Komiks, o którym warto mówić od nowa – recenzja komiksu "Szninkiel"

Autor: Aleksander Krukowski
23 czerwca 2015

Dla wielu starszych fanów komiksu reedycja Szninkiela, jaką serwuje wydawnictwo Egmont, będzie pewnie okazją do kolejnego zetknięcia się z tym dziełem. Okazją cenną, bo umożliwiającą być może lekturę dojrzalszą.

Kiedy pierwszy raz czytałem ten album, większe emocje wzbudziła we mnie śmielej ukazywana erotyka, niż historia stworzona przez Jeana Van Hamme'a i Grzegorza Rosińskiego. Jeśli coś zwróciło wtedy moją uwagę, to nietypowy wizerunek głównego bohatera – szaraczka o fizjonomii uporczywie kojarzącej się z gryzoniem. Jakże był różny od Batmanów, Supermanów czy choćby stworzonego przez ten sam duet Thorgala. Szninkiel nie nadawał się na bohatera komiksu – z mojej dziecięcej jeszcze perspektywy. Zresztą podzielał ją sam bohater, któremu rola zbawiciela świata wcale nie pasowała.

Należący do rasy niewolników Szninkiel J'on to taki bohater z przypadku. Udaje mu się uniknąć pierwotnego przeznaczenia: bycia mięsem armatnim w czasie jednej z bitew w nieustającym konflikcie trzech Nieśmiertelnych, w konsekwencji czego spotyka Stworzyciela Światów. Ten wysyła go na misję, od powodzenia której zależy los całego świata Daar. Chcąc nie chcąc, gryzoniowaty prostaczek rusza w drogę, bo też innego celu w życiu nie ma, a po drodze zawsze może przydarzyć się coś ciekawego – i tak właśnie się dzieje.

Problem ze Sznikielem polega na tym, że krytycy zafiksowali się niemal na perspektywie komparatystycznej, ciągle podkreślając relacje intertekstualne między komiksem a innymi dziełami, szczególnie (w tej właśnie kolejności) Biblią i Tolkienem. Zwłaszcza odwołania do ewangelii pobudzały wyobraźnię komentatorów, czyniących z komiksu swego rodzaju komentarz biblijny czy też świadectwo kryzysu wiary autora (autorów). Stwórca przedstawiony przez Van Hamme'a i Rosińskiego to bardziej gnostycki demiurg, ułomny bóg, którego materialna kreacja również jest ułomna i naznaczona zniszczeniem. Choć okrucieństwo wiąże go ze starotestamentowym Jahwe, to sprowadzanie Szninkiela do roli krytyka czy trawestatora Biblii wydaje się zbytnim spłyceniem utworu.

Pod motywami rozpoznawalnymi jako biblijne, pod domniemanymi (a może nawet prawdziwymi? kto wie?) aluzjami tolkienowskimi, leży coś więcej, bardzo głęboka struktura opowieści, archetypowa, arche-tekstowa. historia J'ona czytana jest przez pryzmat Biblii od ćwierćwiecza i ta lektura, choć uzasadniona, stała się po prostu nudna. Sądzę, że nadszedł już czas, by na dzieło Van Hamme'a spojrzeć z innych perspektyw: w kategorii freudowskiej prahordy, również z wszędobylskimi konotacjami libidalnymi, bo przecież J'on "myśli tylko o jednym"; w kategoriach girardowskiej ofiary, bo choć wygląda jak gryzoń, protagonista pełni przecież funkcję kozła; wreszcie w każdej innej kategorii, przez którą komiks ten można czytać, i dzięki której może stać się ciekawszy.

Że Szninkiel będzie powracał do starszych czytelników i odnajdywał młodszych – tego jestem pewien. Mam tylko nadzieję, że kolejne wznowienia pobudzą także krytyków do reinterpretacji utworu.

Szninkiel - Integral (wyd. II)

Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunek: Grzegorz Rosiński
Tłumaczenie: Ksenia Chamerska
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2013
Tytuł oryginalny: Le grand pouvoir du Chninkel
Rok wydania oryginału: 1987
Liczba stron: 192
Format: 215x290 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-3613-4
Wydanie: IV
Cena z okładki: 69,99 zł


blog comments powered by Disqus