Mitologiczny młyn - recenzja komiksu "Furie"

Autor: Mirosław Skrzydło
22 września 2009

www.gildia.pl
Sandman - Furie.
Dostępność: 24h
Cena: 27,30 zł 39,00 zł
dodaj do koszyka

Mike Carey skrupulatnie odrywa kupony od sukcesu serii Sandman angielskiego mistrza postmodernizmu Neila Gaimana. W przypadku mrocznej opowieści Lucyfer (podzielonej podobnie jak Sandman na 75 zwartych części, tworzących sugestywne, pełne symbolicznych i religijnych odniesień dzieło) ta sztuka mu się udała. Czy podobne zdanie można powiedzieć o albumie Furie?

Życie Hippolyty Hall to pasmo iluzorycznego szczęścia oraz wielkich cierpień. Jej matka była superbohaterką greckiego pochodzenia, zwaną Furia. Lyta odziedziczyła przezwisko po rodzicielce i wraz ze swym mężem Hektorem, uważającym się za Sandmana zamieszkała w Kopule Snów. Prawdziwy Władca Snów pokonał uzurpatora i obiecał Lycie, że pewnego dnia zgłosi się po jej nienarodzonego syna. W wyniku boskiego spisku Hippolyta, wysłała przeciwko Sandmanowi Panie Łaskawe (Furie), które doprowadziły do unicestwienia bohatera błyskotliwej serii Gaimana.

Tym razem Lyta powraca do kraju swej matki, gdzie zostaje wciągnięta w niebezpieczną rozgrywkę między Bogami z greckich mitów: Kronosem, Hermesem oraz Furiami. Odbywa także przerażającą podróż do Hadesu, gdzie spotyka kilka demonicznych stworzeń.

Niestety, ażeby dobrze zrozumieć, o co chodzi w opowieści, należy wcześniej zapoznać się z serią Sandman, a dokładnie z trzecią częścią 3 albumu Dom lalki oraz dwoma tomami (kolejno 15 i 16) Panie Łaskawe. To właśnie tam poznajemy główną bohaterkę Furii Hippolytę Hall oraz tytułowe, mityczne Boginie zemsty. To jeden z mankamentów albumu autorstwa Mike' a Careya oraz Johna Boltona. Nie mówię, że jest to niemożliwe (autor cyklu Lucyfer skrzętnie tłumaczy zdarzenia mające miejsce w wymienionych tomach Sandmana), ale traci się wiele zabawy w całkowitym delektowaniu się tym pięknie wydanym dziełem.

Albumowi Mike'a Careya, brakuje tego z czego słynęła seria Sandman, a konkretnie solidnej warstwy obyczajowej. Neil Gaiman z mistrzowską precyzją konstruował kolejne postaci, w pełni prezentując ich lęki, marzenia oraz psychiki. Pod tym względem Furie przegrywają z kretesem. Powody, którymi kieruje się Kronos są niezbyt zrozumiałe, a rola samej Hippolyty ogranicza się praktycznie tylko do uciekania przed kolejnymi mitycznymi stworami i Bóstwami.

Jeśli chodzi o ilustracje, to John Bolton ponownie zachwyca. Wcześniej mogliśmy podziwiać jego prace m.in. w albumie Księga magii Neila Gaimana oraz Boże zachowaj królową także Mike'a Careya. Doskonałe ilustracje pana Boltona świetnie współgrają z fantastyczno-dramatycznymi opowieściami, zarówno Gaimana, jak także Careya. Doskonałe feerie barw oraz mimika twarzy bohaterów to najmocniejsze akordy rzemiosła utalentowanego ilustratora.

Furie polecam przede wszystkim fanom twórczości Mike'a Careya oraz unikatowych i niepokojących ilustracji Johna Boltona. Cała reszta może się nieco rozczarować z powodu zbytniego chaosu i przewidywalności albumu oraz potraktowania po macoszemu mitów Starożytnej Grecji.

Osobiście album, stanowiący swoistą kontynuację przygód Hippolyty z Pań Łaskawych, uważam za pozycję dobrą, acz nie rewelacyjną. Z pełną świadomością stawiam czwórkę z plusem i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych komiksów autorstwa pana Careya.

PS. A jeśli ktoś zamierza dokładniej zapoznać się z mitami Greckimi i Rzymskimi, to polecam dzieła nieodżałowanego Jana Paradowskiego. To najlepsze preludium przed zagłębieniem się w misternie utkane uniwersum Sandmana i postaci występujących w tym epokowym cyklu.

Sandman - Furie

Scenariusz: Mike Carey
Rysunek: John Bolton
Okładka: John Bolton
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2009
Tytuł oryginalny: The Sandman Present: The Furies
Wydawca oryginalny: DC Comics - Vertigo
Rok wydania oryginału: 2002
Liczba stron: 96
Format: B5
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2491-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,00 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus