Recenzja komiksu "Skrzydła Serafina #10"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Bool
29 kwietnia 2011

Manga nie jest już w Polsce niczym egzotycznym. Kilka wydawnictw specjalizuje się w konkretnych gatunkach tego japońskiego komiksu, było o nim słychać w telewizji, w gazetach czy nawet w pracach naukowych. Nadal jednak należy brać pod uwagę specyfikę tych czarno-białych tomików i pamiętać, że pochodzą z zupełnie innego kręgu kulturowego, w którym niektóre motywy – jak nagość lolitek – jest całkowicie akceptowalna. A tejże nagości i lolliconu w „Skrzydłach Serafina” jest naprawdę sporo.

W niezbyt odległej przyszłości ludzkość kolonizuje Księżyc. Tuż pod jego powierzchnią naukowcy odkrywają statek kosmiczny zbudowany z pomocą zaawansowanej technologii. Pojazd połączony jest w dziwny sposób z Emblematiksami („Emblem Seeds”), urządzeniami, które znaleziono na Ziemi. Emblematiksy kryją wielką moc, którą chcą wykorzystać zarówno członkowie ONZ, jak i zwykli bandyci. W rozgrywkę zostaje wmieszany Sunao Oumi, młodzieniec, który przyleciał na Księżyc odwiedzić grób przyjaciółki.
Heinemann, czarny charakter przewijający się przez całą serię, planuje przejąć moc Emblematiksów i zdobyć władzę nad Ziemią – a potem całym wszechświatem.  Sunao i jego przyjaciółki stają mu na drodze, jednak ich umiejętności są niewystarczające. Moc Heinemanna zdaje się przeważać. W tym czasie nasz bohater zdaje sobie sprawę, że jego serce nie należy już tylko do niego... Czy jego wybranka przeżyje? To chyba najbardziej palące pytanie, na które odpowiedź mamy nadzieję znaleźć w tym tomiku.

Dziesiąty tomik serii nie rozwiązuje najważniejszych wątków rozpoczętych we wcześniejszych częściach. Wyraźnie jednak pokazuje, że autor zmierza ku końcowi swojej opowieści – całość nie powinna być dłuższa niż jeszcze jeden-dwa tomiki.

„Skrzydła Serafina” w mangowym światku doprowadziły swego czasu do dość zażartej dyskusji. Jedni fani japońskiego komiksu twierdzili, że tytuł jest po prostu słaby, inni, że wręcz przeciwnie, tego na polskim rynku mangi brakowało. Niezaprzeczalnie trudno nazwać tę serię ambitną czy nawet dobrą. Z drugiej strony to pierwszy w naszych księgarniach tytuł przeznaczony specjalnie dla chłopców w wieku gimnazjalnym i wczesnolicealnym. Zawiera wszystkie pożądane elementy japońskiego gatunku shonen: ponętne, hojnie obdarzone przez naturę bohaterki, nastoletniego głównego bohatera, który ratuje świat, wątek SF, statki kosmiczne oraz wielkie roboty – a w każdym razie coś, co roboty przypomina. Do tego wartka akcja, zmieniająca się niemal ze strony na stronę, wyraźna, ładna kreska oraz prosta fabuła z dużą ilością walk. Czego więcej może chcieć dorastający chłopak?

Należy zaznaczyć, że tytuł ten nie jest przeznaczony dla zbyt młodego czytelnika. Pierwszym ostrzeżeniem powinna być już okładka tomiku, przedstawiająca nie do końca ubraną dziewczynę. Dodatkowo sama historia jest dość brutalna, pełno w niej zabójstw, strzelanin i krwawych okaleczeń. Dlatego kupując komuś ten tytuł zastanówmy się, czy na pewno jest dla niego odpowiedni i czy mu się spodoba – jest dość specyficzny, a do tego wystarczająco interesujący na jedno przeczytanie, ale na powtórki nie ma co liczyć.

Skrzydła serafina - 10 - Nowe wcielenie

Scenariusz: Toshiya Takeda
Rysunek: Hiroyuki Utatane
Tłumaczenie: Alex Hagemann
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2009
Tytuł oryginalny: Seraphic Feather
Wydawca oryginalny: Kodansha Ltd.
Liczba stron: 280
Format: 115x180 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-3690-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 22,90 zł



blog comments powered by Disqus