Tytani atakują... logikę - recenzja mangi "Atak tytanów" #1


O Shingeki no Kyojin wie każdy porządny współczesny wielbiciel mangi i anime. A nawet jeśli nie, to się dowie: albo natknie się na wszechobecnycosplay, albo zostanie zmaltretowany przez wyznawców. Słowo użyte celowo, gdyż w ich oczach czai się ten sam gorączkowy blask, który kiedyś rozjaśniał twarze fanów Naruto.

Atak tytanów co prawda nie przypomina przygód niesfornego ninja i jego mrocznego kumpla, ale zawiera to, co każda porządna manga bitewna mieć powinna: walki, krew, śmierć, jeszcze więcej walk i całe wiadra tragizmu, które zręcznie pokrywają brak logiki.

Akcja pierwszego tomu zabiera nas do świata, gdzie ludzkość żyje na obszarze ograniczonym olbrzymim murem. Jest to ostatni bastion cywilizacji, bo na zewnątrz, poza murem, żyją tytani, których jedynym celem życiowym jest zjadanie ludzi. Muszą jednak obejść się smakiem, bo mur ma wysokość pięćdziesięciu, a przeciętny tytan piętnastu metrów. Na szczęście co chwilę pojawiają się wyprawy zbrojnych, którzy wpadają do lasu i dają się zjeść.

Historia zaczyna się, gdy pojawia się tytan, który sięga głową ponad mur i rozwala okolicę, przez co pozostali tytani wpadają do miasta i urządzają sobie ucztę stulecia – dosłownie, bo jest to pierwszy atak na mur od stu lat.

Nasz bohater, Eren, wraz z przyjaciółką Mikasą, są tego świadkami. Zanim jednak ich (niezbyt ciekawa, sądząc po kłótniach Erena z rodzicami) codzienność zmieni się w piekło, ojciec Erena zdradzi, że w piwnicy trzyma coś, co wszystko tłumaczy. Potem następuje ogólne pandemonium, tytani szaleją po okolicy, matka bohatera zostaje zjedzona – jak wiele innych osób, bo autor nie oszczędza czytelnika – ludzkość przegrywa, miasto pada, a po paru latach Eren, Mikasa i ich bardzo płaczliwy przyjaciel wstępują do oddziałów mających bronić kolejnego miasta.

Mangę wypełniają: pokracznie narysowane postaci ludzkie, rozerwane na kawałki pokracznie rysowane postacie ludzkie, walki i wrzaski. Pierwszy tom praktycznie nie ma normalnych dialogów: albo się kłócą, albo wywrzaskują wewnętrzny ból egzystencjalny, albo wyją ze strachu. Czytelnik ma wrażenie, że siedzi wśród psychotycznych nastolatków, bo nie ma tu też normalnych emocji. Wszystko jest przejaskrawione aż do granic możliwości.

Bohaterowie dysponują zestawem całych trzech wyrazów twarzy – zasmarkaną, wrzeszczącą i wypraną z emocji. Dodatkowo każdy ich element wygląda jak doczepiony, szczególnie oczy, które wydają się wyskakiwać z kadru. Jedynie Mikasa wygląda oryginalnie, a jej obojętność sugeruje coś więcej niż lenistwo autora.

Nie pomaga mandze to, że ludzie nie wyglądają jak ludzie, tylko parówki, którym ktoś podoczepiał malutkie rączki i nóżki. Podkreślmy – rozwrzeszczane parówki z wyciągniętymi głowami o szerokości szyi. Głównego bohatera można odróżnić tylko i wyłącznie po fryzurze (oraz tym, że zazwyczaj się drze na pierwszym planie). Cała reszta postaci powstaje za pomocą szablonu kopiuj-wklej, przez co ich śmierć jest zupełnie pozbawiona jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego.

Walki są chaotyczne, a przez kompletny brak proporcji fizycznych wydają się być ciągiem nielogicznych kadrów. Owszem, są bardzo dynamiczne i szczerze powiedziawszy są jedynym mocnym elementem mangi. W przypadku tytanów pokraczność i ich puste twarze robią wrażenie na czytelniku i wywołują dreszcz emocji.

Do tego komiks ma irytujące wstawki: ″Informacje, które można ujawnić na tym etapie powieści″ sugerują, że autor ma w zanadrzu jakąś Olbrzymią i Straszną Tajemnicę. W ten sposób zamiast budować napięcie i pozwalając się czytelnikowi zżyć ze światem tytanów, rzuca ochłapy wiedzy, których nie chciało mu się rysować w regularnych kadrach. Ogólnie odnosi się wrażenie, że nie chciało mu się rysować.

Mur, który ma chronić ludzi, zbudowany jest idiotycznie – miasta są na zewnątrz, z trzech stron niechronione. Przedarcie się przez mur powoduje utratę całej przestrzeni poza murem, bo budowniczowie chyba nie pomyśleli o murach poprzecznych, które pozwoliłyby nie tylko na sprawniejszą ewakuację, ale też dzięki którym tytani nie rozleźliby się po całej okolicy.

Przez sto lat ludzkość radośnie wysyła za mury oddziały, które są dziesiątkowane i nic więcej z tego nie ma. Brak sensownej strategii ochrony miasta (nie licząc dział, o których wiadomo, że nic nie robią tytanom), poza oddziałami ochotników, którzy tak naprawdę nie wiedzą, przeciw czemu walczą. To jest tak źle pomyślane, że można poważnie podejrzewać, iż zrobiono to specjalnie, żeby ludzie mieli rozrywkę (śmiertelną co prawda) i nie myśleli o takich głupotach jak ″kto nami rządzi i dlaczego nic nie robi z tytanami?″

Pierwszy tom nie zachęca do sięgnięcia po następne, choć pewnie znajdą się wielbiciele rozdzierającej dramy połączonej z dużą ilością krwi i przerażenia. Autor naprawdę starał się oddać klimat przegranej z góry wojny, ale parówkowatość postaci sprawia, że trudno wziąć na serio to, co się dzieje na kartach.

Czy warto przeczytać? Owszem. Głównie po to, żeby bardziej docenić anime, które powstało na podstawie tej historii.

Atak Tytanów (Shingeki no Kyojin) - 1

Scenariusz: Hajime Isayama
Rysunek: Hajime Isayama
Wydawnictwo: JPF - Japonica Polonica Fantastica
Rok wydania polskiego: 5/2014
Format: A5
Oprawa: miękka z obwolutą
Papier: offset
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 25,20 zł


blog comments powered by Disqus