"Rycerze świętego Wita" - recenzja komiksu

Autor: Tomasz Nowak
14 sierpnia 2017

www.gildia.pl
Rycerze świętego Wita (wyd. II).
Dostępność: 24h
Cena: 69,90 zł 99,90 zł
dodaj do koszyka

Kontrolowany ekshibicjonizm

Już sam fakt, iż opasłe tomiszcze historii spisanej przez Davida B. zostaje wznowione, wskazuje, iż trafiła ona na podatny grunt. Zawiła, wręcz pokręcona, równie wielowątkowa graficznie opowieść szokuje, porusza, zdumiewa. Zarazem uwalnia demony skrywane w duszach czytelników, jak i – a może przede wszystkim – samego autora.

W sześciu albumach, tu połączonych w jeden, blisko 400-stronicowy tom, David B. opowiada o sobie. Nie o swojej rodzinie, jak to można przeczytać w opisie. Rodzina Davida stanowi bowiem głównie tło dla jego własnych przeżyć. Składa się ona z pięciu osób, które dopełniają jedynie poszczególne wątki. Dwie są mocno zmarginalizowane (ojciec i siostra), jedna uczestniczy aktywniej w życiu autora (matka), ale wszystko tak naprawdę kręci się w wokół jego relacji z bratem Jean-Christophem. Bratem nieuleczalnie i głęboko chorym na epilepsje.

B. nie mówi jednak też o jego chorobie, o jej naturze, przyczynach, a bardziej o objawach i swoich odczuciach z nimi związanych. Dopiero w ich kontekście, niczym w krzywym zwierciadle odmalowuje portret rodziny, która jawi się jako grono znękanych życiem oszołomów, zaślepionych wręcz wyłączną idée fixe uzdrowienia syna i poza tym świata nie widzących. Niby gdzieś pracują, ale nie wiemy gdzie, a przecież maja pieniądze i to nie małe. jakoś egzystują, ale poza chorobą nie ma w Rycerzach... miejsca na zwyczajność. Co prawda David swych reelekcji nie stara się uniwersalizować, ale to oczywiste, że zarysowany przez niego obraz zostanie automatycznie przeniesiony na innych, znajdujących się w podobnej sytuacji. A to krzywda, której nie może usprawiedliwić nawet „dziecięcą perspektywa” opisu zdarzeń.

Życie całej rodziny Beauchard jest zatem podporządkowane wyłącznie epilepsji Jean-Christophe'a i wskutek tego podporządkowane pewnemu powtarzalnemu rytuałowi. Polega on na wspólnym, nieustannym poszukiwaniu lekarstwa i ciągłych rozczarowaniach. Dlatego też poszukiwania te są baaardzo rozległe – od sięgania po głosy zmarłych przez makrobiotykę, ezoteryzm, medytacje po kąpiele w świętych źródłach. Prowadzone kuracje wymagają częstych zmian miejsca pobytu, przybywania wśród cokolwiek dziwnych ludzi, wsłuchiwania się w najrozmaitsze nauki, a nade wszystko wielu poświęceń i wyrzeczeń. Z punktu widzenia osoby toczącej życie zwyczajne, nienazanaczone taką przypadłością wszystko to wygląda na przerażającą, obracającą się bezwładnie karuzelę szaleństwa.

Stąd też pewnie mało kto odważy się powiedzieć o autorze, że sam jest gościem z pokręconą psyche. Wszyscy będą potakiwać głową z udawanym zrozumieniem, bo jego sytuacji faktycznie nikt nie jest w stanie pojąć. Ale też czy to powód, żeby nad Davidem B., użalać się szczególnie? Zwłaszcza, że ten, dokonując emocjonalnej wiwisekcji, ma na względzie głównie siebie i przebijające nawet sens katharsis samospełnienie.

We współczesnym świecie, a zwłaszcza wśród kasty intelektualnie bezwolnych potakiwaczy, nikt Davidowi B. nie powie „nie kupuję tej historii”. A przecież nierealne wydaje się sielskie zakończenie, niczym wyjęte z bajkowego urojenia. Niewiarygodna jest pamięć młodego Davida (jeszcze wówczas Pierre-Françoisa), który z jednej strony nie rozumie swoich młodzieńczych komiksów, a z drugiej epatuje rozmaitymi, wręcz detalicznymi szczegółami złożonych systemów filozoficznych. I wreszcie jego ostateczne odkrycie. Autor, który „tak się poświęcał całe życie”, a który cały czas przejawia nieskrępowane objawy egotyzmu, odkrywa, że na końcu każdego procesu poznawczego drugiego człowieka stoi... człowiek! Eureka!

Jest przy tym z siebie tak dumny, że za nic ma podeptane wcześniej w czambuł wszystko z czym się stykał po drodze, wszelkie systemy etyczne, religijne, drogi poszukiwań, po których kroczą inni. Oczywiście czyni to bezkarnie pod hasłem: nie potępiaj mnie, bo nie wiesz jak to jest. Żąda wręcz by poczuć podziw dla do szpiku francuskiej dumy z jego racjonalizmu. Nie zauważa przy tym, że ów racjonalizm, ani jakoby podporządkowana mu wybujała wyobraźnia w rzeczywistości także nie potrafiły sięgnąć sedna dręczącego go problemu, nawet do zbliżenia się do tajemnicy choroby brata. Tyle, że umożliwiły mu oswojenie się z nią.

I tak David B. walczy. Walczy przez cały komiks, czasem brutalnie. Ale już Jean-Christophe'a oskarża o bierność, wręcz oportunizm. A przecież to oni dwaj mają być tytułowymi Rycerzami... Nawiązanie w tytule polskiej edycji do epilepsji przez odwołanie do św. Wita, a więc patrona epileptyków wypada już lepiej, ale prawdą jest, że oryginał L'Ascension du Haut Mal trafniej przystaje do treści komiksu. Chodzi nie tylko o perspektywę narracji, ale także liczne odwołania do „wspinaczki na szczyt epilepsji”.

Niezmiernie interesujące są w Rycerzach... czarno-białe, finezyjne obrazy. Imponują techniką, pomysłowością, wielowątkowymi złożeniami. Zostawiają dużo więcej przestrzeni na interpretacje, co odróżnia je od warstwy słownej, będącej nieustannym epatowaniem czytelnika własnym ego i rozległą (nieprzystępną maluczkim) wiedzą na temat życia naszpikowanego wszelkiej maści ezoteryką i alchemią.

Raz David B. rysuje realistycznie, kiedy indziej posługuje się płaska ilustracją rodem z kolorowanek. Króluje jednak, charakterystyczny dla jego stylu, nasycony mrokiem surrealizm. Sięga w nim po symbolikę, której wartość co chwila sam podważa. W ten sposób z masochistycznym upodobaniem sprowadza swoje wielowarstwowe konstrukty graficzne jedynie do formalnej zabawy. Próbując wychowywać czytelnika w duchu nadrzędnego „racjonalizmu”, jednocześnie odbiera mu sporo frajdy z lektury graficznych detali.

Rycerze świętego Wita są komiksem w wielu miejscach przegadanym, ale przez to, paradoksalnie, jeszcze ważniejszym niż wydaje się jego wielbicielom. Istotnym, ponieważ stanowią świadectwo totalnej pustki ideowej i odwartościowania świata, który z zadęciem obnosi się z hasłami dawno pozbawionymi treści. Zanurzenie w nim sprawia, że pojęcie prawd elementarnych wymaga jakiejś niesamowitej wewnętrznej wolty, przerobienia wszystkich dostępnych „możliwości człowieczeństwa”, co pozwala na utrzymanie stosownego poziomu dumy z własnego „bezideowego humanitaryzmu”, ale niebezpiecznie ociera się o śmieszność. Tak, śmieszność. Przy całym tragizmie sytuacji Davida i jego rodziny. Tragedii będącej na co dzień udziałem tysięcy dotkniętych nią niekoniecznie tak dziwacznych rodzin, które akurat nie mają problemów ze zrozumieniem, że wszyscy jej członkowie są przede wszystkim ludźmi.

Rycerze świętego Wita - (wyd. II)

Scenariusz: David B.
Rysunek: David B.
Tłumaczenie: Katarzyna Koła
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 10/2016
Tytuł oryginalny: l'Ascension du Haut Mal
Wydawca oryginalny: L’Association
Rok wydania oryginału: 1996 - 2003
Liczba stron: 392
Format: 200x265 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788364858444
Wydanie: II
Cena z okładki: 99,90 zł



blog comments powered by Disqus