Recenzja komiksu "Szninkiel"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Sonia Miniewicz
10 maja 2010

Dwadzieścia jeden lat. Tyle przyszło czekać miłośnikowi komiksu, by mógł rozkoszować się szelestem odpakowywanej folii, dotykiem gładkiej powierzchni szarej okładki, widokiem szkicu Grzegorza Rosińskiego, który najpewniej powędruje na ścianę, oprawiony w antyramę. Zapach farby drukarskiej na przewracanych w pośpiechu kartkach, oczy taksujące kolejne małe arcydzieła sztuki rysowniczej i wreszcie rozbrzmiewający w uszach, krótki, niewiele mówiący laikowi, lecz bliski sercu każdego komiksiarza, tytuł - „Szninkiel”. Jedna z najbardziej kultowych pozycji europejskiej sztuki komiksowej, po siedmiu latach od ostatniego wznowienia, powraca w swojej oryginalnej, czarno białej formie, dotychczas znanej tylko szczęśliwym posiadaczom wydania Orbity z 1988 roku.

Dla mieszkańców Daaru, szninkiel znaczy niewolnik. Pod butem innych nacji, ta rasa niewolników ślepo prze naprzód, mając przed sobą pewną śmierć na jednej z niezliczonych wojen, a za plecami bat swoich panów. J'on, główny bohater opowieści, wychodzi cało z pogromu, niezauważony pośród tysięcy zwłok. Nie wie co począć z nowo odzyskaną, w gruncie rzeczy tylko pozorną, wolnością. Szninkielowi w chwili zwątpienia objawia się O'n, stwórca wszystkiego, co żywe i na barki małego J'ona zrzuca odpowiedzialność za los całego świata – ma on położyć kres wojnom i pojednać władających Daarem trzech nieśmiertelnych.

Historia zrodzona w wyobraźni najsłynniejszego chyba współpracownika naszego rysownika, Jeana Van Hamme'a, to istny miszmasz nawiązań, skojarzeń i cytatów, który ani na chwilę nie traci spójności i indywidualnego stylu. Opowieść o szninkielu J'onie, najwięcej wydaje się czerpać z Biblii - „Szninkiel” jest wręcz trawestacją Nowego Testamentu napisaną jednak w duchu starotestamentowym, z bóstwem pysznym i gniewnym, gdzie brak miłości rekompensuje brutalna siła. Dużo mówi się także o swoistej „hobbitowczyźnie” przenikającej opowieść o J'onie, lecz warto zanotować, że „Szninkiel” pozbawiony jest tolkienowskiego optymizmu. Radość nie znajduje ujścia, niknie gdzieś w szarości i monotonii życia, podkreślanej czernią i bielą rysunków. Konstrukcja fabuły przypomina lubiane powieści fantasy, z bohaterem przemierzającym kolejne krainy, napotykającym w każdej z nich inne społeczności, dojrzewającym do wielkiego zadania. Pomimo tego, duch komiksu nie przypomina krzepiących dzieł o zwycięskich wojownikach, przesycony jest na wskroś pesymizmem i fatalizmem. „Szninkiel” nie jest komiksem mesjanistycznym, ale jego swoistą antytezą.

Nie sposób zgłębić ani nawet wymienić wszystkich symboli i znaczeń zawartych w „Szninkielu”. Komiks Van Hamme'a i Rosińskiego to istny gigant fabularny, opierający się na literaturze, kinie, teologii i wreszcie, czystej wyobraźni. Może dokuczać jedynie błyskawiczne tempo, w jakim opowiedziana jest historia J'ona, czasem chciałoby się zatrzymać choć na jeszcze jeden rozdział z tym lub tamtym bohaterem czy miejscem. Tak czy inaczej, „Szninkiel” to komiks wielki, niemal genialny, który trzeba postawić sobie na honorowym miejscu na półce, gdyż niewiele tytułów godnych jest stać obok.
 

Szninkiel - Integral

Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunek: Grzegorz Rosiński
Tłumaczenie: Ksenia Chamerska
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 1/2010
Tytuł oryginalny: Le grand pouvoir du Chninkel
Liczba stron: 160
Format: 215x290 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-3613-4
Wydanie: III
Cena z okładki: 69,99 zł


blog comments powered by Disqus