Do tego autor umiejętnie balansuje między walkami, momentami pełnymi napięcia, a pozytywnymi wątkami pobocznymi. Oczywiście mamy tu do czynienia również ze standardowym schematem pojawiania się coraz silniejszych przeciwników, jednak Nobuhiro Watsuki rozwiązał ją dość gładko i nie wygląda to na szukanie czarnych charakterów na siłę.

Oczywiście nie można było uniknąć, standardowej w tytułach shōnen, galerii cudacznych, fantastycznych postaci o nadludzkich umiejętnościach, wyróżniających się z tłumu przede wszystkim niezwykłym (często pretensjonalnym) strojem i charakterystyczną fizjonomią. Jest to typowe dla gatunku przeznaczonego dla młodego czytelnika, więc starsi odbiorcy powinni po prostu przejść nad tym do porządku dziennego – szczególnie, że nie przeszkadza to zbytnio w czerpaniu przyjemności z czytania „Kenshina”.

Samo wydanie, jak większości mang Egmontu, nie wygląda luksusowo, jednak nie można mu nic zarzucić. Ogromnym plusem jest również dobre tłumaczenie i wysokiej jakości edycja – brak literówek, błędów czy dziwacznych tworów językowych.

Pozostaje tylko czekać na kolejny tom przygód rudego samuraja – nie bez podstaw można stwierdzić, że nie zawiodą wiernego czytelnika.

Kenshin - 12

Scenariusz: Nobuhiro Watsuki
Rysunek: Nobuhiro Watsuki
Tłumaczenie: Zbigniew Kiersnowski
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2011
Tytuł oryginalny: Ruroni Kenshin
Wydawca oryginalny: Shueisha Inc.
Liczba stron: 192
Format: 115x180 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN-13: 9788323736714
Wydanie: I
Cena z okładki: 19 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus