Wojna bez znieczulenia - recenzja komiksu "Strefa bezpieczeństwa Goražde"

Autor: Tomasz Nowak
28 kwietnia 2013

Kocioł bałkański to dla nas - Słowian i Europejczyków, nadmieńmy - istna łamigłówka. Nie dziwi więc, że jego zgłębianie, odkrywanie kolejnych pokładów, to w szczególności dla Amerykanów coś niesamowitego. Jednego tylko można im pozazdrościć, że jak mało kto swoją osobliwą fascynację potrafią przekuć na formę przystępną dla tak wielu.

Książka stworzona przez Joego Sacco nazwana została "reportażem komiksowym" i faktycznie, termin ten świetnie definiuje jej zawartość. Nie jest to bowiem opowieść typowo narracyjna, a częściej relacja autora z czterokrotnych odwiedzin w tytułowej strefie w latach 1995 i 1996. Aby jednak wprowadzić czytelnika w kontekst, pozwolić mu lepiej zrozumieć omawiane sprawy, Sacco często zabiera go w retrospektywną podróż wstecz - od czasów II wojny światowej począwszy, przez dyktaturę Tito po konflikty i walki lat dziewięćdziesiątych. Tym ostatnim zresztą poświęca najwięcej uwagi. Nie tylko ze względu na ich wyjątkowe bestialstwo, ale również na "bliskość skórze" - to, że obecny kształt sporej części półwyspu to ich bezpośredni efekt.

Uwypuklanie okrucieństw wojny, niejako zdumienie nimi to cecha charakterystyczna komiksów zza oceanu - ze strony narodu, który wojny toczy zawsze "na wyjeździe", poznając ją zasadniczo głównie z relacji mediów i weteranów. Bezpośrednia styczność z rzeczywistością po prostu powala. Jednak Sacco nie koncentruje się na walkach, ani nawet na wielkiej polityce, która przecież wyznaczała ramy dla tamtych wydarzeń. Tutaj wszak stanowi tylko tło, a bardziej interesuje go zwyczajne życie toczone w absolutnie niezwyczajnych okolicznościach. Zbiera i relacjonuje głosy ludzi, którzy musieli przetrwać trzy i pół roku w strachu i niedostatku, praktycznie odcięci od świata, ze świadomością nieuchronności swego losu; tego, iż każdego dnia mogą zostać zmiecieni z powierzchni ziemi. I nikt wówczas by się o nich nie upomniał, tak jak nikt nie upominał się o etnicznie "oczyszczone" epę czy Srebrenicę - też strefy bezpieczeństwa.

Żyli bez leków, jedzenia, broni, pomagając sobie wzajemnie, badając głębię własnego człowieczeństwa. Podejmując uciekinierów z terenów zajmowanych przez wroga. A mimo to, jakby wbrew nadziei, przetrwali.

Autor zdumiewa się przy tym bezsilnością, a więc w zasadzie po części bezsensem, a na pewno takim kształtem ONZ-owskich misji pokojowych, które miały ustabilizować sytuację w regionie. W tym ustanowionych przez Radę Bezpieczeństwa strefach bezpieczeństwa, systematycznie likwidowanych jednak krwawo przez bośniackich Serbów. Pokazuje, że siły rozjemcze były częściej kartą przetargową czy wręcz świadkami zbrodni. Nie, nie sugeruje ich "biernego współuczestnictwa", ale obnaża bezlitośnie biurokratyczne i polityczne mechanizmy, które jako głowa powodują praktycznie paraliż swych militarnych członków.

Podobnie ukazuje rolę mediów - wpadających do Gorazde po bieżącą sensację i wypadających jeszcze tego samego dnia. Byle szybciej, byle drastyczniej, byle było "więcej mięsa" - niekiedy dosłownie. Te same media szybko tracą zainteresowanie, kiedy w enklawie "nic się nie dzieje". Sacco ich jednak wprost za to nie piętnuje - wszak odpowiadają tylko na potrzeby widzów, a ci długotrwałą wojną szybko się nudzą...

W ogóle stara się trzymać wyraźny dystans do opisywanych i wyrysowywanych faktów, podobnie zresztą jak do siebie samego. Nie jest, rzecz jasna, w żaden sposób obiektywny - relacjonuje sytuację i bieg zdarzeń wyłącznie punktu widzenia bośniackich muzułmanów. Pozostaje za to świadomy, że przebywając wśród konkretnych ludzi mimowolnie przyjmuje z czasem ich punkt widzenia, a to, jak co pewien czas sam przypomina, niekoniecznie służy jakości reportażu czy neutralności spojrzenia.

W warstwie graficznej Sacco stosuje rozwiązanie ukonstytuowane przez Mausa - pewną stylistyczną odmienność, inne tło dla części retorspektywnych. Cały czas pozostaje jednak przejrzysty i dosłowny, czasem wręcz do bólu, paradoksalnie osiągając ten efekt licznymi przerysowaniami, znakomicie wplecionymi w realistyczną konwencję.

To właśnie ów dystans w treści i graficzna maestria sprawiły, iż komiks ten zdobył nagrodę Eisnera (Best Graphic Album) w 2001 roku, a w tym samym roku nominowany był też dwukrotnie do nagrody Harveya (Best Writer i Best Graphic Album of Original Work). Zyskiwał tez inne wyróżnienia, podkreślające poszczególne elementy treści, konstrukcji czy przekazu.

Końcówka komiksu tchnie optymizmem. Nastaje wreszcie pokój, wszystko idzie ku lepszemu Kończąc wszak lekturę Strefy... łatwo wskazać winnych zła, jakie wybuchło w dawnej Jugosławii. Aż prosi się tu dla równowagi o jakiś komentarz, choćby komiksowy, taki jak Pozdrowienia z Serbii Aleksandra Zografa. Bo mimo tego, że chciałoby się czasem, żeby świat był czarno-biały, to jednak rzeczywistość jest dużo bardziej złożona. Warto pamiętać, że Gorażde to przy całej swej artystycznej klasie ledwie cegiełka do jej zrozumienia. Bałkański Kocioł nie wygasł w pełni i choć w tej akurat chwili nie wrze, podpalony nieostrożnym słowem, zawsze może wybuchnąć na nowo.

Strefa bezpieczeństwa Goražde

Scenariusz: Joe Sacco
Rysunek: Joe Sacco
Tłumaczenie: Michał Chaciński, Marek Cieślik
Wydawnictwo: Mroja Press
Rok wydania polskiego: 2/2013
Tytuł oryginalny: Safe Area Goražde: The War in Eastern Bosnia 1992-1995
Wydawca oryginalny: Fantagraphics Books
Rok wydania oryginału: 2000
Liczba stron: 240
Format: 190x255 mm
Oprawa: twarda
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-63963-03-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 99,90 zł



blog comments powered by Disqus